"Dożywocie" dla 5-letniego dziecka. Jak urzędnicy wydali wyrok na Kubę
Pięcioletni Kuba od miesięcy mieszka w warszawskim DPS-ie wśród kilkudziesięciu dorosłych podopiecznych. Nikt stale nie kontroluje, z kim i co robi. Każdy może wejść do jego pokoju. Placówka nie jest przystosowana dla dzieci. Urzędnicy uznali, że to dla małego chłopca odpowiednie miejsce. - Gdy dziecko trafia do DPS-u, często zostaje tam już do końca życia - mówi Anna Krawczak, ekspertka ds. pieczy zastępczej.
Wiosna 2025 roku
Do przedszkola na warszawskim Mokotowie po 5-letniego Kubę przychodzi partner matki. Kamera monitoringu rejestruje, jak 35-latek uderza go i wykręca mu ręce. Przedszkolanki wzywają karetkę i policję. Funkcjonariusze sprawdzają kartotekę. Mężczyzna jest notowany za pokazywanie dziecku pornografii.
Chłopiec trafia do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Na początku matka odwiedza go kilka razy. Z czasem coraz rzadziej. Przestaje, gdy związuje się z nowym partnerem. Nie jest zainteresowana opieką nad synem. Z powodu autyzmu i zaniedbań wychowawczych Kuba ma problemy z komunikowaniem potrzeb, nie miał szansy nauczyć się mówić. Wymaga opieki specjalistów.
Za to, by dzieci zabrane z rodzinnych domów z powodu m.in. przemocy, trafiły do bezpiecznego, odpowiedniego dla nich miejsca, odpowiadają pracownicy Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie. Najlepszym rozwiązaniem dla Kuby byłaby specjalistyczna rodzina zastępcza.
Ośrodek preadopcyjny pomaga niemowlakom. Historia już nieżyjącego Emilka chwyta za serce
Lipiec 2025 roku
Władze warszawskiej dzielnicy Targówek zbierają się na hucznym otwarciu Centrum Wsparcia Społecznego "Na Targówku". Będzie tu działał m.in. Dom Pomocy Społecznej. "Wyjątkowe miejsce wsparcia dla osób dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną. To przestrzeń dla 46 mieszkanek i mieszkańców stałych i 30 osób objętych opieką dzienną – stworzona z myślą o rehabilitacji, rozwoju i samodzielności" - zachwalają urzędnicy.
Nowoczesny trzykondygnacyjny budynek kosztował ponad 26 milionów złotych. Podopiecznym zapewnia m.in. salę teatralną, strefę sportową z siłownią plenerową, boisko, kino plenerowe, ogród sensoryczny.
Przy wejściu kolorowa girlanda z balonów. Na scenie napis "Witajcie w naszej bajce" i kilkudziesięciu nowych mieszkańców DPS-u. Placówka jest przeznaczona dla dorosłych, młodzieży i dzieci, ale w komunikatach jest mowa tylko o dorosłych. Pracownicy przyjmowani do pracy w DPS-ie są uspokajani: "Dzieci będą tylko na papierze". Nie powinno być zresztą inaczej - tu nic nie jest dostosowane dla maluchów.
Kilka dni później
W sali dziennego pobytu kilkunastu dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną. Przy stole siedzi jeden z nich, około 40-letni mężczyzna. Obok niego Kuba. Coś sobie pokazują, może się bawią. Mogą chodzić po całym piętrze, wchodzić do swoich pokoi. W zasięgu wzroku nie ma żadnego pracownika DPS-u. Są zajęci opieką nad innymi podopiecznymi. Chłopiec uwielbia wszystko, co pomarańczowe. Zabawki mogłyby być tylko w tym kolorze. Nawet kurtkę ma pomarańczową. Od 15 lipca DPS to jego dom, bo przeniesiono go tu z placówki opiekuńczo-wychowawczej. W rodzinach zastępczych nie ma bowiem wolnych miejsc.
Gdy jego sytuacja prawna zostanie uregulowana (w sądzie toczy się postępowanie w sprawie pozbawienia rodziców władzy rodzicielskiej), chłopiec mógłby trafić do adopcji. Tyle że urzędnicy nie zostawiają złudzeń.
- Dla wskazania, że proces adopcji w przypadku małoletnich niepełnosprawnych dzieci przebywających w pieczy zastępczej jest trudny i nie kończy się pomyślnie, jest przykład, kiedy w ciągu 8 lat ośrodek adopcyjny nie wskazał kandydatów do przysposobienia dziecka z uwagi na jego stan zdrowia, w kolejnym przypadku w ciągu 15 lat od zgłoszenia - informuje Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie.
Pięciolatek mieszka na piętrze wraz z około 20 dorosłymi i nastolatkami. W zasięgu wzroku jest jeden opiekun medyczny, który pomaga w higienie, karmieniu, poruszaniu się.
