Trwa ładowanie...
"Moja, Twoja, Nasza... Podcast". Edukacja seksualna w polskich szkołach. "Często nauczyciele sami są skrępowani"
"Moja, Twoja, Nasza... Podcast". Edukacja seksualna w polskich szkołach. "Często nauczyciele sami są skrępowani" Źródło: Agencja Gazeta, fot: Cezary Aszkiełowicz
27-02-2022 19:58

Edukacja seksualna w polskich szkołach. "Nauczyciele często sami są skrępowani"

- Często podczas rozmów ze studentami słyszę o ich doświadczeniach związanych z lekcjami WDŻ. Zdarza się, że sami nauczyciele są skrępowani prezentując temat zajęć. Młodzi ludzie w Polsce wiedzą wszystko na temat rozmnażania mszaków. Uczą się tego w szkole, znają wszystkie cykle. Ale jak zadaję pytanie o cykl reakcji seksualnych człowieka, to słyszę ciszę. Jest mnóstwo ważnej wiedzy, ale często nie ma tej podstawowej, która jest absolutnie użyteczna na co dzień - mówi w ósmym odcinku "Moja, Twoja, Nasza... Podcast" psycholog i seksuolog kliniczny dr Robert Kowalczyk.

Share

"Moja, Twoja, Nasza... Podcast" zwraca uwagę na problemy, które na jedynkach gazet pojawiają się okazjonalnie i które każda kolejna ekipa rządząca od momentu transformacji ustrojowej w 1989 roku traktowała po macoszemu. Mowa o sprawach, którymi żyła lub żyje młodzież. Słuchamy pomysłów, konfrontujemy je z opiniami innych, a także rozliczamy tych, którzy w przeszłości odpowiadali za kształt polskiej polityki młodzieżowej.

Gościem ósmego odcinka jest dr Robert Kowalczyk, psycholog, seksuolog kliniczny i psychoterapeuta z Instytutu SPLOT, wykładowca akademicki na Uniwersytecie SWPS oraz Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Rozmawiamy o edukacji seksualnej, zajęciach z Wychowania do życia w rodzinie, a także o problemach, z którymi młodzież zgłasza się do gabinetów seksuologicznych.

Czym właściwie jest edukacja seksualna? - Zadaniem edukacji seksualnej, jak generalnie edukacji, jest budowanie wiedzy, postaw, a za tym określonych działań. Edukacja seksualna odnosi się do szeroko pojętego tematu seksualności. Ale to nie tylko wiedza na temat antykoncepcji i infekcji przenoszonych drogą płciową, ale także kwestia odpowiedniego zachowania czy umiejętność postawienia granic - wskazywał rozmówca WP.

d2v9j8k

W polskich szkołach nie mamy do czynienia z przedmiotem o nazwie "edukacja seksualna". Są za to nieobowiązkowe zajęcia z wychowania do życia w rodzinie. - Może to wystarczy? - dopytywałem mojego gościa.

- Jest to przedmiot, który jest ważny. I jak popatrzymy na podstawę programową, to jest ona w mojej ocenie dobrze przygotowana. Można oczywiście dyskutować, czy te lub inne treści powinny się w niej znaleźć. Problemem jest jednak właściwa realizacja podstawy programowej. Widzimy w badaniach. Są ośrodki, w których przedmiot jest dobrze realizowany, uczniowie chcą na niego chodzić, szukają wiedzy, kontaktu z nauczycielem. Ale są też miejsca, w których absolutnie tak nie jest - wskazywał dr Kowalczyk.

Są pewne bańki, szczególnie w dużych miastach, gdzie rzeczywiście przedmiot ten jest lepiej realizowany. Oczywiście to pewna generalizacja, ale patrząc na badania realizowane przez Grupę Edukatorów Seksualnych Ponton, najgorzej z dostępem do wiedzy z zakresu seksualności jest w małych miejscowościach - tłumaczył ekspert.

Czego brakuje uczniom na lekcjach WDŻ? "Powinniśmy wyprzedzać pewne zjawiska"

Jak wynika z badań jakościowych pt. "Kontrola realizacji prawa młodzieży do edukacji seksualnej" przeprowadzonych w 2016 roku przez zespół pod kierownictwem prof. Zbigniewa Izdebskiego, szóstoklasistom brakowało na lekcjach WDŻ "refleksji na temat miłości", a także "informacji o budowie żeńskich narządów płciowych", gimnazjalistom informacji na temat "antykoncepcji, infekcji przenoszonych drogą płciową, komunikacji w internecie, przestępstw na tle seksualnym", a uczniom szkół średnich kwestii dotyczących "antykoncepcji, menstruacja i współżycia".

