Media donosiły nieoficjalnie, że już podczas pierwszego spotkania tydzień temu Kwaśniewski namawiał Brauna do rezygnacji.
Braun pytany we wtorek, czy w poniedziałek prezydent naciskał na jego rezygnację, odparł: "W tych kategoriach bym tego nie traktował. Dla mnie było oczywiste, że jeśli sytuacja będzie taka, że moje przewodnictwo nakazywałoby mi wykonywanie działań, których wykonać nie chcę, to przewodniczącym być nie mogę".
Według Brauna, prezydent nie ponawiał apelu o dymisję wszystkich członków Rady, ale nadal go podtrzymuje.
Braun zaprzeczył, że zrezygnował z kierowania Radą, ponieważ obawiał się, iż członkowie Rady sami go odwołają. Wskazywał, że na razie w Radzie nie ma wymaganej większości do takiej decyzji. "Natomiast pozostawanie na stanowisku w sytuacji takiej, jaka jest, z jednej strony paraliżowałoby funkcjonowanie Rady jako instytucji, a to uważam za niedopuszczalne, z drugiej strony znalazłbym się w sytuacji gorszej niż rząd mniejszościowy, a każde głosowanie byłoby jakąś loterią" - powiedział.
Pytany o wskazywaną przez siebie różnicę w wizji państwa i rynku mediów między nim a sekretarzem KRRiT Włodzimierzem Czarzastym Braun oświadczył, że sam prezentuje wizję państwa demokratycznego, a wizja Czarzastego, poparta - według niego - przez niektórych polityków SLD, to wizja ograniczenia wolności.
Braun podziela opinię szefa komisji śledczej Tomasza Nałęcza, iż nadszedł czas, aby prezes TVP Robert Kwiatkowski podał się do dymisji.(iza)