Kurdystan już nie jest iracki?

Kurdystan nie jest niepodległym
krajem i nie wydaje się, aby miał takim zostać w dającej się
przewidzieć przyszłości. Gdy jednak podróżny wyląduje na lotnisku
w "stolicy" irackiego Kurdystanu, może pomyśleć, że
znalazł się w jakimś odrębnym państwie. Irbil, stolica
autonomicznego regionu kurdyjskiego, zajmującego znaczną część
północnego Iraku, leży zaledwie o 45 minut lotu od Bagdadu.

Jednak na jego "międzynarodowym" lotnisku, na które składa się jeden przeszklony budynek stojący na końcu krótkiego runwayu, nigdzie nie widać irackiej flagi. Wszędzie powiewają za to flagi kurdyjskie - czerwono-biało-zielone ze złotym słońcem pośrodku.

Kurdyjski personel dokładnie sprawdza paszporty, również irackie.

W lipcu, kiedy premier Marek Belka złożył krótką wizytę w Irbilu w drodze powrotnej z Bagdadu do Polski, miejscowi dziennikarze pytali go o możliwość "utworzenia ambasady RP w Kurdystanie". Premier odparł, że nie jest wykluczone, iż powstanie tam polski konsulat.

Większość napisów jest w języku kurdyjskim, sieć telefonii komórkowej odrębna i nie zapewniająca połączeń do Bagdadu, a miejscowi znajomi ostrzegają nowo przybyłych, by nie mówili po arabsku.

Taka sytuacja z mniejszymi lub większymi zmianami panuje od czasu, gdy po wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku Kurdowie faktycznie odłączyli swe trzy na poły niepodległe prowincje od reszty kraju. Uczynili to pod osłoną amerykańskiego i brytyjskiego lotnictwa, które czuwało, by nad Kurdystanem nie pojawiły się bombowce, myśliwce czy śmigłowce armii Saddama Husajna.

Czternaście lat względnie samodzielnej egzystencji zapewniło irackim Kurdom lepsze warunki rozwoju i inwestowania. Kłopoty reszty Iraku prawie tu nie docierały.

Teraz jednak, gdy Irak przygotowuje projekt stałej konstytucji państwa dla wszystkich mieszkańców kraju - Kurdów, arabskich sunnitów i szyitów, chrześcijan i Turkmenów - wielu Kurdów obawia się, czy ich region nie utraci swych praw i swobód.

Jestem Kurdem. Żyję po kurdyjsku. Kocham Kurdystan. Musimy nadal trzymać się z dala od tego, co się dzieje w Iraku - powiedział 40- letni Abdul Kader Mustafa, właściciel pralni chemicznej w Irbilu.

Żal mi Irakijczyków, którzy tyle cierpią, ale nie chcemy doświadczyć tego samego. Nie wierzę jednak, aby nasz rząd zdołał utrzymać nas z dala od tego - dodał Mustafa, mając na myśli kurdyjski rząd regionalny, działający niezależnie od Bagdadu.

Pierwszy w historii prezydent irackiego Kurdystanu, Masud Barzani, zaprzysiężony w czerwcu tego roku, wybierał się we wtorek do Bagdadu na ważne rozmowy na temat irackiej konstytucji.

Barzani, przywódca jednej z dwóch głównych partii kurdyjskich, Demokratycznej Partii Kurdystanu, znany z tego, że wszędzie pojawia się w tradycyjnym kurdyjskim nakryciu głowy, nie próbuje ukrywać lekceważenia dla Bagdadu i swych pragnień, by utworzyć niepodległe państwo kurdyjskie.

Ponieważ niepodległość jest niemożliwa, Barzani chce, aby region kurdyjski korzystał przynajmniej z wielkiej swobody działania w ramach irackiego państwa federalnego - miał własny budżet, dochody z ropy naftowej, armię, system oświaty i jasno wytyczone granice.

Jednak zanosi się na to, że konstytucja, która powinna być gotowa najpóźniej 15 sierpnia, nakreśli kształt ustroju federalnego w sposób bardziej ogólny, nie spełniający oczekiwań Kurdów.

Jeśli Barzani przystanie na taką konstytucję, później będzie mu bardzo trudno wywalczyć poprawę prawnego statusu Kurdystanu.

Chcemy prawdziwego federalizmu, na wzór kurdyjski, a nie czegoś słabego - powiedział 25-letni Hiwa Kasim, student politechniki, pijąc herbatę w jednej z kawiarni Irbilu.

Jeśli tego nie uzyskamy, będziemy musieli stać się osobnym krajem, bez Iraku. Jeśli zaś okaże się to niemożliwe, będzie wojna - dodał Kasim.

Jednak wojna praktycznie nie wchodzi w rachubę. Wojska amerykańskie stacjonują w Iraku, próbując poskromić iracką partyzantkę, a wszyscy mają w pamięci krwawe walki z Saddamem, a potem, w latach 90., bratobójcze starcia między rywalizującymi o władzę ugrupowaniami kurdyjskimi.

Kurdyjskie poczucie odrębności jest wszakże bardzo silne, zwłaszcza w Irbilu, i jeśli przywódcy Kurdów przystaną na konstytucję, którą ludność regionu uzna za niezadowalającą, nastroje mogą stać się gorące.

Źródłem napięć w stosunkach z arabskimi sąsiadami jest przyszłość naftowego miasta Kirkuk, leżącego tuż na południe od terytorium kurdyjskiego. Kurdowie nazywają Kirkuk kurdyjską Jerozolimą i mają nadzieję uczynić go pewnego dnia stolicą swego regionu.

Na razie Irbil dokłada starań, aby wyglądać zupełnie inaczej niż pogrążone w chaosie i cierpiące wskutek przemocy prowincje na południe od Kurdystanu.

Biznes kwitnie, bo w Kurdystanie panuje spokój i przedsiębiorcy z Turcji, Libanu i innych sąsiednich krajów chętnie inwestują tu pieniądze.

Zaś w hotelu Sheraton Irbil, gruntownie odnowionym w ciągu ostatnich dwóch lat, zegary w recepcji pokazują gościom czas w Nowym Jorku, Londynie, Stambule i Irbilu - ale nie w Bagdadzie.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie