Każdy ratownik zetknął się z agresją ze strony pacjentów © East News | Piotr Korczak/REPORTER

Opancerzeni. Ratownicy medyczni "dwa kilo od śmierci"

Magda Mieśnik
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Adrian był atakowany nożami, siekierą, mierzono do niego z broni. Agnieszkę pacjent dusił i kopał po całym ciele. W Polsce nie ma chyba ratownika medycznego, którego życie przynajmniej raz nie byłoby zagrożone. Niektórzy zginęli. Ministerstwo Zdrowia chce, aby od 31 marca 2026 roku w każdej karetce były kamizelki nożoodporne. Projekt jest tak niedopracowany, że nie chcą tego nawet ratownicy.

Siedlce. 25 stycznia 2025 r., sobotnie popołudnie. W czteropiętrowym bloku przy ul. Sobieskiego trwa imieninowa impreza. Toast za toastem, butelka za butelką. Jednym z gości jest Adam Cz. Gdy próbuje wstać od stołu, przewraca się i uderza głową o ścianę. Znajomi opatrują ranę i odprowadzają do mieszkającej obok przyjaciółki, z którą przyszedł. 59-latek zostaje sam. Czuje się coraz gorzej. Dzwoni po karetkę. Mówi o dusznościach, ranie na głowie.

Cezary Lotkowski od 37 lat pracuje w pogotowiu. Wcześniej w Białej Podlaskiej, od czterech lat w Siedlcach. Szczupły, ale silny, bo to w końcu ciężka praca fizyczna. Sprzęt ratowniczy waży czasem ponad 30 kilo. Dyspozytor przekazuje mu wezwanie na Sobieskiego. Cezary siada za kierownicę karetki. Obok niego Mateusz, kierownik ich dwuosobowego zespołu. Przed 19:00 są na miejscu. Gdy ze sprzętem wchodzą do mieszkania, Adam siedzi spokojnie na kanapie. Z głowy leci krew. Czuć alkohol. Ratownicy sprawdzają jego stan. Oglądają ranę.

- Trzeba jechać do szpitala. Chirurg musi się panem zająć - mówi Mateusz. Ratownicy zaczynają się pakować. Nie widzą, że Adam Cz. wyciąga ukryte w kanapie dwa noże. Jeden wbija Cezaremu w pierś. Mateusz rzuca się na ratunek i dostaje cios w nadgarstek. Na pomoc przybiega zaalarmowany hałasem sąsiad. Przytrzymuje nożownika. Przyjeżdża kolejna karetka, ale Cezaremu nic nie jest już w stanie pomóc.

- Zadzwonili do mnie, że jeszcze o niego walczą, że trwa reanimacja. Nie mogłem uwierzyć. Nożem? Na dyżurze? Facet, któremu Czarek pomagał? Ale jeszcze zawieźli go do szpitala. Zaraz był drugi telefon. Krótki. Głównie przekleństwa - wspomina kolega zabitego.

I dodaje: - Każdy z nas wiele razy oberwał w czasie interwencji. Ubliżają nam, plują, kopią, gryzą. Nigdy jednak nie podejrzewaliśmy, że możemy zginąć, gdy kogoś ratujemy. Czarek kochał tę robotę, poświęcił się jej całkowicie. I jaką dostał zapłatę?

Protest ratowników medycznych. Gość zdradza zarobki

Badanie wykazało, że Adam Cz. miał we krwi dwa promile alkoholu. W czasie przesłuchania przyznaje się do winy, ale twierdzi, że nic nie pamięta.

Dwa dni później o godz. 17:00 w całej Polsce wyją syreny karetek pogotowia. Ratownicy chcą uhonorować śmierć 64-letniego kolegi, a w Polsce rozpoczyna się debata nad bezpieczeństwem medyków.

List do ministra

- Po śmierci kolegi z Siedlec wystosowaliśmy apel do Ministerstwa Zdrowia z postulatami, które mogłyby w znaczący sposób wpłynąć na poprawę naszego bezpieczeństwa. Na kilkunastopunktowej liście znalazły się między innymi kamizelki nożoodporne, ale nie jako osobny postulat, a w połączeniu ze stworzeniem mapy miejsc niebezpiecznych. W przypadku wezwania do miejsca wysokiego ryzyka ratownicy medyczni otrzymywaliby alert, że to miejsce jest niebezpieczne i mogliby się odpowiednio przygotować, na przykład założyć kamizelkę - mówi Tomasz Socha z Krajowej Izby Ratowników Medycznych.

Zgodnie z prawem ratownicy powinni pracować w warunkach bezpiecznych. Nie wchodzić do stref zagrożenia, nawet do wraku samochodu, który może się zapalić. Oczywiście to tylko teoria.

Jeśli wezwanie jest do rannego w bójce lub osoba zgłaszająca krzyczy, awanturuje się, wyraźnie jest pod wpływem środków odurzających, ratownicy jadą na miejsce w asyście policji. Kto jednak przewidzi, że cichy, spokojnie siedzący na kanapie mężczyzna wyciągnie nagle dwa noże?

"Patrol nasz radę da"

Łukasz odbiera wezwanie. Dziecko lat 4, problemy z oddychaniem, drgawki. Karetkę wezwała matka. Ratownik jest dziś w zespole z Agnieszką. Biegiem do karetki. Osiem minut ostrej jazdy i są na miejscu. Furtka domu jednorodzinnego otwarta. W rozświetlonym oknie widać misie i lalki. Ratownik wali pięścią w drzwi. Liczy się każda chwila.

- Pogotowie!

Nic.

- Pogotowie! Ktoś nas wzywał!

Nic.

Łukasz łapie za klamkę. Otwarte. Wchodzą. Z głębi domu dobiega znana wszystkim rodzicom piosenka z Psiego Patrolu "Patrol nasz radę da, już rusza nam z pomocą".

- Pogotowie! Gdzie dziecko? Halo!

W dużym pokoju na kanapie dziewczynka. Blada. Nie reaguje na słowa ratowników. Matka wychodzi z kuchni. Roztrzęsiona. Nie odpowiada na pytania. Płacze. Ratownicy zaczynają badać dziewczynkę. Ma kłopoty z oddychaniem. Trzeba podać tlen i szybko do szpitala. Agnieszka wyjmuje z plecaka leki.

- Ty mnie kur... obudziłaś. Wypier... Zabieraj łapy od dziecka. Zaj... cię - słychać nagle z korytarza.

Pijany mężczyzna wtacza się do pokoju i łapie za krzesło.

- Muszę podać dziecku leki. Inaczej zacznie się dusić.

- Godzinę temu była zdrowa! - drze się facet i rusza na Agnieszkę. Rzuca krzesłem, a gdy ratowniczka się uchyla, chwyta za nożyczki.

- Dziecko zaraz przestanie oddychać. Udusi się - krzyczy Łukasz.

Razem z Agnieszką wycofują się do wyjścia. Widzą, że dziewczynka zaczyna sinieć. Agnieszka łapie się za policzek - trafił ją nożyczkami. Wybiegają z domu. Wzywają policję. Po kilkunastu minutach pijany jest w radiowozie, a dziewczynka w drodze do szpitala. Łukasz ma dwoje dzieci. Jedno w wieku chorej. Teraz, gdy dzieci oglądają bajkę o Psim Patrolu, wychodzi z pokoju.

Rozwiązanie na siłę

Po śmierci ratownika w Siedlcach i apelach, by wzmocnić ochronę, Ministerstwo Zdrowia organizuje kolejne spotkania ze środowiskiem medycznym. Stanowisko samorządu, związków zawodowych oraz związku pracodawców nie zostaje jednak wysłuchane i w efekcie 22 lipca prezes Narodowego Funduszu Zdrowia wydaje zarządzenie, zgodnie z którym od 1 stycznia 2026 roku każda karetka ma być wyposażona w kamizelkę nożo- i szpikulcoodporną dla każdego członka zespołu ratownictwa medycznego.

W praktyce oznacza to dwie, rzadziej trzy sztuki na karetkę. Do stacji pogotowia ratunkowego w całej Polsce trafiają pisma z prośbą o określenie rozmiarów potrzebnych kamizelek. Zakres od XS do wielokrotnego XL.

- Uszczęśliwiono nas na siłę. My postulowaliśmy, żeby kamizelki były środkiem ochrony indywidualnej, czyli żeby każdy ratownik miał swoją. Tyle że nikt nie chciał nas słuchać i przepchnięto pomysł, by kamizelki były dla wszystkich, czyli dla nikogo - mówi Tomasz Socha.

