Przed śmiercią przekazał kompetencje. Kto przejmie władzę w Iranie?
Kto przejmie pełnię władzy po śmierci ajatollaha Alego Chameneiego? Ekspert ds. Bliskiego Wschodu Paweł Rakowski w rozmowie z WP wskazuje na dramatyczne wstrząsy wewnątrz irańskiego reżimu, milczeniu zszokowanej ulicy i naftowe negocjacje.
- Chaos na szczytach władzy – według eksperta formalne, konstytucyjne zasady sukcesji po przywódcy przestały obowiązywać.
- Ostrożność zwykłych obywateli – Rakowski wskazuje, że Irańczycy mogą nie ruszyć od razu do buntu, gdyż wciąż doskonale pamiętają krwawą pacyfikację wspieraną fałszywymi obietnicami Zachodu z 1991 roku.
- Naftowe zaplecze dyktatury – z analizy wynika, że to potężni Strażnicy Rewolucji w pełni kontrolują państwową gospodarkę i to z nimi Waszyngton będzie negocjował.
- Groźba zbrojnego konfliktu – analityk wprost ostrzega przed realną wojną domową, nasileniem islamskiego terroryzmu oraz wmieszaniem się w kryzys państw ościennych.
Mimo że irańskie prawo precyzyjnie określa mechanizmy przekazania władzy, rzeczywistość w Teheranie jest skomplikowana. W teorii po śmierci Alego Chameneiego decyzyjność powinna zostać rozdzielona między prezydenta kraju, Strażników Rewolucji oraz 88 duchownych ze Zgromadzenia Ekspertów. Jak będzie wyglądać praktyka w chwili obecnej? - Nie wiadomo – przyznał bez ogródek Paweł Rakowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
Rozmówca WP zwrócił uwagę na doniesienia z ostatnich tygodni, wskazujące, że zabity przywódca przekazał kompetencje swojemu doradcy, Alemu Ali Laridżaniemu.
– Niewykluczone, że w chwili obecnej to Ali Laridżani ma największą władzę w tym kraju, władzę, która obejmuje kwestie wojny i pokoju – argumentował analityk. Podkreślił również, że proces sukcesji będzie z pewnością niezwykle brutalny. – Cały ten proces wcale nie musi być gładki i legalny. Może dojść do przepychanek albo zamachu stanu, bo skończyła się pewna epoka – ocenił rozmówca Wirtualnej Polski. Zaznaczył, że stary reżim doskonale wie, iż aby w ogóle przetrwać, musi działać szybko i radykalnie w obliczu słabości i braku zorganizowanej opozycji.
Trauma roku 1991. "Saddam tę rewoltę utopił we krwi"
Stanowcze zapowiedzi i słowa Donalda Trumpa dały przeciwnikom reżimu szansę na jego ostateczne zniesienie, ale irańskie społeczeństwo, masowo protestujące w przeszłości, wciąż waha się przed ostatecznym, powszechnym zrywem. Analityk wytłumaczył to głęboką historyczną traumą narodu.
– Jest wspomnienie czegoś takiego, co było w 1991 roku po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Wtedy George Bush nawoływał Irakijczyków do tego, by obalili Saddama - po czym ich nie wsparł. Saddam po prostu tę rewoltę utopił we krwi – przypomniał historyczny kontekst ekspert.
Ekspert zauważył, że choć obywatele szczerze i "bez żadnych wątpliwości" nienawidzą aktualnej władzy, na ulicach wciąż dominuje paraliżujące wyczekiwanie. System przetrwał w końcu prawie pół wieku i udowodnił bezwzględność. Jednocześnie analityk wskazał na słabość widoczną właśnie w stolicy.
– W 12-milionowym mieście, jakim jest Teheran, są bombardowania. Dojdzie do uroczystości pogrzebowych, na których raczej milionów ludzi nie będzie – zauważył gość. Przypomniał przy okazji, że dawniej reżim potrafił przymuszać całą budżetówkę do masowych, lojalnościowych spędów. – Teraz mamy problem, że akurat nie mogą takiej masy ludzkiej zebrać – wskazał Rakowski.
Kto trzyma naftę, ten trzyma władzę
Czy wewnątrz brutalnej dyktatury możliwa jest zdrada i przejście najwyższych decydentów na stronę zachodnią? Rozmówca WP nie ma złudzeń, że irański obóz władzy to struktura podzielona i pełna pęknięć. – Reżim nie jest jednolity, jest dużo frakcji. Te frakcje są wzajemnie ze sobą konkurujące, a nawet wręcz wrogie sobie w wielu różnych aspektach – tłumaczył analityk.
Kluczem do zrozumienia ewentualnego przewrotu lub pokojowej transformacji są jednak gigantyczne pieniądze i złoża surowców naturalnych. – Gospodarkę, ropę naftową i gaz trzymają właśnie irańscy Strażnicy Rewolucji. Donald Trump, żeby osiągnąć swój wymarzony cel, musi się dogadywać z ludźmi, którzy tą ropą zarządzają – argumentował ekspert. Jego zdaniem perspektywa zachowania majątków skusi nawet największych radykałów z Teheranu.
– Pamiętajmy o tym, że każdy chce żyć, członkowie reżimu również. A Iran ma takie bogactwa, że to życie może być jeszcze bardzo dobrym życiem – prognozował rozmówca WP oceniając, że z czasem Amerykanie zaczną po cichu otrzymywać lukratywne oferty współpracy.
Widmo wojny domowej i nieoczekiwane ciosy terrorystów
Najbardziej niepokojącym wątkiem debaty okazały się przewidywane scenariusze gigantycznej eskalacji w regionie. Brak twardej, zhierarchizowanej władzy wybudził z uśpienia niebezpieczne bojówki religijne. – Są fanatycy nie tylko w życiu politycznym, ale też i na ulicach. Mogą o sobie przypomnieć w najgorszy możliwy sposób, czyli jakimiś zamachami terrorystycznymi – ostrzegał analityk, przypominając, że zagraniczne ambasady i konsulaty (m.in. w Bagdadzie czy w Pakistanie) są już obecnie oblegane przez demonstrantów.
Rozmówca nawiązał również do szokujących nalotów i bombardowań Dubaju, których absolutnie nikt z zachodnich sojuszników nie potrafił wcześniej przewidzieć.
– Skala problemów w Iranie jest tak duża, że widmo wojny domowej jest całkowicie realne – stwierdził z całą stanowczością Paweł Rakowski. Dodał na koniec, że dogorywający system od lat rozrywają na strzępy mniejszości narodowe, z czego skwapliwie korzystają inne państwa.
– Iran jest krajem wielonarodowym. Izrael i inne kraje przez dekady wspierały separatystów, bo oni walczyli z reżimem ajatollahów – podsumował analityk.
Wskazał dodatkowo, że w zbrojne, antyreżimowe starcia masowo angażują się irańscy Kurdowie. – Kurdowie walczą, a wiadomo, że Turcja się zawsze bardzo interesuje sprawą irańskiego Kurdystanu – doprecyzował ekspert, dając jasno do zrozumienia, że nawet upadek znienawidzonego rządu wcale nie zagwarantuje szybkiego pokoju na Bliskim Wschodzie.
Mateusz Dolak, dziennikarz Wirtualnej Polski