Kulisy wyborów w Polsce 2050. Od nich zależą losy całej koalicji
Dziś poznamy nowego lidera Polski 2050. Choć partia dołuje w sondażach, to jednak wybory nowych władz skupiają uwagę w całej koalicji - w tym Donalda Tuska. Nie chodzi już tylko o to, czy i komu z ugrupowania szef rządu powierzy tekę wicepremiera. Wciąż bowiem aktualny jest scenariusz rozłamu w Polsce 2050. A jeśli tak się stanie, pojawi się pytanie, czy koalicja ma jeszcze większość w Sejmie.
Nie wcześniej jak dziś późnym wieczorem poznamy nową przewodniczącą partii Polska 2050. Wyborcze zmagania pomiędzy minister funduszy Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz a minister klimatu Pauliną Hennig-Kloską zakończą się dopiero o godz. 22.00.
Wynik głosowania jest trudny do przewidzenia. Teoretycznie faworytem po pierwszej turze wydaje się Pełczyńska-Nałęcz, która uzyskała 277 głosów.
- Wynik pierwszej tury jest dla mnie wielkim zaszczytem i zobowiązaniem. Tych głosów jest bardzo dużo, ale jestem pełna pokory. Pokazujemy na scenie nową jakość, partię, która potrafi wybierać w demokratycznej debacie - komentowała w poniedziałek w programie "Tłit" w Wirtualnej Polsce.
Jej rywalka nie chce się oficjalnie wypowiadać przed ostatecznym rozstrzygnięciem.
Niepewność
Właściwie żaden z naszych rozmówców z partii Szymona Hołowni (póki co) nie jest w stanie przekonująco przewidzieć wyniku głosowania. Zwłaszcza że z obu obozów docierają sprzeczne doniesienia.
Zwolennicy Pełczyńskiej-Nałęcz twierdzą, że minister jest bliska zwycięstwa. - Idzie na nią, ale różnica nie będzie jakaś kolosalna - wskazuje jeden z jej partyjnych stronników. Twierdzi też, że Hennig-Kloska zaszkodziła sobie ostatnim, zdalnym spotkaniem z działaczami. - Tam padło coś, co ma bardzo duże negatywne znaczenie dla Hennig-Kloski - przekonuje nasz rozmówca.
Choć sam tego nie zdradza, prawdopodobnie chodzi o kontrowersje, które miał wywołać Michał Kobosko (ubiegał się o przywództwo w Polsce 2050, ostatecznie zrezygnował i udzielił poparcia Hennig-Klosce - red.). Miał rozmawiać z Tuskiem w kontekście wyborów w partii. Pojawiły się więc zarzuty, że - za jego pośrednictwem - Koalicja Obywatelska próbuje ingerować w wewnętrze wybory Polski 2050.
W rozmowie z nami Kobosko odrzuca zarzuty.
- Ktoś nadinterpretowuje i próbuje stworzyć własną historię wokół wydarzenia całkowicie normalnego i prawidłowego - przekonuje.
Jak wspomina, został zaproszony na spotkanie z premierem ponad miesiąc temu.
- Rozmawialiśmy w biały dzień, w urzędzie, o sprawach międzynarodowych, bo byłem tuż po wizycie parlamentarnej w Waszyngtonie. Rozmawialiśmy m.in. o prezydenturze Donalda Trumpa, o sankcjach wobec Rosji. W trakcie tej rozmowy pan premier powiedział, że pozytywnie ocenia kompetencje i współpracę z minister Hennig-Kloską, z którą - jak publicznie wiadomo - na początku istnienia rządu wielkiej chemii nie było. Przytoczyłem tę ocenę premiera i zaczęła się wobec mnie jakaś negatywna wewnętrzna kampania, że to skandal, że w ogóle spotykam się z premierem i że jakoby miałbym "układać się" w jakiejkolwiek sprawie z Donaldem Tuskiem - tłumaczy Kobosko.
I dodaje: - Jeszcze wtedy, w grudniu, występowałem w roli kandydata na szefa partii. Premier chciał wiedzieć, jak oceniam sytuację w Polsce 2050, bo - co dla mnie zrozumiałe - był zaniepokojony sytuacją w partii koalicyjnej z perspektywy stabilności całej koalicji.
Z kolei ze strony sojuszników Hennig-Kloski słyszymy, że minister klimatu nadgania w głosowaniu do swojej rywalki na tyle, że może myśleć o zwycięstwie. Tym bardziej, że wsparli ją dotychczasowi rywale: Ryszard Petru, Joanna Mucha czy właśnie Kobosko. Wskazują też, że co prawda Pełczyńska-Nałęcz otrzymała 277 głosów w pierwszej turze, to jednak łącznie na jej konkurentów oddano 379 głosów. Jeśli więc druga tura okaże się w praktyce plebiscytem za lub przeciwko minister funduszy, to może się okazać, że wygra Hennig-Kloska.
- Partyjny elektorat Muchy (119 głosów w pierwszej turze) jest podzielony pół na pół. Za mało, żeby Pełczyńska-Nałęcz wygrała. Dlatego prawdopodobieństwo, że Hennig-Kloska ją przeskoczy, jest spore - ocenia rozmówca z Polski 2050.
Choć nawet niektórzy zwolennicy minister klimatu ostrożnie podchodzą do takich kalkulacji. - Nie mam pewności, czy gdyby zsumować głosy oddane na kontrkandydatów Pełczyńskiej-Nałęcz okaże się, że Hennig-Kloska ją wyprzedzi. Dlatego myślę, że finalnie idzie na Pełczyńską-Nałęcz, choć nieznacznie - mówi nasz rozmówca.
Co z wicepremierem i koalicją?
Wypadkową wewnętrznych wyborów w partii będą jeszcze dwie kwestie - i właśnie z tego względu wybór nowego szefostwa Polski 2050 ma duże znaczenie. Pierwsza sprawa dotyczy tego, czy koalicja będzie jeszcze mieć większość w Sejmie.
Obóz rządzący ma dziś łącznie 240 posłów, z czego klub Polski 2050 liczy 31 działaczy. Jeśli jakaś frakcja nie będzie usatysfakcjonowana wynikami aktualnych wyborów, może dojść do rozłamu w partii.
- W przypadku Pełczyńskiej-Nałęcz jest dużo większe ryzyko rozpadu klubu parlamentarnego. A to stawia pod znakiem zapytania większość parlamentarną - przyznaje jeden z działaczy Polski 2050.
Mimo to, jego zdaniem, w każdym scenariuszu partii grozi mniejszy lub większy rozłam, skutkujący nawet likwidacją klubu Polski 2050 (tworzyć go musi minimum 15 posłów).
- Jeśli ludzie odejdą, utworzą własne koło w Sejmie. Pytanie, czy będzie się skupiać bardziej wokół Pełczyńskiej-Nałęcz czy Hennig-Kloski. To drugie koło byłoby kołem wspierającym koalicję, to pierwsze w mniejszym stopniu, bo sama Pełczyńska-Nałęcz jest dość konfrontacyjna - przekonuje polityk Polski 2050.
Z drugiej strony w partii pojawiają się głosy, że przywództwo Hennig-Kloski będzie oznaczało zbyt daleką uległość względem największego koalicjanta, a to utrudni forsowanie własnej agendy.
Druga sprawa ważna dla całej koalicji dotyczy decyzji premiera w sprawie powierzenia przedstawicielowi Polski 2050 teki wicepremiera po tym, jak doszło do rotacji marszałka Sejmu z Szymona Hołowni na Włodzimierza Czarzastego. Rada krajowa Polski 2050 wcześniej już rekomendowała na to stanowisko Pełczyńską-Nałęcz, mimo to do nominacji wciąż nie doszło, a sam Tusk ignoruje telefony samej zainteresowanej.
- Premier chce przeczekać sprawę, aż będzie wiadomo, z kim w Polsce 2050 należy rozmawiać - wyjaśnia rozmówca z rządu.
Z naszych rozmów wynika, że Pełczyńska-Nałęcz, w przypadku objęcia sterów w partii, zamierza przypomnieć się w sprawie teki wicepremiera, ale nie zamierza stawiać tego na ostrzu noża. - To kwestia dotrzymywania umów. Nas interesuje dowożenie spraw - przekonuje współpracownik minister funduszy. Inny działacz Polski 2050 uważa, że jeśli szefową partii zostanie Pełczyńska-Nałęcz, to będzie jednak parła do tego, by zostać wicepremierką.
- Ale Tusk nie jest tym zainteresowany, więc może być rozmowa typu: "każdy, byle nie pani minister, pani jest przecież zajęta KPO itd.". Dlatego pojawiały się scenariusze, że może sam Hołownia wejdzie do rządu w randze wicepremiera. Pytanie tylko, w jakiej roli. Musiałby chyba zostać ministrem, np. kultury - zastanawia się nasz rozmówca.
Tyle że jakakolwiek "podmianka" kandydata z Polski 2050 na wiceszefa rządu oznaczać będzie konieczność zmiany (ponownego przegłosowania) wcześniejszej rekomendacji rady krajowej partii. I tu może być kolejny konflikt, bo zwolennicy Pełczyńskiej-Nałęcz utrzymują, że nie ma opcji wzruszenia decyzji rady krajowej, a kibicujący Hennig-Klosce sądzą, że taka zmiana byłaby - w przypadku jej wyborczej wygranej - "czymś naturalnym".
Z perspektywy Tuska większym bólem głowy, niż powierzenie teki wicepremiera komuś z Polski 2050, z kim nie będzie mu po drodze, będzie to, jak dalej ma funkcjonować tzw. rada koalicji - czyli spotykające się raz na jakiś czas grono liderów partii koalicyjnych, ustalające najważniejsze kierunku działań obozu rządzącego.
Do tej pory z okolic KO słychać było, że premier nie wyobraża sobie takich narad z udziałem Pełczyńskiej-Nałęcz, której zwyczajnie nie darzy sympatią. Pytanie jednak, czy podobnych odczuć nie ma w stosunku do Hennig-Kloski, mającej na koncie kilka wpadek, które mogły zirytować premiera (jak choćby falstart z ustawą wiatrakową z początku rządów).
W koalicji słychać, że jeśli współpraca nie będzie się układać, najwyżej liderzy koalicji przestaną się spotykać w dotychczasowym formacie i będą ustalać kluczowe kwestie bez udziału przedstawiciela Polski 2050. - Albo spotkają się we trzech pół godziny przed właściwą radą koalicji - ironizuje rozmówca z obozu rządzącego.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze wp.pl i money.pl