Europa się starzeje, ale wiele państw ma bardzo młode społeczeństwa. Co ten trend przyniesie światu?

• Choć Europa się starzeje, na świecie jest wiele krajów, gdzie to młodzi przeważają
• Niestety, państwa te miewają sporo problemów
• Jak młode społeczeństwa zmienią przyszłość swoich krajów, ale też świata?
• Na te pytania starali się odpowiedzieć eksperci ds. Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zabawa kongijskich dzieci
Zabawa kongijskich dzieci (Getty Images News, Fot: Brent Stirton)
WP

Podczas gdy Europa załamuje ręce nad starzejącym się społeczeństwem, a rządy poszczególnych państw Unii prześcigają się w pomysłach jak zachęcić kobiety do rodzenia więcej dzieci, są na globie kraje, których niemal połowa ludności ma mniej niż 15 lat i całe regiony, gdzie średnia wieku nie przekracza 25 lat. Dla porównania - w Polsce wynosi ona ok. 40 lat. Zachód się więc starzeje, ale wiele państw Azji, Bliskiego Wschodu i - przede wszystkim - Afryki Subsaharyjskiej to demograficzne młodzieniaszki. Temu trendowi obszernie przyjrzał się niedawno amerykański magazyn "Foreign Policy". A co sądzą o nim eksperci? Które kraje wykorzystają swoją szansę i będzie to oznaczać dla nich rozwój, a które przytłoczyć mogą problemy przynoszące niestabilność?

Rozwijająca się Azja Południowa

Wśród krajów Azji Południowej "FP" skupiło się na Indiach. Nie mają one wcale najniższej mediany wieku na kontynencie (ok. 27 lat, według CIA Factbook), ale ze względu na wielkość tego państwa ma ono rosnące znaczenie nie tylko dla regionu. Według ONZ do 2022 roku Indie mogą prześcignąć Chiny i stać się najludniejszym krajem świata (**czytaj więcej**). Tymczasem już teraz ok. 46 proc. mieszkańców tego potężnego kraju ma mniej niż 25 lat - to około 570 mln ludzi.

WP

- Indie radzą sobie gospodarczo pod administracją obecnego premiera Narendry Modiego, ale mają też ogromne problemy strukturalne - mówi Wirtualnej Polsce prof. Bogdan Góralczyk, znawca Azji i były dyplomata. Ekspert wymienia przy tym: skostniałą i skorumpowaną biurokrację, słabą infrastrukturę, a przede wszystkim podziały między bogatymi i biednymi. - Z jednej strony są bardzo optymistyczne zjawiska, pojawiają się "wyspy" nowoczesności, ale równocześnie otaczają je slumsy, obszary niebywałej biedy - komentuje.

Prof. Góralczyk nie widzi też szans na szybkie rozwiązanie sporów między Indiami i kolejnym krajem Azji, którego podstawą społeczeństwa są młodzi - Pakistanem. - Ich stosunki były i są napięte. Doszło między nimi do trzech wielkich wojen, na razie nie zanosi się na następną, ale może dlatego, że jak w okresie zimnowojennym, funkcjonuje doktryna wzajemnego zastraszania - mówi, przypominając, że zarówno Indie, jak i Pakistan są państwami nuklearnymi.

**Czytaj również: Na linii Pakistan-Indie znów gorąco. Wybuchnie nowa wojna o Kaszmir?**

Polski ekspert zaznacza jednak, że zjawisko niskiej średniej wieku populacji jest szersze w Południowej Azji i wymienia przy tym takie państwa, jak Bangladesz, Sri Lanka, Nepal, Birma (Mjanma), Kambodża czy Indonezja. W żadnym z nich wskaźnik ten nie przekracza 30 lat. - Kambodża ma jedno z najdynamiczniej rozwijających się społeczeństwa na świecie, nie tylko w regionie - ocenia prof. Góralczyk. Jak przypomina, pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, gdy upadały rządy Czerwonych Khmerów, w Kambodży żyło ok. 6 mln ludzi - dziś jest ich niemal 16 mln. Rośnie także liczba ludności Indonezji, największego muzułmańskiego państwa globu. Prof. Góralczyk nie wyklucza, że za kilka dekad może ono się stać nawet krajem z liczniejszą populacją niż USA.

WP

- Wszystkie te państwa są bardzo dynamiczne, mają młode społeczeństwa, a więc dużo rąk do pracy. Problemem jest to, że nie ma tam sprawiedliwości społecznej, zabezpieczeń socjalnych w europejskich wymiarach, narastają różnice między dochodami. To w dalszej perspektywie może być ładunkiem wybuchowym i już daje o sobie znać w najbiedniejszym z nich, Bangladeszu - ocenia ekspert.

Prof. Góralczyk przyznaje, że taki trend będzie miał duży wpływ na globalną migrację. - Wszyscy socjologowie mówią, że w wymiarze migracyjnym stoimy przed wielkimi ruchami o charakterze wręcz tektonicznym - komentuje. Dodaje, że to nie znaczy, że właśnie w stronę Europy zacznie napływać fala azjatyckich uchodźców i imigrantów, choć tacy też pojawiają się i mogą się pojawiać. Przestrzega jednak, że na takiej sytuacji korzystać będą gangi przemytnicze, które już działają w regionie.

Niespokojny Bliski Wschód

Niespokojnie może się malować przyszłość dla mających najmłodsze społeczeństwa państw Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu. Tam średnia wieku ludności waha się między 18 lat (Afganistan i Jemen, nieco wyższy współczynnik ma Irak) a 23 lata (Pakistan i Syria). Poza Pakistanem w każdym z tych krajów trwają wyniszczające konflikty zbrojne. Także Islamabad ma problemy z bezpieczeństwem, nawet jeśli nie toczy otwartej wojny.

WP

- (Niska mediana wiekowa) jest od pewnego czasu podnoszona jako jeden z elementów, które wpływają na wzrost popularności różnego rodzaju radykalnych idei w wielu punktach świata. A w odniesieniu do społeczności muzułmańskich - radykalnych idei islamu - komentuje Tomasz Otłowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Jak wyjaśnia, wiele z tych społeczności jest opartych na patriarchalnych tradycjach, tymczasem coraz większej liczbie młodych mężczyzn nie udaje się znaleźć pracy. - Bezrobotny mężczyzna nie ma szans na ożenek, założenie rodziny i osobistą, życiową stabilizację, zostaje wypchnięty poza nawias obyczajów danej społeczności. To sprawia, że jest sfrustrowany, co rodzi gniew, który kieruje go w stronę radykalizmu - wyjaśnia Otłowski.

Co gorsza, ekspert nie widzi dużych szans na przerwanie tego cyklu. Jak dodaje, rewolucje Arabskiej Wiosny nie zaczęły się przypadkowo w 2011 r. w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Państwa te nie tylko były rządzone twardą ręką, ale też miały wysokie wskaźniki bezrobocia wśród młodych ludzi.

- Już teraz widać, że będzie tam więcej wojen, które będą generować fale uchodźców i imigrantów, zalewające bogate kraje Zachodu w oczekiwaniu na wsparcie, pomoc i lepsze życie - mówi o konsekwencjach "młodniejących" społeczeństw w regionie Otłowski.

Jak Afryka szeroka

WP

Gdyby wyobrazić sobie, że na mapie Afryki podświetlone zostają kraje o niskiej medianie wieku, właściwie cały jej środkowy pas - od zachodnich do wschodnich krańców kontynentu - natychmiast by rozbłysnął, a niektóre punkty mogłyby nawet razić oczy. Dziesięć państw o najniższym średnim wieku ludności na świecie leży właśnie w tamtym regionie (chyba że wziąć pod uwagę Strefę Gazy, gdzie również jest ona niska). W krajach takich jak Niger czy Uganda połowa mieszkańców ma 15 lub mniej lat.

Trend "młodości" w Afryce Centralnej raczej się nie zmieni, bo to właśnie w tych krajach kobiety wciąż rodzą najwięcej dzieci. W Nigrze - około siedmioro. Według obecnych danych ONZ z 21 krajów o najwyższym wskaźniku dzietności 19 leży w Afryce. Steve McDonald, ekspert ds. Afryki z Centrum Woodrowa Wilsona, przypomina w rozmowie z WP, że poniżej 35. roku życia jest obecnie 60 proc. mieszkańców kontynentu.

Niestety,dziesiątka państw o najmłodszej populacji tego regionu najczęściej ma również niskie PKB per capita, które może wynosić nawet mniej niż tysiąc dolarów - jak wynika z danych CIA Factbook. W Polsce wskaźnik ten wynosi 26 tys. dolarów. Ale są też środkowoafrykańskie wyjątki od tych statystyk - nieduża, choć posiadająca złoża ropy Gwinea Równikowa, której ponad połowa populacji ma mniej niż 25 lat, ma PKB per capita wyższe niż Polska, Czechy czy Słowacja. Co jednak z tego, gdy kraj ten wciąż znajduje się nisko na liście państw według wskaźnika rozwoju społecznego (HDI).

**Czytaj więcej: Żyją na miliardach z ropy, ale umierają w skrajnej nędzy.**

WP

Państwa Afryki Środkowej nierzadko borykają się też z problemem wysokiego bezrobocia. Według danych przytaczanych przez McDonalda młodzi mieszkańcy Afryki Subsaharyjskiej stanowią 60 proc. bezrobotnych tego regionu.

