Trwa ładowanie...
d24gbd2

Głośna seria aresztowań FSB w Rosji, czyli jak Putin "uprzejmie ostrzega" społeczeństwo

Jak twierdzą rosyjscy socjologowie, społeczeństwo nie chce protestować przeciwko Putinowi. A jednak w ostatnich tygodniach Federalna Służba Bezpieczeństwa dokonała głośnych aresztowań Rosjan pod zarzutem zdrady. Ujawnione przypadki odbiły się medialnym echem, i chyba o to chodziło. Jak oceniają tamtejsi eksperci, są to strzały ostrzegawcze Kremla w kierunku społeczeństwa. Przesłanie brzmi - wybijcie sobie z głowy bunty, czuwamy i reagujemy na najmniejszy przejaw nielojalności.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Głośna seria aresztowań FSB w Rosji, czyli jak Putin "uprzejmie ostrzega" społeczeństwo
(AFP, Fot: Ria-Novosti / Alexey Nikolsky)
d24gbd2

Cena Krymu

Agencja Lenta.ru przeprowadziła sondaż nastrojów społecznych w okresie sankcji ekonomicznych i konfrontacji między Rosją i Zachodem. Odpowiedzi instytutów badania opinii publicznej były, co najmniej zaskakujące. Z jednej strony Rosjanie odczuwają skutki gospodarczych perturbacji. Spadek wartości rubla i inflacja uderzyły w zwykłych zjadaczy kaszy gryczanej, a więc zdecydowaną większość społeczeństwa.

Zła sytuacja bytowa nie odbiła się jednak na poziomie zaufania, jakim Rosjanie nadal darzą Putina. Ponadto 80 proc. obywateli potwierdziło, że nie ma ochoty na żadne uliczne protesty. Skąd wynika taki paradoks?

d24gbd2

Lew Gudkow z Centrum Socjologicznego Lewada wskazuje na bezalternatywność Kremla. Społeczeństwo ufa Putinowi, bo nie widzi w kraju innego lidera politycznego ani programu, który pociągnąłby za sobą masy.

Dużo ciekawszą interpretację przedstawił Władimir Pietuchow z Instytutu Socjologii Rosyjskiej Akademii Nauk, wskazując na historyczne i genetyczne uwarunkowania społeczne. Rosjanie żyli zawsze w oczekiwaniu katastrofy, a lata lepsze były tylko przerywnikiem w paśmie nieszczęść. Dlatego w krytycznych sytuacjach obywatele nie protestują tyko przystosowują się do istniejących warunków. Obecnie, do kryzysu gospodarczego wywołanego, jak wskazuje telewizyjna propaganda, przez zewnętrzne przyczyny.

Zdaniem byłego gubernatora Wiktora Szejnisa, w społecznym odbiorze źródłem dzisiejszych kłopotów jest więc nie Kreml tylko Zachód, który boi się mocarstwowego odrodzenia Rosji. Ludzie wierzą w taką wersję tym bardziej, że Putin obiecał dwuletnie zaciskanie pasa i powrót do obfitych lat surowcowej prosperity. Dlatego rozumowanie przeciętnego Rosjanina wygląda następująco, skoro przeżyliśmy dwie wojny światowe i rozpad ZSRR, to warto wierzyć Putinowi, bo to dzięki niemu poziom życia podniósł znacząco. A w imię odbudowy mocarstwowości i powrotu Krymu do macierzy, warto pocierpieć tym bardziej.

W efekcie zdecydowana większość Rosjan należy do obozu "krymnaszowców" (od Ura! Krym nasz) i mimo kryzysu ekonomicznego jest gotowa do dalszych poświęceń. Jak ocenia Pietuchow, cierpliwość rosyjskiego ludu jest pod tym względem niewyczerpalna, a zarazem niedoceniana w politycznych rachubach Zachodu.

d24gbd2

W poszukiwaniu V kolumny

Pozostała część społeczeństwa, okrzyknięta "niekrymnaszowcami" uważa, że Rosja dokonała agresji na Ukrainę i nie popiera Putina. Problem w tym, że jest to zdecydowana mniejszość, uznana za V kolumnę wrogiego Zachodu, i z tego powodu została dokładnie spacyfikowana. Prawnie, represyjnie ale głównie poprzez propagandowe napiętnowanie.

Mimo to media poinformowały ostatnio o zatrzymaniu przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa, aż czterech zdrajców. Władimir Gołubiew, fizyk z centrum badań jądrowych w Sarowie został oskarżony o złamanie tajemnic państwowych. Gołubiew wygłosił referat na międzynarodowej konferencji w Pradze. Nie szkodzi, że materiał przygotował w oparciu o źródła ogólnodostępne od lat 80-tych XX w.

Kolejny zdrajca, to Jewgienij Pietrin, świecki urzędnik oddziału kontaktów międzynarodowych Patriarchatu Moskiewskiego. Otrzymał zarzut pracy na rzecz obcego wywiadu. Tło zatrzymania jest ciekawe nie tylko ze względu na delikatne miejsce pracy, ale według jednej z wersji jest to funkcjonariusz FSB w randze majora, oddelegowany do prawosławnej misji.

d24gbd2

Pod identycznym zarzutem został aresztowany Sergiej Minakow, mechanik okrętowy. Służył jako cywilny specjalista na tankowcu floty czarnomorskiej. I wreszcie, fakt najgłośniejszy czyli zatrzymanie Swietłany Dawydowej pod zarzutem zdrady tajemnicy wojskowej. Matka wielu dzieci i gospodyni domowa z zawodu miała poinformować Ambasadę Ukrainy o przerzucie miejscowej jednostki wojskowej do Donbasu. W lefortowskim więzieniu zeznała, że o nagłym przebazowaniu oddziału GRU (o wojskowej identyfikacji nie miała pojęcia) dowiedziała się w autobusie z przypadkowej rozmowy telefonicznej prowadzonej przez jednego z żołnierzy.

Tyle suchych faktów. Ale seria aresztowań jest o tyle zagadkowa, że zarzucane czyny karalne miały miejsce znacznie wcześniej, niż zatrzymania i skomasowana "pigułka" informacyjna FSB podrzucona mediom. Na przykład Pietrina aresztowano już w grudniu 2014 r., a wyczyn Dawydowej miał miejsce osiem miesięcy temu, tymczasem afera szpiegowska wybuchła dopiero w lutym tego roku. Jaki zatem cel przyświecał Kremlowi w formie i intensywności przekazu?

Oczywiście najprościej byłoby związać wszystkie przypadki z aresztowaniem domniemanego rosyjskiego wywiadowcy w USA. W lutym FBI zatrzymało pracownika banku Jewgienija Buriakowa oraz oskarżyło o szpiegostwo dwóch rosyjskich dyplomatów.

Akcja FSB byłaby logiczną odpowiedzią na amerykańskie działania, w praktyce wywiadowczej istnieje zwyczaj retorsji. Zdemaskowani przez FSB zachodni szpiedzy mogą zostać także wykorzystani do wymiany na własnych agentów aresztowanych w USA.

d24gbd2

Ale nie jest to jedyna prawda, ponieważ rosyjskie media traktują wybuch szpiegomanii, jako rodzaj sygnału ostrzegawczego Kremla pod adresem całego społeczeństwa. Wskazuje na to przede wszystkim zawodowa działalność domniemanych zdrajców. Co łączy bowiem gospodynię domową, naukowca, dyplomatę Cerkwi Prawosławnej i pracownika wojska? Nic, poza profesjonalną rozpiętością, obejmującą kilka grup społecznych. I o to chodzi, bo taki był cel ostrzeżenia.

Przekaz wygląda następująco - FSB kontroluje całe społeczeństwo, nie wyłączając struktur siłowych. Monitoring jest tak szczelny, że zapewnia wykrycie pojedynczych aktów nielojalności. Nawet najbardziej błahych, bo jakie możliwości szpiegostwa ma gospodyni domowa? Analitycy agencji sugerują wprost, że FSB przeprowadziła specyficzny eksperyment socjologiczny, którego zadaniem było zbadanie reakcji Rosjan na zastraszanie.

Co jednak skłoniło Kreml do przeprowadzenia "terenowych badań", w sytuacji gdy 90 procent obywateli popiera Putina, a kraj znajduje się w stanie hurapatriotycznej, krymsko-donbaskiej euforii?

Pakiet antykryzysowy

d24gbd2

Telewizyjne bajki wskazujące na oczywistą korelację między kryzysem, a antyrosyjskimi knowaniami Zachodu to jedno. Co innego realna sytuacja, u podstaw której leży wyczerpanie surowcowego modelu gospodarczego, o czym Kreml mógł się przekonać obserwując bezsilnie pikujące ceny ropy naftowej i topniejący gwałtownie budżet. Przyznaje to Putin, premier Miedwiediew oraz rządowi eksperci. Dostrzegalnymi skutkami są masowe zwolnienia robotników państwowych koncernów, m.in Awtowazu, czy obronnego molocha Uralwagonzawodu.

Identyczna sytuacja panuje w prywatnych holdingach obsługujących sferę usług i bankowości. To prawda, że Kreml ma rezerwy walutowe oraz 1180 ton złota, które zapewnią stabilizację społeczną w okresie roku-dwóch. Pozostaje pytanie, co dalej? - tym bardziej, że na górze piramidy władzy przebija przeświadczenie o niemożliwości dalszego wypełniania społecznego kontraktu. Jego główny paragraf brzmiał: obywatele są lojalni politycznie, w zamian za stabilizację bytową, czyli podstawowe wolności osobiste oraz wypłacane na czas pensje, emerytury i liczne przywileje socjalne.

Zagadnienie dotrzymywania umowy stanie na porządku dziennym za kilkanaście miesięcy. Ale już obecnie rząd przygotował, a prezydent zatwierdził program antykryzysowy, który uderza w rosyjską biurokrację, a nawet armię, policję i MSW. Mało tego, że są to struktury rozbudowane do niebywałych rozmiarów, to stanowią podstawę systemu władzy, a zatem pozostają gwarancją rządów Putina, który z kolei jest gwarantem korupcyjnych dochodów siłowej biurokracji. Werbalnie zdefiniował taką współzależność Wiaczesław Wołodin, główny ideolog partii władzy Jednej Rosji mówiąc, że nie ma Rosji bez Putina. Oczywiście Rosji dzisiejszych elit władzy. Tymczasem program antykryzysowy przewiduje redukcję stanu osobowego instytucji państwowych i ich wydatków o 5-10 proc. Żegnajcie łapówki i korupcyjne schematy, na których opierał się budżetowy dobrobyt biurnesu (siłowa biurokracja plus oligarchiczny biznes).

"Niezawisimaja Gazieta" niedwuznacznie wiąże ostrzegawcze strzały FSB z możliwym buntem politycznego zaplecza Putina. Co zrobią byli biurokraci i zredukowani siłowicy w sytuacji bez wyjścia? Czy staną na czele protestów sprowokowanych zjadaczy kartofli z margaryną, do jakich należy większość rosyjskiego społeczeństwa? A może dogadają się z kreatywną klasą średnią, czyli mieszkańcami wielkich miast, którzy już w 2011 roku wyszli na uliczne protesty?

d24gbd2

Aby temu zapobiec Kreml szykuje nowe rozwiązania prawne. A raczej sięga do imperialnej przeszłości, bo według "Niezawismej Gaziety" parlament przygotował ustawę o tzw. oficjalnej inwigilacji recydywistów skazanych za terroryzm i ekstremizm. Takie rozwiązanie istniało już w carskiej Rosji i dawało policji politycznej prawo kontroli nad rewolucjonistami i nihilistami. Problem w tym, że w przeciwieństwie do Ochrany (policyjnych oddziałów ochronnych) Romanowów, obecne sądy i FSB uznają za ekstremistę każdego, kto myśli i działa inaczej niż oczekuje tego Kreml.

Nie ulega także wątpliwości, że eksperyment FSB polegający na wzbudzeniu wśród obywateli antyszpiegowskiej czujności był testem nowych metod podgrzewania patriotycznych nastrojów, które jednoczą Rosjan wokół Putina w myśl dobrze znanego schematu "oblężonej twierdzy".

Ile Krymów trzeba jeszcze zdobyć, aby utrzymać społeczeństwo w mocarstwowej euforii, odwracającej uwagę od wzrastających lawinowo cen? Lepiej nie myśleć o skrajnej ewentualności, czyli korelacji pozytywnego wyniku eksperymentu i skłonności Putina do dalszych wojen hybrydowych. To chyba nie przypadek, że w ubiegłym tygodniu kremlowski think tank Polityka zagraniczna stwierdził: po zajęciu Krymu i wsparciu udzielonego rodakom z Donbasu, palącą kwestią pozostaje równoprawny status rosyjskich społeczności w byłych republikach radzieckich. Trudno o wyraźniejszą groźbę wobec Litwy, Łotwy i Estonii.

Problem Rosji w tym, że jak mówi Wiktor Szejnis, władza i społeczeństwo przeszły Rubikon i wszyscy stali się zakładnikami wszystkich. Społeczeństwo pozostaje zakładnikiem telewizyjnej propagandy, dlatego pragnie dalszych sukcesów w rodzaju aneksji Krymu, ale także powrotu do obfitości surowcowej prosperity.

Putin musi dać obywatelom takie igrzyska, które wobec kryzysu gospodarczego zastąpią dotychczasowy pakiet socjalny. Tego ostatniego dać nie może z powodu naftowej plajty i zerwania kooperacyjnych więzi z Zachodem. Te zaś podupadły na skutek aneksji Krymu i walk w Donbasie.

Putin jest więc zakładnikiem społecznych oczekiwań, a równocześnie własnej polityki. Jest też zależny od biurokracji, ta zaś czuje się zagrożona redukcjami, pozostaje jednak zależna od Kremla. Czy zatem ostrzegawcze strzały FSB wystarczą aby zaokrąglić taką kwadraturę koła?

Robert Cheda dla Wirtualnej Polski

d24gbd2

Podziel się opinią

Share
d24gbd2
d24gbd2