Chamenei zabity, ale reżim nie upadł. Co poszło nie tak? "Następcy mogą być gorsi"

Stany Zjednoczone, jak zwykle, miały pomysł, jak wygrać wojnę, nie mają pomysłu jak wprowadzić pokój - ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską dr Wojciech Szewko, ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Choć przywódca Iranu zginął podczas ataku, nie ma oznak, że sami Irańczycy wszczynają rewolucję. To na taki scenariusz miał liczyć Donald Trump.

.Miała być rewolucja, a tymczasem żałobnicy opłakują śmierć najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego
Źródło zdjęć: © PAP
Tomasz Molga

Najważniejsze informacje:

  • Stany Zjednoczone liczyły, że śmierć Alego Chameneiego wywoła w Iranie rewolucję na miarę Wenezueli. Zamiast tego na ulice wyszły tłumy żałobników. Eksperci zaznaczają, że system ma wciąż miliony wyznawców, a społeczeństwo nie jest obecnie gotowe na obalenie rządu.
  • Kluczowi politycy, tacy jak twardy gracz Ali Laridżani, uniknęli śmierci w nalotach i już zapowiadają brak jakichkolwiek negocjacji z USA. Analitycy ostrzegają: Amerykanie mieli plan na uderzenie wojskowe, ale nie mają strategii politycznej, a nowi przywódcy Iranu mogą okazać się jeszcze bardziej radykalni.
  • Odwetowe uderzenia Iranu m.in. w lotnisko w Dubaju czy instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej to nie przypadek. Teheran celowo omija odporny na straty Izrael, uderzając w globalne centra finansowe, by wywrzeć na administrację Donalda Trumpa gigantyczną presję ekonomiczną i dyplomatyczną.

Irańska państwowa telewizja potwierdziła, że najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei nie żyje. Został zabity w sobotę rano w swoim biurze podczas nalotu USA i Izraela. W kraju ogłoszono 40-dniową żałobę. Jak wskazują eksperci, dr Wojciech Szewko czy Tomasz Rydelek, autor bloga "Puls Lewantu", w Iranie nie ma oznak wybuchu buntu przeciwko Islamskiej Republice, której oczekiwali Amerykanie. Demonstracje na ulicach Teheranu i w innych miastach są w dużej mierze manifestacjami poparcia i żałoby, a nie rewolty przeciw władzy.

- Są to zarówno manifestacje żałoby i poparcia dla reżimu, jak i antyamerykańskie hasła, takie jak "śmierć Ameryce" czy "śmierć Izraelowi". Tłumy, które pokazują irańskie media państwowe i niezależne relacje, demonstrują, że społeczeństwo jest dziś podzielone, a Iran nie jest krajem gotowym wystąpić przeciw własnemu systemowi - komentuje dla WP dr Wojciech Szewko, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i wykładowca Collegium Civitas. Przyznaje, iż sam jest zdziwiony skalą manifestacji.

- Donald Trump wielokrotnie sugerował, że śmierć Chameneiego mogłaby wywołać przewrót podobny do tego w Wenezueli, ale to uproszczenie, które ignoruje realia społeczno-polityczne w Iranie - dodaje Szewko.

Dlaczego sytuacja nie poszła tak, jak liczyli Amerykanie? - System polityczny Iranu polega na sprzężeniu władzy urzędniczej z religią, a zachęcanie ludzi, by wyszli na ulicę i obalili rząd, jest albo naiwne, albo nieprzemyślane. W Wenezueli mieliśmy do czynienia z negocjacjami części elit tego kraju z Waszyngtonem. W Iranie taki scenariusz jest dziś mało prawdopodobny, ponieważ ten system ma miliony wyznawców - dodaje rozmówca WP.

Zdaniem Szewki problemem strategii USA i Izraela jest to, że - choć udało się zadać cios kierownictwu - brak jest jednocześnie realnego planu politycznego na to, co dalej. - Stany Zjednoczone, jak zwykle, miały pomysł, jak wygrać wojnę, ale nie mają pomysłu, jak wprowadzić pokój - podkreśla ekspert. - Śmierć przywódców nie oznacza końca Iranu. Wręcz przeciwnie - następcy, którzy mogą wyłonić się w procesie sukcesji, mogą być jeszcze bardziej radykalni i jeszcze trudniejsi w negocjacjach.

Pozostał przy życiu. Mówi Ameryce "nie"

Jedną z kluczowych postaci, które pozostały w irańskiej elicie władzy po śmierci najwyższego przywódcy, jest Ali Laridżani - sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To organ, w którym wyznaczane są strategiczne ramy polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Iranu. Według doniesień mediów Izrael próbował wyeliminować Laridżaniego, jednak atak zakończył się niepowodzeniem. Dzień później polityk wystąpił w irańskiej telewizji, zapowiadając, jak będzie wyglądać proces sukcesji po śmierci przywódcy oraz tymczasowe zarządzanie państwem.

- Laridżani to człowiek twardy i doświadczony. Jego nie trafiono - i w ogóle tych najważniejszych polityków nie wyeliminowano wielu. Natomiast kluczowe postaci polityczne albo były lepiej chronione, albo po prostu skuteczniej się zabezpieczyły - ocenia dr Wojciech Szewko.

Ekspert zwraca uwagę, że zachodni obserwatorzy często błędnie interpretują dynamikę irańskiej polityki. - Patrzymy na Iran jak na państwo pragmatyczne w zachodnim rozumieniu. Tymczasem to system, w którym religia, martyrologia i pamięć historyczna - zwłaszcza w tradycji szyickiej - odgrywają fundamentalną rolę. To półtora tysiąca lat doświadczenia życia w opresji i konspiracji, które kształtuje elity i sposób myślenia o władzy. Tego czynnika Zachód konsekwentnie nie docenia - podkreśla.

Sam Laridżani w telewizyjnym wystąpieniu zapowiedział, że Iran "nie będzie podejmował żadnych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi". Zdaniem Szewki to sygnał, że mimo śmierci najwyższego przywódcy kurs Teheranu nie ulegnie złagodzeniu.

Demonstracja żałoby w Teheranie
Demonstracja żałoby w Teheranie © Licencjodawca | Gao Wencheng

"Epicka Furia" Ameryki i wyrachowana odpowiedź Iranu

Po uderzeniu rakietowym rozpoczętym przez USA i Izrael - operacjach "Epicka Furia" i "Ryczący Lew" - trafionych zostało ponad tysiąc celów wojskowych na terytorium Iranu. W wyniku ataków zginęło także 48 irańskich urzędników i wysokich rangą dostojników. Teheran odpowiedział ostrzałem rakietowym i atakami dronów na państwa regionu. Sceny grozy rozegrały się m.in. w Dubaju, gdzie - ku przerażeniu turystów - rakiety i bezzałogowce uderzyły w lotnisko, paraliżując ruch i wywołując panikę. Iran uderzył również w amerykańską bazę w Bahrajnie, cele w Omanie oraz instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej.

Zdaniem dr. Wojciecha Szewki kontratak Teheranu nie był chaotycznym odwetem. - Widać w tym plan i kalkulację. Iran nie koncentruje się wyłącznie na Izraelu, który ma - mówiąc brutalnie - bardzo wysoki próg bólu i dużą odporność społeczną na straty. Z perspektywy władz w Jerozolimie nawet poważne ofiary nie muszą oznaczać zmiany kursu. Natomiast w przypadku Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej nawet symboliczne trafienia wywołują gigantyczne skutki gospodarcze i psychologiczne - ocenia ekspert.

Jak podkreśla, uderzenie w Dubaj miało wymiar przede wszystkim ekonomiczny. - To globalne centrum handlowe i inwestycyjne, budowane latami jako bezpieczny port dla kapitału. Jeśli okazuje się, że rakiety mogą spaść w pobliżu lotniska czy kluczowej infrastruktury, straty liczone są nie w milionach, lecz w dziesiątkach miliardów dolarów. Iran celuje więc w miejsca, które są wrażliwe finansowo i politycznie, a jednocześnie mają realny wpływ na decyzje Waszyngtonu - wskazuje Szewko.

Według niego Teheran próbuje w ten sposób wywrzeć presję nie tylko militarną, lecz także dyplomatyczną. - Arabia Saudyjska i ZEA to państwa, które miały znaczący wpływ na politykę administracji Donalda Trumpa wobec regionu. Uderzając w nie, Iran wysyła sygnał: jeśli chcecie stabilności, musicie brać pod uwagę nasze interesy - podsumowuje ekspert.

Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
Atak dronów w Turcji. Jednostka należy do "floty cieni"
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
OZE odpowiedzią na kryzys? Hennig-Kloska: Są źródłami tańszymi
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie