Chadecka frakcja w Parlamencie Europejskim - Europejska Partia Ludowa (EPL) - zdecydowała w Brukseli, że przewodnictwo komisji spraw zagranicznych PE ma przypaść Polakowi. Lider PO Donald Tusk ogłosił w Warszawie, że rekomenduje na to stanowisko Jacka Saryusza-Wolskiego. Przez ostatnie siedem lat pracami komisji kierował Brok.
Brok, "aktywny niemiecki chadek", jak nazywa go "SZ", zapewniał parlamentowi w Strasburgu na arenie międzynarodowej większą uwagę niż w rzeczywistości, ze względu na ograniczone kompetencje w sprawach zagranicznych, mu przysługuje - czytamy w komentarzu. "Skomplikowana arytmetyka podziału stanowisk w Parlamencie Europejskim jest jednak właśnie taka, a nie inna. Brok padł jej ofiarą" - pisze "SZ".
Zdaniem gazety, rekompensatą dla niemieckich chrześcijańskich demokratów jest przewodnictwo wpływowej komisji budżetowej. "Ten, kto myśli w kategoriach wpływu na ważne procesy w UE, ten musi uznać zmianę za zysk" - ocenia gazeta. "SZ" podkreśla, że Brok, dysponujący wielkim doświadczeniem i "notesem" (z telefonami wszystkich ważnych polityków) zachowa wpływ na politykę zagraniczną.
W osobnej relacji, brukselski korespondent "SZ" Alexander Hagelueken napisał, że "znanego w całej Europie" Broka popierali m.in. premier Luksemburga Jean-Claude Juncker i były kanclerz Austrii Wolfgang Schuessel. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zatelefonowała do szefa PO Donalda Tuska. "W reakcji na to rządzący w Warszawie bracia Kaczyńscy zarzucili mu (Tuskowi) zdradę kraju" - czytamy.
Gazeta zwraca uwagę, że europejscy socjaliści widzą w dymisji Broka przejaw słabości chadeków. "Niszczące frymarczenie stanowiskami pokazuje, jak rozdarci i podzieleni są konserwatyści" - powiedział szef frakcji socjalistów w Parlamencie Europejskim Martin Schulz.
Jacek Lepiarz