78-letni Pozner zawsze sam zaprasza swoich gości i sam decyduje o tym, o czym będzie z nimi rozmawiać. Premiera zaprosił w zeszły poniedziałek, skrytykowawszy go wcześniej za sposób, w jaki został wybrany na przewodniczącego partii Jedna Rosja (jednomyślnie, w głosowaniu jawnym i bez kontrkandydata). Miedwiediew zaproszenie przyjął. Pozner przyznał, że był tym zaskoczony.
W programie Miedwiediew powiedział, że jest tylko jeden człowiek, który może wydawać dyspozycje rządowi - prezydent. - Wszyscy pozostali ludzie w najlepszym wypadku są jego doradcami - oznajmił Miedwiediew, odnosząc się do opinii komentatorów, że po przejściu do Administracji Prezydenta wielu członków poprzedniego rządu prawdziwe centrum decyzyjne także w sprawach będących w kompetencji rządu znajduje się na Kremlu.
Premier przypomniał, że swego czasu był zastępcą szefa, pierwszym zastępca szefa i szefem Administracji Prezydenta oraz że przez cztery lata pełnił też sam urząd prezydenta. - Nie mogę sobie przypomnieć nawet jednego przypadku, by ktoś z Administracji Prezydenta kierował rządem - powiedział.
Miedwiediew oświadczył również, iż "żaden z jego poprzedników na stanowisku szefa rządu, których znał i z którymi współpracował - Putin, Michaił Kasjanow, Michaił Fradkow, Wiktor Zubkow i znów Putin - nie był technicznym premierem, gdyż w Rosji technicznego premiera nie może być z definicji. - Czy naprawdę ktoś sądzi, że premier zanim coś podpisze dzwoni do kogoś i o coś pyta? - oznajmił.
Miedwiediew zapewnił, że samodzielnie wybrał kandydatów do swojego gabinetu, a prezydent ich zatwierdził. - W rządzie nie ma ludzi, którzy pojawiliby się tam w jakikolwiek inny sposób - przekonywał. Jego zdaniem rząd ma "wysoki potencjał".
Szef rządu przyznał także, iż partia Jedna Rosja wymaga odnowy, konkurencji wewnętrznej i nowych twarzy.