Trwa ładowanie...
d3wym91
d3wym91

Porażka ustawy dekomunizacyjnej w Niemczech

Mimo starań ze strony byłych wschodnioniemieckich opozycjonistów, nie udało się uchwalić ustawy dekomunizacyjnej, ograniczającej całościowo przywileje i pozbawiającej praw etatowych pracowników NRD-owskiego ministerstwa bezpieczeństwa państwa (MfS).
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d3wym91

Konieczne było uznanie MfS za organizację przestępczą, a tego nie udało się przeforsować - tłumaczy były dysydent Wolfgang Templin.

Niemieccy politycy oraz historycy zajmujący się historią NRD-owskiej dyktatury są zgodni co do tego, że z powodu tego zaniedbania w zjednoczonych Niemczech w zdecydowanie gorszej sytuacji niż etatowi ubecy znaleźli się po 1990 roku tajni współpracownicy Stasi.

Przyjęta 15 lat temu ustawa o archiwach Stasi wprowadziła zasadę lustracji osób obejmujących stanowiska w administracji publicznej oraz gremiach politycznych. W ten sposób od 1992 roku prześwietlono przeszłość milionów obywateli Niemiec. Ci z nich, którzy w czasach NRD byli tajnymi agentami służby bezpieczeństwa, tracili najczęściej szansę na działalność publiczną. Nie zawsze, gdyż nie ma ustawy zakazującej byłym agentom zajmowania określonych stanowisk. Każda instytucja, partia i stowarzyszenie stosuje własne kryteria.

d3wym91

3 tysiące śledztw - 20 wyroków

Byli etatowi pracownicy ministerstwa bezpieczeństwa państwa i aparatu partyjnego nie muszą obawiać się nawet takich ograniczonych sankcji, jakie dotknęły tajnych współpracowników.

Jak podają niemieckie media, na 3 tysiące prowadzonych po 1990 roku śledztw tylko 20 zakończyło się wyrokami, w tym w siedmiu przypadkach karą więzienia. Długoletni szef MfS Erich Mielke dostał wyrok za... udział w zamachu na policjantów w 1931 r., ponieważ prokuratura nie znalazła innych podstaw do ukarania wschodnioniemieckiego "superubeka".

Kilku najważniejszych funkcjonariuszy resortu skazano za rozkaz strzelania do uciekinierów na granicy NRD z RFN. Z tego samego paragrafu skazano na karę sześciu i pół roku pozbawienia wolności ostatniego sekretarza generalnego SED Egona Krenza, który po odbyciu części kary wyszedł pod koniec 2003 r. na wolność. Pozostali cieszą się pełnią praw obywatelskich. Połowicznym sukcesem skończyły się próby ograniczenia bardzo wysokich, w porównaniu z przeciętnym obywatelem byłego NRD, emerytur i rent byłych ubeków. Izba Ludowa jeszcze przed zjednoczeniem ustaliła górny pułap świadczeń na 990 marek (DM). Parlament zjednoczonych Niemiec obniżył tę kwotę na 802 DM, wprowadzając równocześnie niekorzystny, z punktu widzenia byłych pracowników NRD-owskich służb, sposób naliczania emerytur. Sankcje finansowe zastosowano nie tylko wobec byłych pracowników MfS, lecz także innych organów władzy państwowej i partyjnej, łącznie 200 tysięcy osób. Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał w 1999 r. to rozwiązanie za niezgodne z
konstytucją i nakazał stosowanie wobec wszystkich obywateli byłego NRD identycznych przepisów naliczania świadczeń.

d3wym91

"Fiasko wymiany elit"

Na mocy decyzji sądów w ostatnich latach większość byłych funkcjonariuszy NRD-owskiego aparatu państwowego i partyjnego odzyskała wysokie emerytury i renty. Władze zmuszone były do wypłacenia im zaległych świadczeń, kwot niekiedy w wysokości kilkudziesięciu tysięcy euro. Na te świadczenia niemiecki budżet przeznacza rocznie 4 mld euro. Pewne ograniczenia świadczeń emerytalnych zachowano w mocy jedynie wobec pracowników MfS oraz przedstawicieli najwyższych władz partyjnych i państwowych, m.in. członków biura politycznego, sekretarzy KC, ministrów i wiceministrów.

Próba wymiany elit po 1990 roku zakończyła się fiaskiem - mówi Franz Flach, ekspert SPD zajmujący się problematyką rozliczeń z dyktaturą NRD. Najlepsze stanowiska zajął "desant" z Niemiec Zachodnich, na mniej atrakcyjnych pozostali dotychczasowi ludzie. Byli dysydenci nie mają obecnie wiele do powiedzenia - mówi z goryczą Flach. Na rozliczenia jest już jednak teraz za późno. To już historia - podkreślił.

Byli działacze wschodnioniemieckiej opozycji zwracają uwagę, że podczas gdy byli NRD-owscy funkcjonariusze odzyskują przywileje, władze Niemiec nie są w stanie uchwalić renty dla ofiar komunistycznego systemu. Podejmowane od kilkunastu lat próby ustanowienia takiego świadczenia w wysokości 100-500 euro miesięcznie, kończyły się zawsze fiaskiem. To sygnał dla obywateli, że nie warto było sprzeciwiać się reżymowi - mówiła podczas debaty w Bundestagu jedna z posłanek Zielonych. To skandal - mówi bardziej dosadnie były dysydent Templin.

Byli pracownicy organów bezpieczeństwa obecni są na wielu stanowiskach. Niemiecka policja zatrudnia obecnie 1500 dawnych funkcjonariuszy Stasi. Nawet w samym urzędzie przechowującym teczki Stasi pracuje 42 byłych pracowników MfS. Jak twierdzi szefowa placówki, Marianne Birthler, nie można ich zwolnić, gdyż chroni ich prawo pracy.

Jacek Lepiarz

d3wym91

Podziel się opinią

Share
d3wym91
d3wym91
Więcej tematów