Sam ma niemal dwa metry wzrostu. Waży 130 kilo. Potrzebuje kamizelki w rozmiarze przynajmniej XXL. Po nim zmianę obejmuje koleżanka, która ma 150 cm. Jej rozmiar to XS. A kamizelka, żeby spełniała swoje zadanie, musi być bardzo dobrze dopasowana.

Ratownicy, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni: - Tego nie da się pogodzić.

Urzędnicy mają dla nich radę: - Trzeba tak układać grafik, by zmieniający się ratownicy mieli podobne rozmiary.

Ani NFZ, ani Ministerstwo Zdrowia nie przygotowało żadnych przepisów wykonawczych. Nie określono, kiedy ratownicy mają nosić kamizelki. Nie wiadomo też kto i ile ma za nie zapłacić.

Dyrektorzy stacji pogotowia ratunkowego: - Nie planujemy zakupu. Ministerstwo za to odpowiada.

Narodowy Fundusz Zdrowia: - Z informacji, które posiadamy, wynika, że zakup tego sprzętu będzie centralny i odpowiada za niego resort zdrowia.

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych: - Niestety, z uwagi na niejawny charakter postępowania zakupowego, nie możemy udzielić odpowiedzi.

Ministerstwo Zdrowia: - Obowiązek zapewnienia kamizelek w liczbie odpowiadającej liczbie członków zespołu ratownictwa medycznego spoczywa na dysponentach tych zespołów. Ministerstwo Zdrowia podejmuje działania mające na celu wsparcie dysponentów w tym zakresie.

Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie: - Oczekujemy na dalsze decyzje Ministerstwa Zdrowia w sprawach finansowania. Dokonaliśmy rozeznania rynku, które przedstawia się następująco: jedna kamizelka nożoodporna to koszt od 350 do 900 zł. W przypadku Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie mówimy o konieczności zaopatrzenia w kamizelki powyżej 1000 pracowników.

Odpowiedzi przytaczane powyżej spłynęły do nas w ciągu zaledwie kilku dni.

- Żadne pismo do tej pory do nas nie trafiło, dlatego żadnych kamizelek nie zamawiamy. Ratownicy ich nie chcą - to najczęstsze zdanie, jakie słyszymy od pracowników stacji pogotowia w całej Polsce.

Nikt dokładnie nie wie, ilu jest ratowników medycznych w Polsce. Szacunki mówią o 11-13 tysiącach. Rocznie wyjeżdżają do ponad trzech milionów wezwań. Z wyliczeń samorządów ratowniczych i stacji pogotowia wynika, że w czasie co dziesiątego wyjazdu dochodzi do napaści lub innego ataku na medyków. Zakładając, że w każdej karetce miałyby być kamizelki dla ratowników na dyżurze, trzeba by zamówić około pięciu tysięcy sztuk. Biorąc pod uwagę rozpiętość cen, koszt zamówienia sięgałby od 2 do 15 milionów złotych.

Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi

Adrian pracuje w pogotowiu od 16 lat. Właściwie na każdym dyżurze zdarza się, że ktoś go wyzywa, obraża, pluje, szturcha, popycha, kopie. Takich sytuacji nawet nie zgłasza. Szkoda czasu na zeznania w komisariacie. Dlatego informuje tylko o najpoważniejszych atakach.

Jak wtedy, gdy syn wezwał karetkę do chorej matki. Adrian z kolegą wchodzą do domu, a facet od razu z agresją: "Zabierzcie ją do szpitala". Ratownicy zaczynają się wycofywać. Adrian w ostatniej chwili zasłania się plecakiem - nóż wbija się w sprzęt medyczny.

Albo w Sylwestra. Druga w nocy. Adrian jedzie do nieprzytomnego mężczyzny. Dzwoniła jego dziewczyna. Domek jednorodzinny. Pukają. Otwiera młody chłopak z siekierą w ręku:

- Wypier...!

Ratownicy biegną do karetki, zamykają się od środka i dzwonią po policję.

Kolejne wezwanie. Żona dzwoni, że właśnie odcięła męża, który próbował się powiesić. Kogut włączony, pędzą. W domu wielki chłop. Roztrzęsiony. Pijany w sztok. Adrian pakuje go do karetki. Chcą go odwieźć do szpitala psychiatrycznego. W aucie próbuje uspokoić mężczyznę. Cały czas z nim rozmawia. W pewnym końcu pacjent sięga pod spodnie ogrodniczki i wyciąga długi nóż.

- Chciałem cię zaje... i spierd..., ale jesteś w porządku.

Gdyby Adrian powiedział jedno słowo nie tak...

Na pogotowie dzwoni mężczyzna. Córka dźgnęła go nożem w klatkę piersiową. Na miejscu ma być asysta policji, ale ratownicy są szybciej. Pacjent może się wykrwawić, więc sami wchodzą do środka. Młoda kobieta stoi z nożem w ręku. Grozi im. Wybiegają, chowają się w karetce. Ona biegnie za nimi. Wiele razy wbija nóż w samochód. Urywa lusterko.

Tym razem jadą do młodego mężczyzny. Prawdopodobnie pod wpływem narkotyków. Nieprzytomny. W karetce nagle się budzi. Wyrzuca ratownika z samochodu. Niszczy sprzęt. Wyrywa tablicę rejestracyjną i wskakuje do rzeki. Wynurza się na drugim brzegu i ucieka. Tablicę cały czas trzyma pod pachą.

Starsza pani dzwoni, że mąż potrzebuje pomocy. Choruje na Alzheimera. Adrian wchodzi do mieszkania i nieruchomieje - siedzący za stołem staruszek trzyma wycelowany w niego sztucer. Za nim szafa z kolejnymi sztukami broni.

- Panowie, zabierzcie to, bo on kogoś w końcu pierd... - błaga żona.

Do obrony długopis

Adrian: - Pacjenci są nas w stanie zaatakować wszystkim. A co ja mam do obrony? Długopis. Od jakiegoś czasu noszę w kieszeni gaz. Ani razu go jeszcze nie wyjąłem. Co zrobię, gdy pacjent pozwie mnie za uszkodzenie oka?

I przytacza historię kolegi, którego pacjent przewrócił i kopał po głowie.

- Przestań, bo ci przyj... - krzyknął w końcu ratownik.

Pacjent miał włączony dyktafon w telefonie. Jego obrońca przekonywał potem sędziego, że jego klient był przestraszony i się bronił, bo podejrzewał, że to nie jest prawdziwy ratownik. Przecież oni nie używają takich słów w stosunku do chorych.

W sytuacjach nagłych i niebezpiecznych, gdy pacjent zagraża sobie lub innym, ratownicy mogą zastosować środki przymusu bezpośredniego takie jak przytrzymanie, unieruchomienie oraz podanie leków bez zgody pacjenta.

Adrian: - Żeby podać lek uspokajający, musimy przytrzymać agresywnego pacjenta i trafić igłą w mięsień, gdy taka osoba się szarpie i wyrywa. A i tak lek zacznie działać po 15 minutach. Do zastosowania przymusu farmakologicznego potrzebne jest założenie wenflonu, czyli wkłucie do żyły. Jak zrobić to u osoby, która jest tak agresywna, że nie jesteśmy w stanie jej przytrzymać?

Adrian jest wysportowany. Dba o kondycję, żeby nie łapać zadyszki, gdy trzeba wnieść kilkunastokilogramowy plecak na czwarte piętro bez windy, a potem razem ze sprzętem znieść jeszcze chorego. Ćwiczy też, żeby w razie zagrożenia mieć szansę poradzenia sobie z agresorem. Słucha też rad policjantów, którzy asystują przy ryzykownych interwencjach:

- Nie pozwól, by ktoś zamknął za tobą drzwi od mieszkania na klucz.

- Unikaj sytuacji, że ktoś stoi za twoimi plecami.

- Nigdy nie stawaj w rogu pokoju. Stamtąd nie ma ucieczki.

- Jeżeli możesz, zdejmij plecak. Bez niego łatwiej będzie ci uciec.

- Wykorzystaj plecak jako zasłonę przed atakiem nożem lub innym narzędziem.

Ucierpią pacjenci

Mimo realnego zagrożenia zdrowia i życia zdecydowana większość ratowników jest przeciwna obowiązkowi noszenia kamizelek.