Dziś
Żeby dojść do pokoju Kuby, trzeba minąć te zajmowane przez dorosłych. Pięciolatek mieszka z Tomkiem, czterolatkiem, z którym nie ma żadnego kontaktu. Jest dzieckiem leżącym. Tomek nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. A to oznacza, że pracownicy DPS-u nie mogą go nawet zapisać do przedszkola czy logopedy, ponieważ dziecko nie ma opiekuna prawnego, który wydałby na to zgodę.
Do Kuby i Tomka dołączył też 8-letni Olek z autyzmem. Pięć lat temu został skierowany do adopcji, ale do tej pory urzędnicy nie znaleźli dla niego nowego domu. Olek uwielbia przesiadywać w oknie z widokiem na bramę, przez którą wchodzi się na teren DPS-u. Gdy ktoś przychodzi, wyciąga wtedy rękę i udawanym pilotem otwiera wejście.
Pokój dzieci niemal niczym nie różni się od tych zajmowanych przez dorosłych. Nawet łazienka nie jest dla nich przystosowana. Gdy pojawiło się tu pierwsze dziecko, pracownicy zaczęli przynosić potrzebne rzeczy z własnych domów. Inaczej chłopcy nie mieliby nawet jednej zabawki. Dopiero w grudniu w DPS-ie zaczęto szykować dla nich odpowiednie pomieszczenie do zabawy.
Aktywności w DPS-ie są dostosowane do potrzeb dorosłych. Starsi podopieczni jeżdżą na wycieczki, odwiedzają muzea i teatry. Dziećmi nie ma się kto zaopiekować. Jadłospis też jest ułożony pod dorosłych.
Skoro DPS spełnia ogólne standardy, choć nie biorące pod uwagę potrzeb dzieci, urzędnikom to wystarcza.
- Wszystkie DPS-y prowadzone przez m.st. Warszawę lub na jego zlecenie na podstawie decyzji Wojewody Mazowieckiego mają zgodę na bezterminowe prowadzenie działalności, tzn. spełniają standardy określone dla tych placówek w obowiązujących przepisach prawa. W placówkach organizowane są zajęcia grupowe oraz indywidualne, dostosowane do wieku i stopnia sprawności fizycznej czy intelektualnej podopiecznych – odpowiada Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie na pytania o to, czy DPS, w którym przebywają dzieci, jest dla nich przystosowany.
Warszawa ma problem
- Dla małych dzieci żadna instytucja nie jest środowiskiem prawidłowym. Nie tylko wychowawczo, ale przede wszystkim emocjonalnie. W takich miejscach dziecko ma wielu opiekunów, ale żaden z nich nie jest opiekunem bezpiecznym. Dziecko nie wie, kto jest dla niego najważniejszym dorosłym - kimś w rodzaju mamy, wujka, babci - mówi Anna Krawczak, ekspertka ds. pieczy zastępczej, współzałożycielka Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego.
I dodaje: - Dorastanie w placówce wiąże się z ogromnym ryzykiem stosowania przemocy wobec bliskich w wieku dorosłym. Wpłynie też na trudności w budowaniu relacji uczuciowych, romantycznych. Wiedząc to, z góry powinniśmy się mocno zastanowić, czy na pewno nie jesteśmy w stanie znaleźć dla kilkuletnich dzieci środowiska rodzinnego lub choćby dostosowanego do ich potrzeb.
Ekspertka od lat zajmuje się pieczą zastępczą i szkoli kandydatów na rodziny zastępcze. Przyznaje, że w Warszawie od dawna jest problem z pozyskaniem i utrzymaniem rodzin zastępczych. - W innych dużych miastach - Łodzi, Poznaniu statystyki się poprawiają, spada liczba dzieci w pieczy instytucjonalnej; nie można tłumaczyć, że w całym kraju jest kryzys pieczy, więc u nas też - podkreśla Anna Krawczak.
Otarcia i zadrapania
Chłopcy opiekują się sobą nawzajem i naśladują swoje zachowania. Olek, starszy z nich, ma tiki. Gdy zaczyna wykonywać mimowolne ruchy, Kuba od razu zaczyna go naśladować. Powielają też zachowania dorosłych z niepełnosprawnościami.
Cały wolny czas dzieci spędzają w ich otoczeniu. W takich warunkach trudno o kontrolę nad tym, co i z kim robią. Każdy może wejść do ich pokoju, a do dorosłych przecież przychodzą w odwiedziny goście z zewnątrz.
W dni powszednie kierowca wozi Kubę do przedszkola. Opiekunki widzą u niego brudne paznokcie i uszy. W okolicach intymnych zaczerwienienia i odparzenia. Chłopiec nadal chodzi w pampersach. Odpieluchowanie wymaga czasu i cierpliwości, a w DPS-ie tego brakuje. Na buzi zadrapania. Przedszkolanki są przekonane, że gdyby Kuba miał stałego logopedę i opiekuna, który by z nim codziennie ćwiczył, nauczyłby się mówić. To pełen energii chłopiec, któremu nikt nie zapewnił odpowiedniej opieki.
Urzędnicy z Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie są innego zdania: pięciolatek jest na poziomie dwulatka, więc odpowiednim miejscem będzie dla niego DPS.
Nie ma odwołania
W Warszawie zgodnie z prawem decyzję o umieszczeniu dziecka w DPS-ie podejmuje z upoważnienia prezydenta miasta Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie. Od decyzji może się odwołać opiekun prawny dziecka. Tyle że rodzice Kuby nie interesują się jego losem. W przypadkach takich jak ten procedura odwoławcza jest często martwa, więc dziecko trafia do DPS-u bezterminowo.
Do DPS-u można być również skierowanym na podstawie ustawy art. 39 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Decyzję wtedy podejmuje sąd. Przed decyzją urzędników Kuba do DPS został skierowany w trybie zabezpieczenia, czyli tymczasowo, właśnie przez sąd.
O to, by nie umieszczać dzieci w DPS-ach, od miesięcy walczy Rzeczniczka Praw Dziecka. Gdy usłyszała o sytuacji Kuby, pojechała sprawdzić sytuację w placówce. Gdy weszła na piętro, gdzie mieszka chłopiec, wokół byli tylko dorośli podopieczni, a wśród nich Kuba i Olek. Żadnego personelu.
- Pracownicy DPS naprawdę z całego serca się starają pomóc dzieciom, są oddani. Natomiast są oni stawiani przed faktem dokonanym - mają przyjąć dzieci. A problem polega na tym, że taka decyzja nie jest poprzedzona sprawdzeniem, czy dane miejsce w ogóle odpowiada dzieciom. 5-letnie dziecko musi przebywać wśród rówieśników, a nie wśród wymagających całodobowej opieki dorosłych. I nie w placówce, tylko w rodzinie - mówi Monika Horna-Cieślak, Rzeczniczka Praw Dziecka.
Żadna instytucja nie prowadzi ogólnokrajowego rejestru, ile dzieci przebywa w DPS-ach. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej co jakiś czas zbiera te dane "ręcznie". Na koniec 2024 roku w 104 DPS-ach mieszkało 917 dzieci. Ich liczba rośnie. Z informacji od Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie wynika, że w podległych mu DPS-ach przebywa obecnie 19 dzieci, w tym czworo poniżej dziesięciu lat. Najmłodsze ma cztery lata.
- Miejsce dziecka jest w rodzinie biologicznej bądź zastępczej. Obecne przepisy prawne pozwalają jednak na umieszczenie dzieci w DPS. Powinno być to ostatecznością, wyłącznie w sytuacji, gdy z przyczyn medycznych dziecko nie może zostać w środowisku rodzinnym. Olek i Kuba nie spełniają przesłanek do tego, by ich tam umieścić - uważa Rzeczniczka Praw Dziecka.
Co więcej, pracownicy DPS widząc, że dzieci potrzebują innych warunków, w dokumentacji przekazanej Warszawskiemu Centrum Pomocy Rodzinie napisali, że Kuba nie odnajduje się w placówce. Nic to nie zmieniło.
W przypadku chłopców Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie powołało się na art. 54 ust. 1 ustawy o pomocy społecznej. Zgodnie z nim, osobie wymagającej całodobowej opieki z powodu wieku, choroby lub niepełnosprawności, niemogącej samodzielnie funkcjonować w codziennym życiu, której nie można zapewnić niezbędnej pomocy w formie usług opiekuńczych, przysługuje prawo do umieszczenia w DPS.
- Nawet w komentarzach prawniczych do tych przepisów jest opinia, że umieszczenie w DPS-ie powinno być ostatecznością, a do wydania skierowania konieczne jest spełnienie wszystkich przesłanek łącznie, czyli tego, że dana osoba wymaga całodobowej opieki, nie może samodzielnie funkcjonować oraz nie można jej zapewnić niezbędnej pomocy w formie usług opiekuńczych. Czy naprawdę w Warszawie nikt nie jest w stanie znaleźć rodziny zastępczej dla dwóch chłopców i przez to zostali oni skazani na DPS? - pyta Horna-Cieślak.
Umieszczenie ich w takiej placówce to wyrok. Często dożywotni. - Gdy dziecko trafia do DPS-u, najczęściej zostaje tam do końca życia, ponieważ wypada z systemu pieczy zastępczej. Nikt już nie szuka dla niego rodziny zastępczej czy adopcyjnej. Los tego dziecka się dokonał. Jego sytuacja została uregulowana, więc już nic nie trzeba robić. Sprawa zamknięta. To jest wygodne dla urzędników - mówi Anna Krawczak.
I dodaje, że zyskują na tym statystyki: - Dziecko umieszczone w DPS-ie nie jest ujmowane w sprawozdaniach Rady Ministrów z wykonywania ustawy o systemie pieczy zastępczej i wspierania rodziny, gdzie co roku wpisuje się liczbę dzieci poniżej 10. roku życia, które są w pieczy instytucjonalnej, czyli na przykład w domach dziecka.
Do śmierci
W lipcu ubiegłego roku Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiadało audyt domów pomocy społecznej. Powodem były kolejne doniesienia o nieprawidłowościach w działaniu placówek. W Polsce działają 824 DPS-y, w 104 przebywają dzieci. Łącznie ok. 80 tys. podopiecznych. Ponad 16 tys. osób przebywa w tych placówkach dłużej niż 21 lat.
- Kontrole w DPS-ach są przeprowadzane przez urzędy wojewódzkie. Natomiast dodatkowo w tym roku rozpoczniemy realizację audytów tak, by odwiedzić każdą placówkę i sprawdzić, jak funkcjonuje - mówi wiceministra Katarzyna Nowakowska, która w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiada za DPS-y.
I dodaje: - Jeśli w DPS-ie, gdzie przebywają te dzieci, rzeczywiście dochodzi do nieprawidłowości, to wystąpimy o wyjaśnienia, a urząd wojewódzki przeprowadzi kontrolę.
Rzeczniczka Praw Dziecka inaczej stawia akcenty. W kontekście zabezpieczenia praw dzieci wyzwaniem według niej jest obecne rozwiązanie prawne, które pozwala, by w jednej placówce przebywały osoby dorosłe i dzieci. Drugą ważną kwestią jest aktywne szukanie dla tych dzieci miejsc w systemie pieczy zastępczej przez instytucje do tego powołane, jak np. WCPR.
Ministerstwo od dawna pracuje nad reformą pieczy zastępczej. - Docelowo chcielibyśmy, by dzieci przede wszystkim przebywały w rodzinach i rodzinnej pieczy zastępczej. Dlatego przygotowaliśmy nowelizację ustawy o pieczy zastępczej i wspieraniu rodziny. Obecnie jednak prawo pozwala na to, by sąd skierował dziecko do DPS-u. W niektórych sytuacjach jest to aktualnie jedyna dostępna forma opieki. Chcemy, by dzieci trafiające mimo wszystko do instytucji, zawsze otrzymywały takie wsparcie i opiekę, jakiej potrzebują. Nie mamy jeszcze gotowych rozwiązań prawnych, ale to nasz priorytet - mówi ministra Nowakowska.
"Mamy kryzys zarządzania"
Jak wynika z informacji Rzeczniczki Praw Dziecka, miesięczny pobyt Kuby w DPS-ie kosztuje ok. 9 tysięcy złotych. - Wyobraźmy sobie, jakie chłopiec miałby wsparcie, gdyby takie środki otrzymywała rodzina zastępcza, do której by trafił - pyta Monika Horna-Cieślak.
Tyle że rodzin zastępczych brakuje. W całej Polsce obecnie ponad 1800 dzieci czeka na miejsce w bezpiecznym domu. Sądy orzekły, że z powodu np. przemocy nie są bezpieczne we własnych rodzinach. Pozostają tam jednak, ponieważ nie wszyscy urzędnicy aktywnie szukają dla nich innego miejsca.
- Urzędnicy lubią mówić, że mamy kryzys pieczy zastępczej. To nieprawda. Mamy kryzys zarządzania nią, a odpowiadają za to konkretni ludzie. Kierowanie do DPS-u dzieci to barbarzyństwo. Rodziny zastępcze powinny być odpowiednio finansowane i otrzymywać potrzebne wsparcie, bo to naprawdę bardzo trudna rola. Inaczej nadal będą się na to decydowali nieliczni - mówi Małgorzata Szumowska z Fundacji Centrum Edukacji Niewidzialna, działaczka na rzecz osób z niepełnosprawnościami.
I dodaje: - W rodzinie ci chłopcy mogliby żyć lepiej, rozwijać się. Niestety, urzędnicy odebrali im szansę na dobre życie.
Czy pięcioletni Kuba, ośmioletni Olek i pozostałe dzieci są skazane na życie do śmierci w DPS-ie? 25 maja 1968 roku do warszawskiego DPS-u trafiło czteroletnie dziecko. Przebywa tam już 58 lat.
Imiona dzieci zostały zmienione
Magda Mieśnik, dziennikarka Wirtualnej Polski