Trwa ładowanie...
dw44w9g

Franek wygrał z nowotworem. Teraz jest motywacją dla innych. "Choroba otworzyła mi oczy"

- Nikt jeszcze nie odniósł sukcesu bez upadku - uśmiecha się Franek Rumak. Jako nastolatek walczył z nowotworem. Wygrał i mimo wielu kolejnych zdrowotnych zawirowań i kontuzji, każdego dnia walczy o siebie. - Choroba otworzyła mi oczy. Dopiero teraz widzę, jak wiele mam możliwości - mówi. Teraz jest motywacją dla innych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Franek Rumak przez kilka lat walczył z nowotworem
Franek Rumak przez kilka lat walczył z nowotworem (Archiwum prywatne)
dw44w9g

Franek Rumak lat 26, wysportowany, aktywny w mediach społecznościowych, uczestnik telewizyjnego show Love Island. Uśmiechnięty. Pełen energii.

Za tym bajecznym obrazkiem kryje się historia. Historia walki o życie. A później o to, by te życie przeżyć.

Diagnoza i odebrane marzenia

dw44w9g

Już jako nastolatek miał kontakt ze sportem. Były to głównie sztuki walki. Podczas jednej z walk bokserskich wypadł mu bark. Lekarze mówili: to może się znowu powtórzyć. Zostawił sztuki walki i został ratownikiem wodnym. W głowie zaczęło się też rodzić marzenie – Wyższa Szkoła Oficerska. Chciał służyć w wojsku. Przeszedł rekrutację i czekał tylko na rozpoczęcie studiów. Był rok 2012. Jak przyznaje Franek, poza wojskiem nie miał celu w życiu. Był imprezowym chłopakiem. Głównie to się liczyło.

Wtedy usłyszał diagnozę. Nowotwór jądra. – Przeszedłem trzy cykle chemioterapii, wszystko trwało do lutego kolejnego roku. Później po tej chemioterapii znów uderzenie – w 2013 roku lekarze postanowili wyciąć mi węzły chłonne z brzucha. Stwierdzili, że są powiększone i jest duże prawdopodobieństwo przerzutów – opowiada Franek. Została mu po tym pamiątka – kilkunastocentymetrowa blizna.

   Archiwum prywatne

- Minął rok. I znów coś. Tym razem niedrożność jelit. Możliwe, że spowodowały to wcześniejsze operacje. W każdym razie musieli mi rozciąć bliznę i wyprostować jelita – dodaje Franek.

Cała walka z chorobą trwała dwa lata. - To był bardzo trudny czas. Miałem wahania nastroju codziennie - jednego dnia byłem nastawiony optymistycznie i myślałem, że góry będę przenosić. Drugiego dnia stwierdzałem, że nie mam czego szukać na tym świecie, do niczego się nie nadaję – wspomina.

   Archiwum prywatne

Dowiedział się też, że ze względu na stan zdrowia nie może iść do szkoły oficerskiej. – Choroba odebrała mi moje marzenie. Ja nie miałem żadnego planu B. Ciągle myślałem, co ja właściwie będę robić, kiedy wyzdrowieję – dodaje.

dw44w9g

CZYTAJ TEŻ: Stalkera nic nie powstrzyma. Nawet z aresztu napastuje swoją ofiarę. Dzwoni i wysyła listy

Praca nad sobą

Kiedy wyszedł ze szpitala i zaczął dochodzić do siebie, lekarze odradzali mu treningi. Ale i tak zaczął trenować. – Myślałem sobie, kurczę, ważne jest nastawienie i to, co mam w głowie. Ja to zrobię, dam radę. W 2014 roku wyjechałem do USA pracować jako ratownik. Spotkałem się wtedy z bardzo pozytywnym odbiorem mojej osoby. Ludzie mówili: człowiek po przejściach, który mógłby zamknąć się w domu, użalać i stosować chorobę jako wymówkę, wziął się w garść. Zaczął pracować dla innych i nad sobą. To mi dawało siłę – opowiada Franek.

W 2016 roku w święta wielkanocne połamano mu nogę. – Mam blachę w piszczelu przez co nigdy już nie będę tak sprawny, jak przed wypadkiem. Lekarze od razu oznajmili – żadnych sportów kontaktowych ani takich, gdzie jest wysokie prawdopodobieństwo kontuzji – opowiada Franek. Ale nie poddał się. Na siłownię, jak wspomina, chodził nawet o kulach.

- Później w 2017 roku znów pojechałem na Bahamy i tam też byłem ratownikiem. Trenowałem i ludzie, którzy tego wcześniej nie robili, a zobaczyli, że ja to robię, zaczęli sami ćwiczyć. Stwierdzili, że nic im nie dolega, są zdrowi, sprawni, więc dlaczego nie mają też się zabrać za siebie. I zaczęli trenować ze mną – wspomina.

   Archiwum prywatne

I dodaje: - Jestem takim trochę chodzącym terminatorem, bo poza blachą w kostce miałem jeszcze drugi raz wybity bark, do tego zwyrodnienie w biodrze. Mały kaleka. Ale chciałem pokazać, że i tak można.

dw44w9g

Coś zabrała, coś dała

Franek jest aktywny w mediach społecznościowych. - Codziennie dostaję dziesiątki wiadomości, to głównie podziękowania za to, że ludzie wzięli się za siebie bo zobaczyli, że można, a byli w podobnej sytuacji. To są osoby, które walczą z rakiem lub tę walkę wygrali, ale też tacy, którzy mieli problemy alkoholowe, ale też inne choroby, także depresje czy problemy rodzinne – wyjaśnia.

Pomaga też podopiecznym fundacji Cancer Fighters. - Od początku ich wspieram finansowo i robię zbiórki – dodaje Franek.

- Jestem wdzięczny, że wykryto u mnie raka – mówi na koniec Franek.

dw44w9g

- Choroba otworzyła mi oczy. Wcześniej nie byłem świadomy tego, jak wiele możliwości mam w życiu. Dotarło do mnie, że chcę, a przede wszystkim mogę coś osiągnąć, a nie tylko się bawić. Chcę pokazać, że wszystko można przezwyciężyć. Być takim przykładem, że można wyjść z ciężkiej sytuacji i zawalczyć o siebie, działać i być szczęśliwym. I pomagać przy tym innym – podsumowuje.

   Archiwum prywatne

CZYTAJ TEŻ: Według Wikipedii mamy w Polsce strefy "no-go" dla LGBT. "To oburzające"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

dw44w9g

Podziel się opinią

Share

dw44w9g

dw44w9g
Więcej tematów