- Te wszystkie tematy powinny stanowić chyba sedno zajęć wychowania do życia w rodzinie? - dopytywałem. - To prawda. Te wszystkie elementy powinny się tam znaleźć. Jeśli spojrzymy na zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), to nadrzędnym zadaniem jest wyprzedzanie określonych zjawisk. Wiemy, kiedy statystycznie pojawia się pierwsza miesiączka. Dostarczając wiedzę o niej, powinniśmy ją wyprzedzić. (...) Tak samo powinno być z kwestią omówienia wad i zalet danych metod antykoncepcyjnych, infekcji przenoszonych drogą płciową, ale także wiedzy, czym np. różni się przemoc od zalotów - tłumaczył seksuolog.

d2v9j8k

- Mówimy o generalnym założeniu. Oczywiście ta wiedza powinna być dostosowana do wieku. To nie jest tak, że dziecko dowiaduje o czymś dopiero np. w szóstej klasie. Wiedzę na temat seksualności buduje się od początku. Przed szkoła podstawową prowadzona jest najczęściej przez rodziców. I to też jest edukacja seksualna. (...) Szczególnie, że teraz istnieje bardzo szeroki zakres dostępnych materiałów, zarówno książkowych, jak i w internecie - wskazywał dr Kowalczyk.

Wychowanie do życia w rodzinie wchodzi do planu lekcji dopiero od czwartej klasy szkoły podstawowej. Na te zajęcia w ciągu roku szkolnego przewidziane jest 14 godzin. - Czy to nie za późno i nie za mało? - pytałem.

- To też zależy. Nie bez swojej istotności podkreślam, że za edukację seksualną odpowiedzialni są rodzice. W idealnym modelu powinno być tak, że dziecko ma już jakąś wiedzę, zdobywając ją podczas dyskusji z rodzicami, a podczas zajęć szkolnych w jakiś sposób tę wiedzę porządkuje. Ale obawiam się, że 14 godzin to i tak jest niewiele, jak na liczbę wątków, które powinny zostać poruszone - tłumaczył gość "Moja, Twoja, Nasza... Podcast".

Psycholog zwracał uwagę również na kwestię osoby prowadzącej zajęcia z WDŻ. Jak tłumaczył, powinien być to "wykwalifikowany specjalista", który "posiada odpowiednie kompetencje". - Ten przedmiot nie powinien być traktowany po macoszemu, jako dodatkowy. (...) Często podczas rozmów ze studentami słyszę o ich doświadczeniach związanych z lekcjami WDŻ. Zdarza się, że sami nauczyciele są skrępowani, prezentując temat zajęć. W takich przypadkach problemem jest nie treść, a sposób przekazywania tej treści - podkreślał ekspert.

Studenci, odwołując się do swoich doświadczeń, mówili również, że czasem wiedza prezentowana była na WDŻ za późno. Nauczyciel w liceum zadawał pytanie "czy wiecie, co to jest seks?". Klasa wybuchała śmiechem, bo zdarzało się, że większość uczniów była już po inicjacji seksualnej - mówił psycholog.

Jak zaznaczył, są jednak miejsca w Polsce, gdzie ta wiedza po prostu nie dociera. - Są osoby które są wykluczone z takiej wiedzy. I znowu posłużę się badaniem. (...) Jeżeli jest się chłopcem z małej miejscowości, to najrzadziej ma się przestrzeń, aby iść do osoby dorosłej i porozmawiać na ten temat. Jeżeli się jest dziewczynką z dużego miasta z matką ze średnim bądź wyższym wykształceniem, to jest prawie pewne, że ta wiedza zostanie przekazana. To są właśnie te bańki i dlatego tak ważne jest to, aby edukacja była jak najszczersza - podkreślał rozmówca WP.

d2v9j8k

- Czasem do mojego gabinetu przychodzą pacjenci, których problemy związane są właśnie z brakiem wiedzy. I nie mówię tu o bardzo wyrafinowanych zjawiskach seksualnych, tylko o podstawowej wiedzy z zakresu anatomii i fizjologii - przyznawał.

- Czy zdarza się, że przychodzi pacjent i pyta "panie doktorze, jak uprawia się seks?" - dopytywałem. - Rzeczywiście tak. Może nie wprost, ale czują kłopot w uprawianiu seksu. Pojawia się np. duży dyskomfort i nie wiedzą, co z tym zrobić - wskazywał dr Kowalczyk.

Brak odpowiedniego źródła powoduje, że wiedzy poszukuje się np. w filmach pornograficznych. - Pornografia nie może być skryptem do seksu. Ona jest pewną fantazją o seksie. Budowanie pewnych wyobrażeń o seksie na podstawie pornografii może być mocno frustrujące - tłumaczył seksuolog.

Podręczniki i Czarnek. "Pogratulować szczęścia panu ministrowi"

Na zajęciach WDŻ używa się podręczników dopuszczonych przez resort edukacji. Jednym z nich jest książka pt. "Wędrując ku dorosłości", w której możemy przeczytać, że "Dziewczyna powinna zdawać sobie sprawę, że więcej niż chłopiec płaci za nietrafny wybór, bo nie ma równości w naturze. On jest dawcą życia 'siewcą', natomiast jej ciało 'glebą', w której wzrastało nowe życie. Postawa chłopców, którzy stają się ojcami, bywa różna".

- To jest ta retoryka, z którą młodzież powinna mieć do czynienia na lekcjach WDŻ? - pytałem.

- To jest dobre, ale bardziej pasuje mi na kazanie, a nie do podręcznika z zakresu edukacji seksualnej. Element "odpowiedzialności za seks" nie powinien być zrzucany za kogoś. (...) W oficjalnych dokumentach i standardach postępowania powinniśmy wyrównywać tę odpowiedzialność - zaznaczał psycholog.

Pod koniec stycznia 2021 minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek uczestniczył w głosowej dyskusji na Twitterze. Jedna z licealistek dopytywała szefa resortu oświaty o kwestię "edukacji seksualną" w szkołach. Prof. Czarnek zdaje się jednak nie dostrzegać żadnych problemów w lekcjach WDŻ. - Ja uczyłem się tego samego, co państwo. Doczekałem się dwójki dzieci. Wszystko umiem, niczego mi nie brakuje. Skupcie się na nauce, na zdobywaniu wiedzy. Na seks przyjdzie czas - wypalił.

d2v9j8k

- Czuje pan, żeby to było właściwe podejście? - dopytywałem.

- Pogratulować szczęścia panu ministrowi, że żadnych wątpliwości czy dysfunkcji w tym zakresie nie ma. Ja jednak patrzę z perspektywy gabinetu i badań klinicznych. Widzę, że bywa różnie. (...) Cała dyskusja wokół edukacji seksualnej dotyczy wiedzy. Wiedza stanowi pewnego rodzaju siłę. Wiedza daje wybór. I my walczymy o to, aby ten poziom wiedzy był jak najwyższy. A jakie później postawy czy działania będą podejmowane przez konkretne osoby, to już jest inna kwestia. Chcę mieć jednak poczucie, że te decyzje są oparte na wiedzy i świadomym wyborze - tłumaczył dr Kowalczyk.

Okazuje się, że młodzi ludzie wiedzą wszystko na temat rozmnażania mszaków. Uczą się tego w szkole, znają wszystkie cykle. Ale jak zadaję pytanie podczas zajęć o cykl reakcji seksualnych człowieka, to słyszę ciszę. Jest mnóstwo ważnej wiedzy, ale często nie ma tej podstawowej, która jest absolutnie użyteczna na co dzień - przyznał seksuolog.

Polacy chcą edukacji seksualnej? "Mniejszość tworzy szantaż moralny"

W sejmowej zamrażarce cały czas na rozpatrzenie czeka obywatelski projekt "Stop pedofilii", który ma na celu "zapewnienie prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją".

W myśl zaproponowanych przepisów edukatorzy seksualni w szkołach mogliby liczyć się z konsekwencjami w postaci do trzech lat pozbawienia wolności. W kwietniu 2020 roku posłowie PiS głosowali przeciwko odrzuceniu projektu w pierwszym czytaniu. - Jak pan patrzy na takie pomysły? - pytałem.

- Niestety pod płaszczykiem bardzo istotnej idei - walki z pedofilią i krzywdą dzieci - ukryty jest zupełnie inny przekaz. Czym jest deprawacja? Co takiego miałoby się na tych zajęciach z edukacji seksualnych? Dla mnie jest to przekazywanie wiedzy - tłumaczył psycholog.

Dr Kowalczyk w rozmowie odwoływał się do własnych doświadczeń z liceum, do którego przychodziły osoby z zewnątrz, aby przeprowadzić zajęcia WDŻ. - Dla nas to było bardzo budujące. Klasa chciała posiąść tę widzę. (...) Jeżeli mamy 13-, 14-, 15-latków, którzy mają na co dzień styczność z pornografią, do której dostęp jest szeroko powszechny, ale nie chcemy dopuścić wykwalifikowanych edukatorów, którzy mogą omówić z uczniami niektóre kwestie, dostosowując do to ich wieku, to mnie bardzo ciekawi sposób myślenia, który doprowadza do tego - wskazywał ekspert.

W październiku 2019 roku Kantar na zlecenie "Wysokich Obcasów" przeprowadził sondaż dotyczący edukacji seksualnej. Aż 70 proc. ankietowanych sądzi, że "szkoła powinna prowadzić edukację seksualną, gdyż tam dzieci mogą otrzymać fachową wiedzę, która jest dla nich niezbędna".

d2v9j8k

Tylko 26 proc. uważa, że "szkoła nie powinna prowadzić edukacji seksualnej, bo grozi to przekazaniem dzieciom treści, których nie życzą sobie rodzice". 4 proc. nie ma zdania.

- Pospekuluję trochę. Te 26 proc. osób tworzy pewnego rodzaju szantaż moralny, żeby kolejne 70 proc. nie miało dostępu do wiedzy. Szkoła, która ma edukować, powinna przekazywać wiedzę w sposób rzetelny i zgodny z aktualnym stanem badań. (...) I nie mam nic przeciwko, aby w szkole przekazywać też wiedzę w obszarze seksualności pod kątem religijnym - jeśli ktoś tego potrzebuje. Ważne jest tylko, aby zawsze podkreślać, czy dany element pochodzi z katechizmu, czy z podręcznika do położnictwa i ginekologii - podsumował rozmówca WP.

Wszystkie odcinki "Moja, Twoja, Nasza... Podcast" dostępne są tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share
Więcej tematów