Putinjugend. Tak Kreml rusyfikuje ukraińskie dzieci
Czcij Putina, nienawidź wrogów Rosji - na okupowanych terytoriach Ukrainy prowadzona jest systematyczna rusyfikacja dzieci. Jednym z narzędzi jest Junarmia, oczko w głowie Siergieja Szojgu i Władimira Putina.
Na okupowanych terenach Ukrainy Rosja wprowadza własny system edukacji, eliminując z programów nauczania język ukraiński i historię Ukrainy. Nauczyciele, którzy odmawiają współpracy, są narażeni na represje, a nawet aresztowania. Zastraszani są również rodzice, którzy próbują zapewnić dzieciom edukację w języku ukraińskim.
Takie przypadki dokumentuje Human Rights Watch. Organizacja wskazuje, że te działania naruszają międzynarodowe prawo humanitarne, które zabrania okupantowi narzucania własnego systemu edukacji na zajętych terenach.
Tymczasem mieszkańcy okupowanych terytoriów - w szczególny sposób Donbasu - poddawani są brutalnej rusyfikacji, która coraz częściej przybiera formę szantażu humanitarnego. Dostęp do jedzenia, środków czystości, leków, a nawet prądu i ogrzewania bywa uzależnione od przyjęcia rosyjskiego obywatelstwa. Nie chodzi już więc tylko o symbolikę paszportu, ale po prostu o przeżycie.
Od 1 stycznia 2025 r. obowiązują bowiem nowe, drastyczne przepisy. Ukraińcy, którzy nie zdecydowali się na przyjęcie rosyjskich dokumentów, zostali formalnie pozbawieni podstawowych praw. Dotyczy to m.in. dostępu do leków wcześniej wydawanych bezpłatnie lub ze zniżką, a dziś oferowanych wyłącznie za podwójną cenę rynkową. Najboleśniej odczuwają to osoby z chorobami serca, astmą i cukrzycą, ponieważ bez leków ryzykują życiem.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Trump ocenił pomysł Putina. "To dużo"
Dlatego Ukraińcy z tych grup nie tyle godzą się na proces rusyfikacji dzieci, co nie mają wielkiego wyboru. A kremlowska machina do tresowania młodzieży jest już doskonale sprawdzona na rosyjskim gruncie, gdzie działa od lat.
Putinjugend - wielkie tresowanie umysłów
Rusyfikacja ukraińskich dzieci odbywa się dziś nie tylko w szkołach. Na terenach okupowanych Kreml uruchomił całą machinę propagandową, w której główną rolę odgrywa Wszechrosyjskie Narodowe Stowarzyszenie Patriotyczne – Ruch Społeczny "Młoda Armia" popularnie nazywany Junarmią. Organizacja została zaprojektowana jako narzędzia systemowego formatowania młodych umysłów.
Inicjatorem stworzenia Junarmii jest b. minister obrony Siergiej Szojgu, ale pomysł mocno wspierał i wspiera Władimir Putin. Widać to choćby po wysokości dotacji płynących do stowarzyszenia. W 2025 r. Kreml je podwoił i wynoszą obecnie 800 mln rubli (ok. 36 mln zł) przekazywanych z narodowego projektu "Młodzież i dzieci" oraz 200 mln rubli (ok. 9 mln zł), które płyną z rosyjskiego Ministerstwa Obrony.
Celem jest "przygotowanie młodzieży do służby wojskowej". Junarmia stanowi bowiem rozwinięcie wojskowych klubów młodzieżowych, które szkolą w duchu militarystyczno-patriotycznym. Działa według zasad znanych z czasów totalitarnych, kiedy dzieci starano się wtłoczyć w trybiki machiny ideologicznej. Stąd częste porównania do Hitlerjugend, działającego w III Rzeszy.
Młodzi Ukraińcy na terenach okupowanych są zapraszani, choć częściej po prostu zmuszani, do uczestnictwa w zajęciach przygotowywanych przez Junarmię. Uczą się tam nie tylko salutowania do rosyjskiej flagi, ale też obchodzenia z bronią, posługiwania się wojskowym żargonem i odtwarzania opowieści o "zwycięstwie nad nazizmem", rozumianym dziś jako wszystko, co ukraińskie.
Dzieci maszerują w mundurach, śpiewają pieśni wychwalające rosyjską potęgę, uczą się wiernopoddańczej wersji historii, w której Ukraina jest tylko "zagubionym regionem Rosji".
Junarmia, która według oficjalnych danych skupia ok. 1,8 mln dzieci i młodzieży, działa nie tylko w szkołach, ale również w klubach młodzieżowych i na specjalnych obozach, organizowanych z pompą i filmowanych przez media. Jednym z nowszych "patentów" Junarmii jest przyjmowanie przedszkolaków. Tak na przykład zrobiono w obwodzie rostowskim.
Ci, którzy wstąpią do tej organizacji, mogą liczyć na pewne przywileje - dostęp do zamkniętych imprez, prezentów, możliwości wyjazdu do Rosji. Ci, którzy odmówią, siebie narażają na wykluczenie, a rodziców na represje.
Działacze Junarmii - czy w skrajny nazewnictwie Putinjugend - na okupowanych terytoriach Ukrainy pojawili się już w 2015 r. To oni piszą scenariusze uroczystości, organizują akademie, dystrybuują materiały "edukacyjne", w których historia Ukrainy kończy się na traktacie perejasławskim z 1654 r., który uznawał zwierzchność cara Rosji przez Kozaków. W tych materiałach Majdan i wojna w Donbasie są przedstawiane jako spisek Zachodu.
Stowarzyszenie rekrutuje i szkoli lojalnych nauczycieli, organizuje konkursy wiedzy o "wielkiej ojczyźnie" i promuje dzieci, które wykazują "właściwe postawy". Uczy, jak rozpoznawać "przejawy ukraińskiego nacjonalizmu" i jak donosić na tych, którzy rzekomo szerzą "antyrosyjską narrację". Czyli w praktyce uczy jak denuncjować własnych rówieśników i nauczycieli, którzy próbują zachować, choć cień prawdy historycznej.
Historyczne metody w nowym opakowaniu
Junarmia tworzy system wychowawczy, w którym dziecko nie ma ucieczki. W zasadzie to inżynieria tożsamości, jakiej Polska doświadczyła pod zaborami, gdy carscy urzędnicy kazali dzieciom modlić się po rosyjsku, a za polską książkę w plecaku można było trafić do więzienia.
W XIX w. carat również próbował "wychować nowego człowieka". Po upadku Powstania Styczniowego rusyfikacja przybrała formę systemowej polityki. Z polskich szkół wyrugowano język ojczysty i historię. W Królestwie Polskim zakazano używania polskiego jako języka wykładowego, a nauczycieli posądzanych o "patriotyczne sympatie" zwalniano, więziono lub zsyłano. Uczniów zmuszano do modlitw po rosyjsku, a każdy sprzeciw oznaczał kary.
Współczesna rusyfikacja ubrana w mundury i nowoczesne materiały propagandowe, działa na tej samej zasadzie. Cel pozostaje ten sam - Kreml chce wykorzenić tożsamość, zaszczepić posłuszeństwo, stworzyć obywatela, który nigdy nie zakwestionuje zdania moskiewskich władców.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski