Ile wydaje się w Sopocie? "Bez sensu przyjeżdżać i oszczędzać"
Wybraliśmy się do Sopotu, by sprawdzić, jak kształtują się w sezonie ceny nad Bałtykiem i co na ten temat sądzą turyści. - Bez sensu jest przyjeżdżać na wakacje i oszczędzać. Naszym zdaniem "paragony grozy" to przesada - słyszymy od urlopowiczów nad morzem.
Będąc w Sopocie, na początku przyglądamy się klasycznej pamiątce z wyjazdu, czyli magnesom. Najtańsze można kupić już za 7 zł, choć te ładniejsze i solidniejsze to wydatek rzędu 10-15 zł. Dla porównania: w wielu europejskich kurortach ceny wahają się od 3 do 5 euro za magnes, więc pod tym względem Polska nie wypada wcale źle.
Jednak w tym sezonie serca (i portfele) kradną nie tylko magnesy. Prawdziwym hitem nadmorskich straganów jest Labubu - figurka z charakterystycznym spojrzeniem i zawadiackim uśmiechem, która stała się nowym symbolem wakacji nad Bałtykiem. Zastąpiła zeszłoroczne gęsi i jeszcze starsze kapibary.
Dzieciaki ją uwielbiają, dorośli kupują dla żartu, a sprzedawcy tylko zacierają ręce. Ceny? Zależnie od rozmiaru i wykonania - od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu złotych.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Fatalna pogoda w Tatrach. Nagrania z Zakopanego i Poronina
Ceny kawy w Sopocie
Analizując ceny jedzenia i deserów, zaczynamy od kawy. Niemal we wszystkich krajach ościennych za filiżankę cappuccino czy kawę mrożoną płaci się ok. 3-4 euro (13-17 zł). Jeszcze taniej jest we Włoszech czy w Hiszpanii, gdzie dobra kawa kosztuje zaledwie 2 euro (8-9 zł).
Przy samym sopockim molo działa kilka klimatycznych kawiarni. Jedną z nich - stylizowaną na rowerowy przystanek - odwiedzamy w godzinach szczytu. Ceny? Americano - 16 zł, latte - 17 zł, espresso - 9 zł, ale za smakowe wersje trzeba dopłacić 2 zł. Flat white to już koszt 17-20 zł. Modna ostatnio kawa na zimno - tonic espresso - kosztuje 18 zł. Mleko roślinne? Dodatkowo płatne 2 zł.
To ceny zbliżone do sieciówek w centrum Warszawy czy Krakowa. Jednak lokalizacja - tuż przy plaży nad Bałtykiem - wynagradza widokami.
Gofry - klasyk
Nie ma wakacji nad Bałtykiem bez gofra. W tym roku suchy gofr to wydatek w wysokości 9 zł, z cukrem pudrem - 10 zł. Brzmi rozsądnie. Ale dodajmy do tego nutellę (7 zł), bitą śmietanę (6 zł), świeże owoce (8 zł) i robi się gofr za 30 zł. To cena porównywalna z deserem w restauracji. Dla rodziny z dziećmi może to oznaczać szybkie pożegnanie z kilkudziesięcioma złotymi. Trudno jednak mówić o "paragonach grozy".
Molo - ikona Sopotu za 10 zł
Jedna z największych atrakcji Sopotu, czyli drewniane molo, jest płatna. Bilet normalny kosztuje 10 zł, ulgowy - 5 zł.
Dla rodzin przewidziano bilety 2+1, 2+2 i 2+3 w cenach 21, 22 i 23 zł. Dzieci do trzeciego roku życia i seniorzy powyżej 70 lat wchodzą za darmo. Osoby z niepełnosprawnościami również mają preferencyjne warunki.
Ile kosztuje obiad w Sopocie?
Sprawdziliśmy też menu w jednej z restauracji w ścisłym centrum Sopotu. Kuchnia na wysokim poziomie, obsługa w białych koszulach i ogródek z widokiem. Ile kosztuje taka przyjemność? Przykładowe ceny:
- makaron z owocami morza (550 g) - 75 zł,
- tagliatelle z kurczakiem i suszonymi pomidorami - 59 zł,
- dorsz szmurowany z ziemniakami i botwinką - 65 zł,
- schab z kapustą i ziemniakami - 58 zł,
- burger z kaczką - 56 zł,
- pieczony bakłażan z sałatką - 53 zł.
Jeśli masz chęć na stek, przygotuj portfel:
- antrykot z warzywami - 129 zł,
- polędwica wołowa - 149 zł,
- stek z jelenia z topinamburem - aż 189 zł.
Desery?
- sernik kaszubski - 29 zł,
- fondant czekoladowy - 33 zł.
Jak ceny komentują turyści, których spotkaliśmy na plaży w Sopocie?
- Jak dla nas, młodych ludzi, jest drogo. Każdy się przyzwyczaił już do drożyzny, ale moim zdaniem, wydatki nad morzem są niewspółmiernie wysokie do tego, co Bałtyk oferuje - mówi nam Wojtek z okolic Radomia.
- Przyjechaliśmy z dziećmi z Podkarpacia. W Trójmieście jesteśmy kolejny raz. Człowiek się spodziewa, że przyjeżdżając na morze, nie będzie miał tanio. Ale naszym zdaniem te różnice nie są wcale duże w porównaniu z Bieszczadami czy Soliną. Bez sensu jest przyjeżdżać na wakacje i oszczędzać. Naszym zdaniem "paragony grozy" to przesada - oceniają Anna i Krzysztof.
- Na szczęście te podwyżki nie są już tak duże. Dwa lata temu byłam, ceny utrzymują się na podobnym poziomie. Można wytrzymać - podsumowuje z kolei Urszula, która do Sopotu przyjechała z wnukami.
Mateusz Dolak, dziennikarz Wirtualnej Polski