"Idziemy na śmieszność". Działacze przewidują, co czeka Polskę 2050
- Jedyna szansa dla tej partii jest taka, że jest ponowna II tura i tylko II tura w perspektywie tygodnia-dwóch. Ale obawiam się, że raczej idziemy na śmieszność - mówi nam ważny polityk Polski 2050. Partia w piątek ma zdecydować, czy dokończyć przerwane wybory nowego lidera, czy utorować Szymonowi Hołowni drogę do powrotu. Tak czy inaczej, partię dającą całej koalicji większość w Sejmie czekają solidne turbulencje.
Na kilka godzin przed wieczorną naradą władz Polski 2050 (Rady Krajowej) w partii dominuje poczucie dezorientacji. Żaden z naszych rozmówców nie był w stanie powiedzieć, jaką finalnie drogę obierze partia, która - co przyznają jej członkowie - znalazła się na politycznym zakręcie.
Powtórzenie drugiej tury - z udziałem tylko Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski - to scenariusz, o którym słyszymy najczęściej od działaczy Polski 2050, ale na ten moment nic nie jest pewne, a wiele zależeć będzie od siły poszczególnych frakcji partyjnych na Radzie Krajowej.
Czasu na rozstrzygnięcie jest coraz mniej, tym bardziej, że 21 stycznia kończy się kadencja obecnych władz partii i po tym terminie może być jeszcze trudniej o konkretne decyzje.
Wyborczy wiraż
Przypomnijmy - Polska 2050, posiadająca 31 posłów i 5 senatorów, i gwarantująca tym samym większość całej koalicji rządzącej - jest w trakcie wyborów nowego lidera. Dotychczasowy, Szymon Hołownia, nie kandydował. Do drugiej tury dostały się: minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i minister klimatu Paulina Hennig-Kloska. I gdy druga tura miała się mieć ku końcowi, okazało się, że wybory (w formule e-votingu) partia unieważniła, tłumacząc to problemami z systemem je obsługującym.
W partii pojawił się jednak sensacyjne teorie, że nie tyle problemem był system, ile to, że ktoś zaingerował w ten proces, obawiając się wygranej jednej z dwóch kandydatek. Następnie pojawiły się doniesienia - podsycane przez samego zainteresowanego - że Szymon Hołownia wróci do gry, choć to wymagałoby unieważnienia zarówno drugiej, jak i pierwszej tury wyborów. Cały burzliwy proces obserwowany jest nie tylko przez główne media, ale i członków koalicji (jak słyszymy - z premierem Tuskiem na czele), która obawia się, czy po tych turbulencjach Polska 2050 się nie rozpadnie, a wraz z nią sejmowa większość.
"Idziemy na śmieszność"
Jaki jest aktualnie najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Polski 2050? Najczęściej od jej przedstawicieli słyszymy, że najczystszą sytuacją byłoby powtórzenie drugiej tury, a więc dokonanie wyboru między Pełczyńską-Nałęcz a Hennig-Kloską.
- To najlepsze wyjście, choć oczywiście w warunkach, które pozwolą bezpiecznie głosować. To pozwoli także uniknąć statutowego problemu, bo w przyszłym tygodniu kończy się kadencja władz - mówi ważny polityk Polski 2050.
Jak dodaje, pojawiają się nawet pomysły wydłużenia kadencji władz o 90 dni na mocy decyzji Rady Krajowej, tyle że budzi to poważne wątpliwości prawne i może być kwestionowane. - Można sobie nawet wyobrazić, że ktoś zaproponuje, żeby jednak wejść w dwie tury wyborów, ale jak je przeprowadzić przed 21 stycznia? - zastanawia się rozmówca.
Inny działacz tej partii obstawia podobny scenariusz, choć nie jest optymistyczny.
- Jedyna szansa dla tej partii jest taka, że jest ponowna II tura i tylko II tura w perspektywie tygodnia-dwóch, by zdążyć przygotować system do głosowania. Ale obawiam się, że raczej idziemy na śmieszność, bo Hołownia chyba zdecydował, że chce wrócić i będzie robił wszystko, by do tego doprowadzić. A wtedy wszyscy się ze sobą skłócą - ocenia polityk Polski 2050.
Czy będzie bunt przeciwko "ojcu"
Wariant numer dwa to nowa procedura z domniemanym startem Szymona Hołowni. On sam w tym tygodniu powiedział publicznie, że może wystartować, jeśli procedura wyborcza w Polsce 2050 ruszy od początku. I to przez część polityków jego ugrupowania zostało odebrane jako nieformalne zgłoszenie jego kandydatury. Hołownia to nie tylko lider Polski 2050, ale cały czas formalnie szef zarządu Polski 2050. I słychać głosy od polityków tego ugrupowania, że po wyborczym blamażu partii potrzebny jest "silny lider". Ale popularność wariantu dokończenia drugiej tury, który jest sprzeczny z pomysłem uruchomienia procedur wyborczych od początku, co otwierałoby Hołowni drogę do startu, może świadczyć o tym, że wicemarszałek Sejmu nie miałby wcale gwarancji sukcesu.
Pytanie, czy nie powstanie doraźny sojusz członków Polski 2050, nawet podzielonych do tej pory stronników Pełczyńskiej-Nałęcz i Hennig-Kloski, przeciwko "ojcu" - jak sam się lubi określać Hołownia.
- Są tacy, którzy chcą wpuścić Szymona z powrotem do tego wyścigu, ale nie ma ku temu podstaw prawnych. Ale czy to przeforsują, dowiemy się na piątkowej Radzie Krajowej - wskazuje rozmówca z Polski 2050. - My gramy o szybkie zakończenie procesu wyborczego. Raz, by nie robić kombinacji prawnych, a dwa, że ludzie są już zmęczeni tą kampanią. Na zewnątrz też nie przysporzy nam zaufania społecznego, jeśli przez kolejne tygodnie będziemy zajmować się sobą - dodaje.
Słyszymy też, że Hennig-Kloska miała sondować u Pełczyńskiej-Nałęcz, czy w tej sprawie wyjątkowo są po tej samej stronie i nie dopuszczą Hołowni do startu. Ale klarownej odpowiedzi z tamtej strony ponoć nie było. Dlatego rodzi się pytanie, czy jeśli Hołownia otworzy sobie furtkę do startu, to na pewno wygra, skoro w szranki nie wkracza jako ktoś po serii politycznych zwycięstw, a wręcz przeciwnie - po porażkach w wyborach prezydenckich i staraniach o funkcję wysokiego komisarza ONZ do spraw uchodźców. Dla części działaczy obciążające są także jego potajemne - choć ujawnione przez media - spotkania w mieszkaniu Adama Bielana z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. - Hołownia może nawet te wybory przegrać - zauważa polityk Polski 2050.
Także od innego z rozmówców słyszymy, że stronnicy Szymona Hołowni nie mają większości, żeby przeforsować ponowne wybory, dlatego przedłużenie kadencji obecnego zarządu może służyć do gry na przeczekanie i rozmontowania wewnętrznej opozycji. Nasz rozmówca uważa, że Szymon Hołownia gra do jednej bramki z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz i ponieważ obawia się, że jeśli wygra Hennig-Kloska, to Hołownia zupełnie utraci wpływ na partię, a jeżeli będzie to Pełczyńska, to tak się nie stanie. - Widocznie Szymon doszedł do wniosku, że lepiej być szefem 1-procentowej partii, niż nie mieć władzy wcale - tłumaczy partyjny rozmówca.
Wróg mojego wroga
Z naszych rozmów wynika, że Paulina Hennig-Kloska nie wyobraża sobie scenariusza innego niż dokończenie drugiej tury. A jeśli wygra, to upomni się o stanowisko wicepremiera - tyle że dla siebie, a nie dla Pełczyńskiej-Nałęcz (co wynika z wcześniej przyjętej rekomendacji partii).
Z kolei Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz trzyma karty przy orderach, bo z jednej strony nie chce wyjść na nielojalną wobec Hołowni, a z drugiej jej współpracownicy sugerują, że też wolałaby dokończyć drugą turę, zamiast resetować całą kampanię. - Pełczyńska-Nałęcz w takich sytuacjach raczej nie przekracza pewnych granic zachowania, za które potem musiałaby się wstydzić sama przed sobą - wskazuje jej stronnik z Polski 2050. - Ona jest w bojowym nastroju, aczkolwiek widać w niej narastające wkurzenie na tę sytuację. Ludzie oskarżają ją o rzeczy, których nie zrobiła. Pojawił się spin, że ukradła wybory, a my jesteśmy przekonani, że ona je wygrała i ktoś próbuje jej to teraz ukraść - dodaje stronnik minister funduszy.
Nie wszyscy są jednak pewni, że finalnie Pełczyńska-Nałęcz zablokuje powrót Hołowni. - Jej ludzie spodziewają się przegranej, wolą utrzymać sytuację, w której ona de facto rządzi partią, a Hołownia jest fasadowym liderem. To taki przemocowy dla partii związek - przekonuje rozmówca z tej partii.
Zwolennik minister funduszy jednak ripostuje.
- Nikt za Szymonem już nie pójdzie, on już nie ma nikogo za sobą, poza grupką parunastu osób, które mu przytakują i mówią, jak to cały świat go skrzywdził. To takie partyjne sekciarstwo, mówimy na nich "szymonici" - mówi polityk.
Polska 2050 ma przygotowane opinie prawne na Radę, ale nasz rozmówca nie chce mówić o ich treści. - Powinna je poznać najpierw Rada Krajowa - podkreśla. A inny polityk Polski 2050 podejrzewa, że skoro zostały zamówione opinie, to pewnie zrobili to zwolennicy startu Hołowni.
Proceduralnie pojedynek na Radzie Krajowej partii może się zacząć od zajęcia się protestami wyborczymi. Jak sądzi nasz rozmówca, w nich jest żądanie powtórki całych wyborów od początku. Z dużą dozą prawdopodobieństwa obrady mogą być długie i zakończyć się późną nocą. - Ostatnim razem brałem udział w Radzie Krajowej zdalnie, jadąc w pociągu. Przejechałem w tym czasie trasę z Krakowa do Warszawy - wspomina z uśmiechem jeden z działaczy Polski 2050.
Ogólnie jednak mało komu tam do śmiechu. - Sami doprowadziliśmy do sytuacji, że zawsze będzie źle, pytanie tylko, jak bardzo - przyznaje polityk. Nikt w Polsce 2050 nie jest teraz w stanie przewidzieć, czym zakończą się te wyborcze turbulencje. Często słychać o rozłamie, kwestia tylko, czy większym, czy mniejszym.
Od polityków innych ugrgupowań koalicyjnych słychać, że z ich punktu widzenia najlepszym wariantem byłaby kontynuacja władzy Hołowni. Bez ogródek mówił o tym w wywiadzie dla wp.pl szef Rady Naczelnej PSL, Piotr Zgorzelski. - Trzymam kciuki za Szymona Hołownię. Jeszcze przed pierwszą turą namawiałem go do startu, uważając, że on może zapewnić stabilność formacji - powiedział. A podobne opinie słychać także z KO.
Koalicjanci Polski 2050 mają obawy, że jeśli zostanie dokończony wyborczy pojedynek dotychczasowych kandydatek, to zwiększa to szanse na rozłam w partii, bez względu na to, czy wygra Paulina Henning-Kloska, czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. A to może stwarzać problem dla stabilności koalicji, nie mówiąc już o tym, że za Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz nie przepada Donald Tusk. Do tego do relacji z Hołownią są przyzwyczajeni liderzy koalicji, dla których jest partnerem do rozmów od 2023 roku, a nawet wcześniej.
Problem związany z rozłamami w partiach koalicyjnych u schyłku swoich rządów miał PiS i cała Zjednoczona Prawica, a teraz podobnego procesu obawia się koalicja rządząca. Każde koło poselskie, będące efektem rozłamu w danym klubie parlamentarnym, oznacza, że trudniej jest zagwarantować koalicji większość w kolejnych głosowaniach. Nawet jeśli jakaś grupka posłów znajdzie się na marginesie koalicji, to wciąż daje jej większość. I może oczekiwać czegoś w zamian za jej utrzymanie - albo stanowisk, albo załatwienia ich spraw.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze wp.pl i money.pl