Dyplomacja jest passé, witajcie w świecie dona Corleone [OPINIA]
Uderzenie w irański reżim mułłów, a także wcześniejsze usunięcie z urzędu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, to wyraźne sygnały płynące z Waszyngtonu w kierunku Moskwy i Pekinu. Metody bez mała mafijne: tak jak w słynnej scenie z "Ojca chrzestnego", kiedy pewien producent filmowy, który wcześniej obraził rodzinę Corleone, odkrył w swoim łóżku odrąbaną, zakrwawioną głowę konia
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Trudno wyobrazić sobie większe upokorzenie niż to, które spotkało duchowego przywódcę Iranu, jego najbliższą rodzinę, ministra obrony, dowódcę Korpusu Strażników Rewolucji i kilka innych ważnych figur tamtejszej dyktatury. Nagła egzekucja, dokonana rękoma imperialistów i syjonistów, Wielkiego i Małego Szatana.
Ali Chamenei i jego doradcy jeszcze kilka dni temu mieli usta pełne gróźb i buńczucznych frazesów. Jeszcze zanim potwierdzono "dekapitację" ajatollaha, jego generałowie zapowiadali srogi odwet i użycie przeciwko agresorom broni, której "świat jeszcze nie widział".
Prawda była jednak brutalna. Polityczna wierchuszka Republiki Islamskiej została starta z powierzchni ziemi wraz z budynkami, w których akurat - nieroztropnie - irańscy liderzy przebywali. Nikt nie podjął walki, Amerykanie i Izraelczycy zabawili się ze swoim przeciwnikiem jak kot z myszką. Buszowali w powietrzu i w cyberprzestrzeni. Irańczycy okazali się bezbronni: ślepi, głusi i kulawi. Zaczęli miotać rakietami bez ładu i składu, obsypując nimi niemal wszystkich sąsiadów i i mobilizując przeciwko sobie co najmniej kilka rozwścieczonych arabskich monarchii.
Chaos na międzynarodowym lotnisku. Utknęła tu ponad setka Polaków
Czy można sobie wyobrazić większe upokorzenie? Otóż chyba tak: gdyby się okazało, że jedną z 30 bomb, które spadły na rezydencję Chameneiego, zrzuciła pilotka, a nie pilot. Wprawdzie zabity przez niewiastę muzułmanin nie ma zamkniętych drzwi do raju (wbrew powszechnie panującej opinii), lecz byłby to fakt symboliczny. Głowa reżimu, od blisko 50 lat gnębiącego kobiety i planującego eksterminację "syjonistów", ścięta przez Żydówkę.
W ostatnich bombardowaniach irańskich celów, w czerwcu 2025 r., wzięły udział trzy pilotki i 16 nawigatorek. Teraz mogło być podobnie, tym bardziej, iż sobotni atak był największą taką operacją w historii izraelskiego lotnictwa (ponad 200 samolotów jednocześnie w powietrzu, 500 zniszczonych obiektów).
Jak stwierdził w jednym z wywiadów emerytowany generał Jack Keane, były zastępca dowódcy US Army i szef renomowanego Instytutu Badań nad Wojną, cała akcja została przeprowadzona "absolutnie perfekcyjnie" ("brilliantly executed"). Możemy wywracać oczami, słysząc kolejne przechwałki Donalda Trumpa, ale trudno z nim dyskutować, kiedy mówi o amerykańskich siłach zbrojnych, iż nie mają sobie równych w świecie. Możemy wyrażać (słusznie) oburzenie na zbrodnie wojenne popełniane przez IDF w Strefie Gazy, lecz musimy przyznać, iż mamy do czynienia - jak na tak mały kraj - z militarną potęgą. Możemy zastanawiać się, ile razy w ostatnich miesiącach rządy w Waszyngtonie i Jerozolimie naruszały prawo międzynarodowe, a jednocześnie uznać, że Trumpowi i Netanjahu udało się wyeliminować kilku szaleńców, którzy naprawdę stanowili zagrożenie, choćby pośrednie, dla całego świata (czy ostatecznie doprowadzi to do upadku irańskiej teokracji, tego jeszcze nie wiemy).
Owszem, żaden obraz nigdy nie jest czarno-biały. Dowiedzieliśmy się o trzech amerykańskich żołnierzach, którzy stracili życie. Trump w kolejnym publicznym wystąpieniu powiedział, iż ofiar może być więcej. Irańczykom udało się kilkakrotnie przebić przez systemy obrony powietrznej - prawdopodobnie skutecznie uderzyli np. w instalacje radarowe w bazie al-Udeid w Katarze. Rakiety Hezbollahu poleciały na izraelskie miasta położone nieopodal granicy z Libanem. Wreszcie, nie mamy odpowiedzi na pytanie, ile jeszcze ta wojna potrwa. Im dłużej, tym gorzej dla amerykańsko-izraelskiej koalicji.
Niemniej, pod względem wojskowym, koordynacja dowódców i wykonawców podwójnej misji, amerykańskiej "Epickiej furii" i izraelskiego "Ryku lwa", była zaiste imponująca. Operacyjnie i wywiadowczo duet USA-Izrael daleko uciekł potencjalnym, globalnym rywalom. Kreml może dziś potępiać "nieuzasadnioną agresję" na bratni kraj, z drugiej jednak strony prezydent Putin i jego przyboczni doskonale widzą kontrast między tym, co wydarzyło się w ciągu kilku godzin w Teheranie, a trwającą od czterech lat kompromitacją rosyjskiej armii na Ukrainie. Chińscy komuniści wymyślają slogany o "Ameryce uzależnionej od wojen", lecz także oni zdają sobie sprawę, że mimo ogromnych wysiłków i nakładów finansowych, mimo niewątpliwego postępu technologicznego w ostatnich latach, Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wciąż gra w drugiej lidze.
Uderzenie w islamską tyranię, wcześniejsze usunięcie z urzędu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, czy regularne, fizyczne "likwidowanie" przemytników narkotyków na Morzu Karaibskim, to również wyraźne sygnały płynące znad Potomacu w kierunku Moskwy i Pekinu. Metody bez mała mafijne: tak jak w słynnej scenie z "Ojca chrzestnego", kiedy pewien producent filmowy, który wcześniej obraził rodzinę Corleone, odkrył w swoim łóżku odrąbaną, zakrwawioną głowę konia.
Może powinniśmy się przyzwyczaić do nowych obyczajów w polityce zagranicznej, gdzie tradycyjna dyplomacja staje się passé, a jej miejsce zajmuje "dyplo-kapitacja".
Marek Magierowski, Wirtualna Polska
Analityk Wirtualnej Polski ds. geopolityki, dyrektor programu "Strategia dla Polski" w Instytucie Wolności, ambasador RP w Izraelu (2018-21) i Stanach Zjednoczonych (2021-24), były wiceminister spraw zagranicznych.