WAŻNE
TERAZ

"Bez Doktryny". Koniec irańskiego reżimu? "Kamień na kamieniu nie zostanie"

Amerykanie nie chcą tej wojny [OPINIA]

Donald Trump atakując Iran, podjął wielkie ryzyko, nie tylko na arenie globalnej - gdzie atak może wywołać kolejną zagrażającą amerykańskim interesom falę destabilizacji na Bliskim Wschodzie - ale także w polityce wewnętrznej. Wojna w roku wyborczym – a w listopadzie Amerykanie wybiorą Kongres w wyborach połówkowych – może co prawda zjednoczyć społeczeństwo wokół administracji, ale też okazać się dla rządzącej partii zatapiającym ją kamieniem u szyi - pisze dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.

 Jak będzie z wojną w Iranie?
Źródło zdjęć: © East News, PAP
Jakub Majmurek
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Wszystko zależy oczywiście od tego, jak potoczy się wojna w Iranie: czy uda się zrealizować jej strategiczny cel, czyli zastąpienie reżimu mułłów rządem przyjaznym amerykańskim interesom, oraz jak długo potrwa, ilu Amerykanów w niej zginie, jakie będą inne straty. Na razie jednak nie widać, by Trump przekonał do swojej wojny większość amerykańskiej opinii publicznej.

Sondaż Ipsos dla Reutersa z niedzieli pokazuje, że w USA tylko 27 proc. pytanych popiera atak na Iran. Czyli niewiele więcej niż jeden na czterech. To bardzo niedobry wynik na początku wojny, w momencie, gdy jeszcze nie przyniosła ona Stanom żadnych realnych problemów np. w postaci znaczących ofiar czy szoku ekonomicznego. Można spodziewać się, że im więcej Amerykanów zginie w wojnie i im bardziej stanie się ona odczuwalna dla zwykłych obywateli – np. przez wzrost cen ropy – tym bardziej kruszyć się będzie dla niej poparcie. W tym samym sondażu około 45 proc. badanych (w tym 34 proc. republikanów i 44 proc. niezależnych) zadeklarowało, że byliby mniej skłonni do popierania działań w Iranie, gdyby wywołały one wzrost cen benzyny w Stanach.

To kolejna niedobra wiadomość dla Trumpa, bo to ze strony republikanów pochodzi większość społecznego poparcia dla wojny. Operację w Iranie popiera tylko 7 proc. demokratów i 19 proc. niezależnych. Polaryzacja nie zaczęła się oczywiście w amerykańskiej polityce razem z Trumpem, ale w jego drugiej kadencji przybrała tak wyjątkowy poziom, że prezydent ma dziś bardzo ograniczoną zdolność do budowania poparcia dla swoich działań poza republikańską bazą. Nawet jeśli chodzi o konflikt z państwem, które od ponad 45 lat jest rządzone przez otwarcie wrogi Stanom reżim.

Chaos na międzynarodowym lotnisku. Utknęła tu ponad setka Polaków

Jedyna dobra wiadomość dla Trumpa z sondażu Ipsos jest taka, że ciągle dość sporo – 30 proc. – Amerykanów jest niezdecydowanych w sprawie oceny wojny. Jeśli operacja okaże się sukcesem, Trump mógłby przekonać część z nich, że wojna była dobrym pomysłem. Tylko perswazyjne możliwości prezydenta będzie tu ograniczać radykalna polaryzacja wokół jego osoby, która nie zniknie, nawet jeśli do końca wiosny Iran zmieni się w przyjazną Stanom liberalną demokrację – co nie jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem tego, jak skończy się wojna.

Trump nawet nie próbował przekonać Amerykanów

Co ciekawe, przed inwazją Trump nawet niespecjalnie próbował przekonać Amerykanów co do konieczności ataku na Iran. We wtorek w nocy polskiego czasu – cztery i pół dnia przed atakiem – Trump wygłaszał orędzie o stanie państwa przed połączonymi izbami Kongresu i praktycznie nic nie mówił o konflikcie z Iranem i możliwości użycia siły na taką skalę.

Kongres, wbrew amerykańskiej tradycji ustrojowej, został w ogóle całkowicie pominięty w podejmowaniu decyzji na temat wojny. Trump konsekwentnie realizuje tu swoją koncepcję "imperialnej prezydentury", przekonany, że mandat, jaki dostał od Amerykanów w listopadzie, unieważnia wszelkie pretensje Kongresu do wpływania na jego politykę zagraniczną.

Administracja nie przedstawiła też jak dotąd spójnego komunikatu, tłumaczącego Amerykanom, dlaczego właściwie teraz atakuje Iran na taką skalę. W weekend pojawiły się trzy wyjaśnienia: po pierwsze, że Iran odmawia rezygnacji ze swojego programu atomowego, po drugie, że atak był konieczny, by uniemożliwić Iranowi atak na amerykańskie bazy w regionie, do których Teheran właśnie się przygotowywał, po trzecie Iran miał pracować nad atakami dalekiego zasięgu, tworzącymi zagrożenie dla Europy i amerykańskich wojsk.

Problem w tym, że przecież już poprzedni atak Trumpa na Iran – Operacja Midnight Hammer z czerwca zeszłego roku – miał na długi czas unieszkodliwić nuklearne możliwości reżimu. Jak donosi portal Politco, administracja w sobotę przekazała informacje na temat operacji wybranym pracownikom Kongresu, ale nie przedstawiła dowodów potwierdzających narrację o planowanym ataku na amerykańskie bazy. Sam amerykański wywiad przewiduje też, że do uzyskania rakiet dalekiego zasięgu, zdolnych zagrozić Europie, Iran dzielą jeszcze lata.

Czy jest jakiś plan?

Zaufanie może też podkopywać to, że nie bardzo wiadomo, jaki jest właściwie jej strategiczny plan. Nie wiemy, co właściwie ma być celem wojny, kiedy będzie można powiedzieć, że zakończyła się ona sukcesem.

W sobotę rano polskiego czasu Trump opublikował wideo, gdzie wzywał Irańczyków do powstania przeciw swojemu rządowi i obalenia reżimu ajatollahów. Jednak w dalszej części weekendu w rozmowie z dziennikarzami różnych mediów zaczął podawać zupełnie inne wersje celów zakończenia wojny. W rozmowie z portalem Axios powiedział, że wojna być może zakończy się "za trzy dni" jakąś formą porozumienia z obecnym reżimem. W rozmowie z "New York Timesem" zadeklarował z kolei, że wojna potrwa pewnie kilka tygodni, ale Stany już wiedzą, kto mógłby zastąpić obecne przywództwo. W rozmowie z telewizją ABC Trump przyznał jednak, że osoby, które Stany wytypowały jako kandydatów do przejęcia władzy, zostały zabite w atakach.

Z jednej strony Trump ogłasza więc maksymalistyczny cel wojny – całkowitą zmianę reżimu w Iranie i wyzwolenie Irańczyków – a chwilę później mówi, że właściwie to byłby gotów zadowolić się rozwiązaniem podobnym do tego z Wenezueli, gdzie po porwaniu Maduro administracja Trumpa porozumiała się z jego następczynią, Delcy Rodriguez, lekceważąc zupełnie demokratyczną opozycję w Wenezueli.

Problem w tym, że znalezienie w ramach obecnego reżimu w Iranie – nawet po dekapitacji czołowych postaci z jego przywództwa – osób chętnych do wejścia w rolę Rodriguez może być, jak twierdzi wielu znawców regionu, znacznie trudniejsze, jeśli nie po prostu niemożliwe. Być może wysyłając tak sprzeczne komunikaty, Trump prowadzi jakąś wyrafinowaną rozgrywkę w szachy 5D, celowo tworzy mgłę wojny, by zmylić przeciwników – ale nie można wykluczyć, że prezydent po prostu nie wie, co robił, że zaatakował Iran, bo był przekonany, że jeśli wyeliminuje jego przywództwo, to cały system się posypie i będzie można ogłosić wielkie zwycięstwo po weekendzie.

Trump nie może pozwolić sobie, by przegrać tę wojnę

Jednocześnie, jak donosi "Washington Post", w Pentagonie zaczyna pojawiać się obawa, że konflikt z Iranem wymknie się spod kontroli, że potrwa kilka tygodni, znacząco wyczerpując zasoby amerykańskiej amunicji – przed czym zresztą wcześniej ostrzegali Trumpa wojskowi. Jak waszyngtońskiemu dziennikarzowi mówi anonimowo jeden z urzędników Departamentu Wojny, "sytuacja jest intensywna i paranoiczna".

Jeśli Trump - do wszystkich swoich problemów z gospodarką, ekscesami ICE i fatalnymi sondażami - doda wojnę, która okaże się jakąś formą porażki Amerykanów, to Republikanie zapłacą za to cenę w wyborach połówkowych – a wtedy Trumpa pewnie czeka kolejna próba impeachmentu.

Trump jest zbyt niepopularny, by przegrać wojnę i będzie szukał wszelkich sposobów, by móc ją zakończyć w sposób pozwalający ogłosić jakąś formę "sukcesu". Pytanie, czy taką okazję da mu irański reżim. Przy tym nawet w takim wypadku w ocenie Trumpa i jego partii przeważyć może zirytowanie na "imperialny", lekceważący Kongres i opinię publiczną model prezydentury oraz frywolne podejście do użycia amerykańskiej potęgi za granicą.

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku Trump zaczął już dwie wojny, a we wspomnianym sondażu Ipsos aż 56 proc. badanych uznało, że obecny zbyt często używa wojskowej siły. Media już spekulują, że po Iranie następna może być Kuba – im bardziej wojnę w Iranie będzie się dało sprzedać jako sukces, tym większe prawdopodobieństwo kolejnej wojny.

Dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek

Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu Filmweb. Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Wybrane dla Ciebie
"W przededniu wysłania wojsk". Były doradca Trumpa o Iranie
"W przededniu wysłania wojsk". Były doradca Trumpa o Iranie
Nawrocki leci do USA. Niecodzienny wpis rzecznika prezydenta
Nawrocki leci do USA. Niecodzienny wpis rzecznika prezydenta
Cyberatak na platformę KE. "Wykradziono dane"
Cyberatak na platformę KE. "Wykradziono dane"
TISZA na prowadzeniu. Kolejny taki sondaż na Węgrzech
TISZA na prowadzeniu. Kolejny taki sondaż na Węgrzech
Sprawa Polaka z szokującego reportażu CNN. Jest reakcja policji
Sprawa Polaka z szokującego reportażu CNN. Jest reakcja policji
Topnieją zapasy broni USA? Jest reakcja Białego Domu i Pentagonu
Topnieją zapasy broni USA? Jest reakcja Białego Domu i Pentagonu
Sikorski uderza. "Kto wspiera Orbana, pomaga Moskwie"
Sikorski uderza. "Kto wspiera Orbana, pomaga Moskwie"
Czarzasty wyprosił Żurka z sali sejmowej. Minister się tłumaczy
Czarzasty wyprosił Żurka z sali sejmowej. Minister się tłumaczy
Tusk chwali się raportem NATO. "Polska wygrywa"
Tusk chwali się raportem NATO. "Polska wygrywa"
Płynęły pod polską banderą, zaginęły. Na pokładzie byli Polacy?
Płynęły pod polską banderą, zaginęły. Na pokładzie byli Polacy?
Humbak uwolnił się z pułapki. To jednak nie koniec akcji
Humbak uwolnił się z pułapki. To jednak nie koniec akcji
Praga. "Dom Rosyjski" obrzucony koktajlami Mołotowa
Praga. "Dom Rosyjski" obrzucony koktajlami Mołotowa