Trwa ładowanie...
d4a34z5

Ekolodzy założyli nadajnik GPS bocianowi. Dostali bajoński rachunek za telefon, a Kajtek zniknął

Szokujące zakończenie historii bociana Kajtka, którego Grupa Ekologiczna wyposażyła w nadajnik GPS. Chciano poznać jego zwyczaje, żerowiska a także trasę podróży na zimowisko. W lutym ptak zaczął dziwnie się zachowywać. Teraz już wiadomo, co się stało.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bocian Kajtek nie wrócił do Polski
Bocian Kajtek nie wrócił do Polski (Shutterstock.com)
d4a34z5

Kajtek, bo takie imię nadano bocianowi, był dorosłym bocianem, gdy ekolodzy postanowili założyć mu nadajnik GPS. W ubiegłym roku wychował czwórkę potomstwa, a badacze dowiedzieli się, jak daleko musi latać, by zdobyć pożywienie dla swoich młodych oraz gdzie są najbardziej w zasobne w pokarm żerowiska.

16 sierpnia Kajtek wyruszył w podróż na zimowisko. Pierwszego dnia przeleciał 75 km. "Drugiego dnia był już na Ukrainie, a czwartego w Rumunii. Od 21 sierpnia nasz bocian przebywał w Turcji, by 25 dnia tego miesiąca wlecieć do Syrii. Przez terytorium tego kraju leciał 3 dni. Następnie, ominąwszy Liban, wleciał do Izraela 28 sierpnia. Następnego dnia bocian dotarł do Egiptu i poruszał się na południe tradycyjną trasą naszych bocianów, prowadzącą w okolicy jeziora Nasera" - opisują jego podróż ekolodzy.

Dzięki danym z nadajnika badacze wyliczyli, że w ciągu zaledwie 12 dni w sierpniu ubiegłego roku bocian pokonał 3985 km. Od 16 sierpnia do 7 października - jak policzyli - Kajtek przeleciał łącznie 6154 km.

d4a34z5

Ptak wyruszył w drogę powrotną do Polski 1 lutego. Po 10 dniach dotarł w dolinę Nilu Błękitnego, w Sudanie. Wiele osób czekało z zapartym tchem na powrót bociana do gniazda w Brzozowie, w gminie Suchożebry. Niestety, stało się coś dziwnego. Kajtek postanowił zostać w Afryce, "przemieszczając się w różnych kierunkach do 25 km w ciągu dnia" - informują na swoim profilu Facebooku ekolodzy, zdziwieni tym, że Kajtek nie wraca do Polski.

Gdy sygnał z nadajnika GPS urwał się 26 kwietnia, zaczęli podejrzewać, że Kajtkowi coś się stało. Nawet w najśmielszych snach nie przewidzieli jednak tego, co ich czeka. Otóż 7 czerwca otrzymali od firmy, od której zostały zakupione karty SIM instalowane w nadajnikach, rachunek telefoniczny za korzystanie z tej umieszczonej w nadajniku Kajtka. Opiewał na kwotę ok. 10 tys. złotych.

"Ni mniej, ni więcej, ktoś wyjął kartę z nadajnika, włożył ją do telefonu i dzwonił około 20 godzin. Szoooook i nieeeeedowierzanie" - skomentowali na swoim profilu ten fakt członkowie Grupy Ekologicznej.

d4a34z5

Podziel się opinią

Share

d4a34z5

d4a34z5
Więcej tematów