Adrian: - Na dyżurze mamy 12-15 wyjazdów. Chodzimy z plecakiem, który waży 20 kilo. Z defibrylatorem, który waży 15. Czasem wspinamy się ze sprzętem po schodach na czwarte piętro, bo nie ma windy lub jest zepsuta. Potem z pacjentem, plecakiem, defibrylatorem, butlą z gazem musimy zejść na dół, bo ma udar, zawał albo coś jeszcze. A do tego ma jeszcze dojść dwukilowa kamizelka? Wolałbym szkolenia z zakresu rozładowywania napiętych sytuacji, negocjacji w takich chwilach i rozpoznawania oznak agresji.   

Agnieszka: - Ratowanie życia wymaga swobody ruchów i szybkiego sięgania po to, co potrzebne. Często działamy w ciasnych przestrzeniach. Jeśli do tego dojdzie krępujący nas ciężki pancerz, to ucierpią pacjenci.

Łukasz: - Lato. Upał. Ratownik biega 12 godzin w przylegającej do ciała kamizelce – bo mają one być zakładane pod ubranie, by nie straszyć ludzi – a potem przekazuje ją kolejnemu ratownikowi? Gdzie zasady higieny? A co, jeśli kamizelka zabrudzi się krwią lub innymi wydzielinami osoby chorej zakaźnie? Te dwa kilo kamizelki ma mnie uchronić od śmierci? Wątpię. Chyba podziękuję.

Dyrektor stacji pogotowia, proszący o anonimowość: - Kilka lat temu ktoś wpadł na pomysł, żeby ratownicy mieli kaski ochronne. Wszyscy je kupili. I co? Leżą na półkach i się kurzą. Moi ratownicy jeszcze nigdy z nich nie skorzystali. Po pierwsze nie są przydatne. Po drugie kupiono największy chłam, zwykłe kaski budowlane.

Ratownicy narzekają

Po śmierci ratownika w Siedlcach kilka stacji pogotowia na własną rękę kupiło kamizelki nożoodporne. Trzy sztuki ma na stanie Zespół Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej w Olsztynku.

- Ich noszenie nie jest obowiązkowe. Ratownicy zakładają je, gdy dostają sygnał, że sytuacja jest niebezpieczna, bójka lub inne zagrożenie. Sami podejmują decyzję. Nie są zachwyceni, że muszą nosić ten sprzęt. Skarżą się, że jest niewygodny, ciężki, ogranicza ruchy. Ale przynajmniej wiem, że są bezpieczniejsi - mówi Dorota Gruszczyńska, dyrektorka placówki.

Nie ma żadnych informacji z Ministerstwa Zdrowia na temat obowiązku posiadania kamizelek od przyszłego roku. - Gdzieś nieoficjalnie słyszałam, że może je kupić urząd wojewódzki za pieniądze z ministerstwa, ale do tej pory nie ma żadnego oficjalnego stanowiska - mówi.

Nowe przepisy nie mówią nic na temat norm, jakie mają spełniać kamizelki nożoodporne. Na rynku wybór jest szeroki. Najtańsze kosztuję około 400 złotych. Tyle że to poliestrowa siatka, w którą wkłada się metalowy pancerz. Ciężki i niewygodny. Najdroższe to wydatek kilku tysięcy złotych. Ratownicy boją się, że jeśli trafią do nich kamizelki gorszej jakości, może to stanowić powód do podważenia wypłaty odszkodowania czy ubezpieczenia.

To samo dotyczy sytuacji, gdy ratownik zostanie zraniony w momencie, gdy akurat nie będzie miał na sobie kamizelki. Ministerstwo Zdrowia: - Decyzję o użyciu kamizelki będzie podejmował każdy z członków zespołu na własną rękę i nie przewiduje się kar za niezałożenie kamizelki.

- Niestety zdarza się, że niebezpiecznej sytuacji nie da się przewidzieć. Tak jak w Siedlcach. Ratownicy jechali do duszności. Gdyby wtedy mieli kamizelki w karetce, pewnie by ich nie założyli. Czy w takiej sytuacji ubezpieczenie zostałoby wypłacone? Czy w sądzie obrońca sprawcy wykorzystałby tę sytuację? - zadaje pytania Tomasz Socha.

W rozmowach z ministerstwem uczestniczyła firma DTF Protection, która produkuje pierwszą polską kamizelkę kulo- i nożoodporną dostępną wyłącznie dla cywilów i służb cywilnych z europejskimi certyfikatami.

