Potajemnie dogadał się z Trumpem ws. Iranu? "Ogromny dylemat dla władców"
Czy Arabia Saudyjska potajemnie domagała się militarnego uderzenia na Iran, fałszywie deklarując publiczne poparcie dla pokoju? Analityk ds. Bliskiego Wschodu Łukasz Fyderek w rozmowie z WP odnosi się do sensacyjnych doniesień "Washington Post".
- Tajna gra Rijadu – jeśli doniesienia o lobbowaniu za amerykańskim atakiem są prawdziwe, dowodzi to niesłabnącej, historycznej wrogości między Arabią Saudyjską a Iranem.
- Zderzenie dwóch światów – ekspert przekonuje, że rywalizacja mocarstw ma głębokie podłoże ustrojowe; promująca własny rewolucyjny model szyicka republika stanowi bowiem egzystencjalne zagrożenie dla sunnickiej monarchii absolutnej.
- Cień wielkiej dezinformacji – analityk wyraźnie ostrzega, że przecieki medialne mogą być celową manipulacją.
- Dylemat arabskich sił powietrznych – rozmówca zaznacza, że ostateczny udział Saudyjczyków w operacji militarnej przeciwko Iranowi u boku armii izraelskiej byłby potężnym ciosem wizerunkowym i ogromnym obciążeniem dla arabskich władców.
Według najnowszych doniesień "Washington Post", Arabia Saudyjska za zamkniętymi drzwiami namawiała Waszyngton do zbrojnego ataku na irański reżim. "Washington Post" twierdzi, że podczas serii prywatnych rozmów telefonicznych z prezydentem Donaldem Trumpem, książę Mohammed ibn Salman przekonywał do użycia siły wobec Iranu. Jednocześnie działania saudyjskiego przywódcy wydawały się pozostawać w sprzeczności z jego publicznymi wypowiedziami, które opowiadały się za pokojowym rozwiązaniem konfliktu.
- To są doniesienia, które są trudne do zweryfikowania, więc możemy przyjąć dwa scenariusze – zauważył na wstępie Łukasz Fyderek, ekspert ds. Bliskiego Wschodu pytany o te doniesienia. Rozmówca WP wymienił, że pierwszy z nich zakłada saudyjską dwulicowość. – Jeżeli rzeczywiście Arabia Saudyjska lobbowała za tym atakiem, to by znaczyło, że jednak ta animozja Arabii Saudyjskiej i Iranu, która jest długoletnia, nie wygasła w ostatnich miesiącach - wyjaśnił.
Analityk przypomniał o niezwykle skomplikowanej i burzliwej historii relacji na linii Rijad-Teheran. - Mieliśmy dwa przełomy w tych relacjach: chińska mediacja i nawiązanie ponownych stosunków dyplomatycznych dwa lata temu, i wojna dwunastodniowa z czerwca 2025 roku - wyliczał rozmówca WP. Jak doprecyzował, to właśnie dramatyczne osłabienie Iranu w tamtym gwałtownym konflikcie paradoksalnie wywołało niepokój Saudyjczyków o skrajną destabilizację całego regionu. - Od tego czasu mieliśmy bardziej pojednawczą politykę Arabii Saudyjskiej wobec Iranu. Pamiętajmy, że historycznie te dwa kraje były rywalami na Bliskim Wschodzie - podkreślił ekspert, wskazując na dekady wrogich działań propagandowych i operacji tajnych służb.
Walka o przywództwo i lęk przed "islamską republiką"
- To klasyczne starcie dwóch potęg o dominację, które wykracza daleko poza samą chłodną geopolitykę i opiera się na twardych fundamentach religijnych. Arabia Saudyjska jest liderem świata sunnickiego. A ponieważ dominuje on w islamie, ma ambicje do bycia krajem najważniejszym w całej ummie, czyli wspólnocie muzułmańskiej - stwierdził z przekonaniem rozmówca Wirtualnej Polski.
I dodał, że z drugiej strony barykady stoi teokratyczny reżim ajatollahów. - Iran ma swoją własną wizję i poczuwa się do bycia liderem również świata muzułmańskiego. Jest szyicki, choć w swojej polityce nie podkreśla tego szyizmu, tylko wskazuje, że jego model ustrojowy, czyli republika islamska, może znaleźć zastosowanie we wszystkich krajach islamskich - tłumaczył zawiłości ideologiczne ekspert.
To właśnie ten rewolucyjny aspekt budzi największe przerażenie na dworach arabskich szejków. – Dla władców monarchii absolutnej mówienie o republice islamskiej jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Poczucie zagrożenia, które Iran stwarza, jest historycznie mocno ugruntowane i długoletnie – podsumował analityk.
Fyderek odnosząc się do wspominanych na początku doniesień "Washington Post" jednocześnie bardzo mocno ostrzegał, by w dobie kryzysu nie ufać bezgranicznie amerykańskim przeciekom medialnym. - Musimy wziąć pod uwagę, że mamy tutaj do czynienia, jak na wojnie, z dezinformacją. Jeżeli myślimy, jaki kraj jest największym beneficjentem tej rywalizacji saudyjsko-irańskiej, to niewątpliwie jest to Izrael - ocenił chłodno rozmówca Wirtualnej Polski.
Drony nad Zatoką i widmo absolutnej bezsilności
Jeśli doniesienia "Washington Post" z czasem się potwierdzą, to zdaniem rozmówcy nie będą one miały większego wpływu na sytuację. Według Fyderka, kluczowe są realne, fizyczne ataki zbrojne z ostatnich dni.
- Zasadnicze znaczenie dla dalszego kształtowania stosunków Iranu z Arabią Saudyjską ma fakt, że na terytorium Arabii Saudyjskiej zostały odpalone z Iranu drony i pociski - argumentował ekspert. Dodał natychmiast, że podobny los spotkał w regionie pozostałe pięć państw zrzeszonych w Radzie Współpracy Państw Zatoki (GCC).
W tym momencie geopolityczna piłka znajduje się wyłącznie po stronie Rijadu. Analityk uważa, że ostra reakcja (lub jej brak) ze strony Arabii Saudyjskiej zdominuje ostateczne ruchy mniejszych, naftowych graczy z sojuszu, takich jak Kuwejt, Katar, Bahrajn czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. - Najważniejszym pytaniem jest to, czy wojska lotnicze tych krajów arabskich dołączą do operacji przeciwko Iranowi - zauważył gość. Z jednej strony militarna bierność uderza w autorytet władców. - Nie wzięcie udziału w tej operacji pokazuje pewną bezsilność, a dla władców absolutnych pokazywanie swoim poddanym bezsilności jest złym sygnałem - ripostował analityk.
Toksyczny sojusz u boku Izraela
Najpotężniejszy problem regionu polega jednak na tym, z kim Saudyjczykom i ich koalicjantom przyszłoby stanąć w jednym szeregu w ewentualnej, otwartej wojnie.
- Gdyby to byli tylko Amerykanie, byłoby to jeszcze akceptowalne. Tam są też Izraelczycy - ostrzegał stanowczo rozmówca WP, kreśląc najmroczniejszy i najbardziej ryzykowny dla wizerunku monarchów scenariusz. - Walczenie w jednej wojnie po stronie Izraelczyków, a przeciwko innemu państwu muzułmańskiemu, to może być bardzo duże obciążenie dla legitymacji władców - ocenił wprost.
W jego opinii, to właśnie ta brutalna perspektywa wizerunkowa skutecznie spędza dziś sen z powiek przywódcom bogatych państw Zatoki Perskiej. - Taka jest przestrzeń decyzyjna przed krajami Półwyspu Arabskiego. To, jaka decyzja zostanie podjęta, czy one wejdą do tej wojny, czy nie wejdą, to będzie miało bardzo daleko idące skutki dla regionu - podsumował rozmówca, zapowiadając kolejne tygodnie ogromnej niepewności, która może bezpowrotnie zmienić układ sił na politycznej mapie świata.
Mateusz Dolak, dziennikarz Wirtualnej Polski