- Taki stan rzeczy oznacza poważne wyzwania, ale i szanse dla afrykańskich rządów, choć niewiele z nich reaguje adekwatnie - komentuje dla WP McDonald. Ekspert podkreśla, że oczywistymi negatywnymi skutkami mogą być: podatność bezrobotnej młodzieży na rekrutację ze strony różnej maści "panów wojny", terrorystów, a nawet skorumpowanych polityków czy zwrócenie się w stronę przestępczości lub prostytucji, a także zwiększenie napływu uchodźców z Afryki do Europy, gdzie będą szukać lepszego życia. - Podczas gdy ich energia, przedsiębiorczość i inteligencja są gotowym rezerwuarem dla rozwoju ekonomicznego, niewiele rządów poświęca niezbędne do tego zasoby edukacji, szkoleń i wsparcia, by tak się właśnie stało - ocenia ekspert.

A to o tyle istotne, że - jak opisuje z kolei Jeroen Van den Bosch, afrykanista związany z Uniwersytetem Adam Mickiewicza - po roku 2100 Afryka może nawet prześcignąć Azję pod względem liczby ludności. Najwyższy wzrost - podaje ekspert - ma dotyczyć Nigerii, Demokratycznej Republiki Konga, Etiopii, Tanzanii i Ugandy. Jak to wpłynie na te kraje? - Państwa, w których jest największe wykluczenie polityczne i eksploatacja ekonomiczna, najgorzej poradzą sobie z demograficznym wzrostem w zrównoważony sposób - ocenia ekspert, dodając, że wiele będzie zależeć po prostu od wydajności usług publicznych oraz umiejętności (lub ich braku) rozwiązywania konfliktów. W lepszej pozycji znajdują się z tej listy Tanzania, Nigeria i Etiopia - w ocenie Van den Boscha. Jak przewiduje ekspert, najgorzej z demograficznymi trendami może poradzić sobie region Wielkich Jezior.

- DRK i Uganda, które mają słabe, a represyjne państwowe instytucje, nie kontrolują nawet w pełni swoich terytoriów i najpewniej w najbliższej przyszłości staną w obliczu poważnych kryzysów - ocenia afrykanista, dodając, że w DRK zbliżają się wybory, a rządzący krajem od 15 lat Joseph Kabila nie zamierza ustępować.

Van den Bosch zwraca uwagę także na mniejsze afrykańskie kraje, w których przybywa mieszkańców. - Jeśli w którymś z nich wybuchnie konflikt, może to szybko zdestabilizować także sąsiadów. To z kolei doprowadziłoby do reakcji łańcuchowej: od konfliktu do związanej z nią migracji, co doprowadziłoby do wzrostu napięć w innych państwach - wyjaśnia.

- Zarządzanie wskaźnikami wzrostu (a więc poziomami dzietności) zgodnie z potencjałami w zakresie gospodarki, edukacji i służby zdrowia będzie największym wyzwaniem dla państwa Afryki. To zdecyduje, jaka będzie Afryka 2050 roku - jedną z potęg ekonomicznych czy oceanem slumsów - mówi WP Jeroen Van den Bosch.

Ekspert przyznaje, że taki trend w Afryce może mieć globalne skutki, jak jednak podkreśla, nie powinno się na niego patrzeć jako na "zagrożenie dla 'białej' egzystencji". - Migracja zawsze była elementem ludzkiego życia. Uznawanie tego za zagrożenie nie pomoże nam rozwiązać problemów ani wyzwań, które ze sobą niesie - dodaje afrykanista.

Z kolei Steve McDonald podkreśla, że wobec rozrastających się afrykańskich populacji należałoby prowadzić politykę zwiększenia liczby miejsc pracy dla młodych oraz "zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa w rodzimych społecznościach". Można to, jak ocenia, osiągnąć dzięki wsparciu ze strony oficjalnych zagranicznych darczyńców, czy też dzięki inwestycjom sektora prywatnego, ale niezbędne jest do tego zaangażowanie afrykańskich władz. Ekspert chwali przy tym np. rząd Ghany, ale - jak przyznaje - wiele krajów, mimo programów dla młodych, nie radzi sobie zwłaszcza z problemem marginalizowanej młodzieży, która nie skończyła szkół. - Ten problem wyłania się jako wyzwanie numer jeden dla Afryki na nadchodzące dekady i może mocno podkopać postępy w rozwoju i demokratyzacji ostatnich 20 lat -ocenia.

Choć więc państwa, których społeczność w dużej części jest młoda lub bardzo młoda, mają szansę skorzystać na przemianach, jakie niesie dla nich przyszłość, muszą też przemyślanie rozwiązać swoje największe bolączki. I tu nie ma już czasu do stracenia.

Polub WP Wiadomości
WP
WP