- Nasze kamizelki są od roku testowane przez ratowników medycznych i opinie są pozytywne. Są elastyczne, nie krępują ruchów przy aktywnościach związanych z pracą ratownika oraz są tak wyprofilowane, aby zapewniały ochronę dla mężczyzn i kobiet. Od czasu spotkania z przedstawicielami ministerstwa nikt się jednak z nami nie skontaktował - mówi Mateusz Kanigowski z DTF Protection.

Kamizelka tej firmy waży w zależności od rozmiaru od 1300 do 2200 g i kosztuje ok. 3 tys. zł. Dla większości stacji pogotowia cena wydaje się zaporowa. - Kilka stacji pogotowia już je jednak kupiło, w tym ponad 35 sztuk nabyło u nas Lotniskowe Ratownictwo Medyczne z Lotniska Chopina w Warszawie, a ponad stu ratowników w Polsce nabyło nasze kamizelki prywatnie - dodaje Kanigowski.

"Chcecie? Sami sobie kupcie"

Ministerstwo Zdrowia: - Warto przypomnieć, że wyposażenie zespołów ratownictwa medycznego w kamizelki było postulowane przez środowisko medyczne po ataku na ratownika medycznego, do którego doszło 25 stycznia i który zakończył się jego śmiercią. 

Tomasz Socha: - Kilka razy pisaliśmy do Ministerstwa Zdrowia, że nie zgadzamy się na kamizelki przydzielone per karetka, a nie do ratownika medycznego, jako indywidualne uposażenie. Poza tym resort zrzucił z siebie koszty zakupu i obciążył nimi dysponentów Zespołów Ratownictwa Medycznego.

I dodaje: - Ministerstwo odrzuciło pomysł utworzenia mapy zagrożeń, na której na czerwono oznaczone byłyby miejsca niebezpieczne. Jak to wytłumaczono? Nie można stygmatyzować pacjentów i adresów.

***

Adrian: - Chyba każdy z nas musiał ratować kogoś, kto wcześniej próbował nas skrzywdzić. Staram się wtedy nie myśleć. Jeśli ktokolwiek wymaga pomocy, to natychmiast jej udzielam. Nawet jeśli przed chwilą zaatakował mnie lub mojego kolegę nożem. On jest naćpany, pijany, chory psychicznie, agresywny, jest po prostu w tym momencie chory. Jak mógłbym mu nie pomóc. To moja praca.

Magda Mieśnik, dziennikarka Wirtualnej Polski

Chcesz się skontaktować z autorką? Napisz: magda.miesnik@grupawp.pl

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Trump zaskoczył podczas wystąpienia. "Tematy związane z seksem"
Trump zaskoczył podczas wystąpienia. "Tematy związane z seksem"
Tiger Woods zatrzymany. Policja publikuje słynne "mugshot"
Tiger Woods zatrzymany. Policja publikuje słynne "mugshot"
Działo się w nocy. Poważnie ranni Amerykanie, atak na Izrael
Działo się w nocy. Poważnie ranni Amerykanie, atak na Izrael
Nawrocki już w USA. Taki ma plan wizyty w Teksasie
Nawrocki już w USA. Taki ma plan wizyty w Teksasie
Kontrola graniczna z Niemcami i Litwą przedłużona. Nowa data
Kontrola graniczna z Niemcami i Litwą przedłużona. Nowa data
Viktor Orbán wybuczany na wiecu. Jest nagranie
Viktor Orbán wybuczany na wiecu. Jest nagranie
MSZ podniosło stopień ostrzeżenia. Ten kraj obawia się ataku USA
MSZ podniosło stopień ostrzeżenia. Ten kraj obawia się ataku USA
Nocny wpis człowieka Nawrockiego. W tle rządowe ustawy
Nocny wpis człowieka Nawrockiego. W tle rządowe ustawy
Atak na bazę w Arabii Saudyjskiej. Wielu poważnie rannych żołnierzy USA
Atak na bazę w Arabii Saudyjskiej. Wielu poważnie rannych żołnierzy USA
"Kuba jest następna". Trump z jasnym oświadczeniem
"Kuba jest następna". Trump z jasnym oświadczeniem
Donald Trump o wypadku Tigera Woodsa. "Wspaniały człowiek"
Donald Trump o wypadku Tigera Woodsa. "Wspaniały człowiek"
Trump znów zabrał głos ws. Iranu. "Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek"
Trump znów zabrał głos ws. Iranu. "Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek"