Dlatego ten wyrok był zły. Niestety, odkąd potwierdził go sąd drugiej instancji, nic już w sprawie nie dało się zrobić. Nie można wnieść kasacji od wymiaru kary, więc rzecznik praw obywatelskich, który chciał ratować sytuację, miał tylko jedno wyjście: zakwestionować winę dziennikarza. Sąd Najwyższy uznał, że świadome rzucanie na kogoś nieprawdziwych oskarżeń nie może być uznane za korzystanie z wolności słowa. Trudno z tym polemizować - przyznaje komentatorka dziennika.
Teraz sytuację chce ratować prokuratura, występując do prezydenta o ułaskawienie. Skutek będzie taki, że Marek nie poniesie żadnej kary, mimo że obraził i odmówił wykonania wyroku sądu. Gdyby sąd, zamiast surowo karać dla przykładu, orzekł np. grzywnę, nie byłoby tych prawnych łamańców, a wcześniej akcji protestacyjnych. I niesmaku, że symbolem walki o wolność słowa stał się człowiek, który tej wolności szkodzi - komentuje publicystka gazety. (PAP)