WP

Bieniuk, kontrowersyjny klub i ostre słowa prezydenta Sopotu

Przy okazji afery z udziałem byłego piłkarza Jarosława Bieniuka pojawia się wątek kontrowersyjnego miejsca "Zatoki Sztuki” w Sopocie. Władze miasta od jakiegoś czasu próbują wyrzucić dzierżawców klubu. Na razie bezskutecznie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jarosław Bieniuk ma dozór policyjny. Musi raz w tygodniu pojawiać się na komisariacie.
Jarosław Bieniuk ma dozór policyjny. Musi raz w tygodniu pojawiać się na komisariacie. (East News, Fot: Marcin Gadomski)
WP

Tydzień temu na sopockim komisariacie pojawił się były piłkarz, znany sportowiec Jarosław Bieniuk. Powód? Poważne oskarżenia o gwałt ze strony fotomodelki, bywalczyni sopockich klubów 28-letniej Sylwii Sz. Bieniuk został zatrzymany, spędził noc w policyjnej izbie zatrzymań. Po przesłuchaniu wyszedł, usłyszał zarzuty dotyczące "udzielenia substancji psychoaktywnej innym osobom”. W specjalnym oświadczeniu zaprzeczył, że miałby zgwałcić kobietę i zapewniał, że jest niewinny.

Prokuratorskie postępowanie trwa nadal, nikt do tej pory nie usłyszał zarzutów. Z zeznań świadków wynika, że oskarżenia kobiety mogą nie mieć pokrycia w rzeczywistości. A powiązania zmierzają do kontrowersyjnej "Zatoki Sztuki” w Sopocie.

Zatoka, ale czy sztuki

WP

Okazuje się, że Sylwia Sz. to fotomodelka, hostessa i była partnerka współtwórcy "Zatoki” Marcina T. Mężczyzna został oskarżony o współżycie seksualne z dziewczynkami poniżej 15 roku życia. Według śledczych, miał wykorzystać w ten sposób pięć dziewczyn. Sprawa była głośna z powodu innego oskarżonego – Krystiana W. ps. Krystek, który w przeszłości był pracownikiem "Zatoki Sztuki". On usłyszał 65 prokuratorskich zarzutów, w tym o 40 przeciw 33 nastolatkom.

Sylwia Sz. również pracowała w "Zatoce". Była tam hostessą.

W styczniu 2019 roku sopockie władze miasta wypowiedziały umowę dzierżawy "Zatoce", która miała obowiązywać do 2030 roku. - W założeniach "Zatoka Sztuki" była projektem bardzo dobrym dla Sopotu, ale projekt ten skończył się katastrofą, bo katastrofą było wykorzystywanie młodych osób – mówił wówczas prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Ostre słowa prezydenta

WP

W rozmowie z Wirtualną Polską prezydent Sopotu podtrzymuje swoje słowa.

- Od czasów nazizmu w Sopocie, czyli od II wojny światowej, nic gorszego w naszym mieście się nie przydarzyło niż działalność ludzi związanych z "Zatoką Sztuki". Osoby takie jak m.in.: Krystek krzywdziły i wykorzystywały młode dziewczęta. Wystarczy zobaczyć reklamę tego miejsca, w której młody yuppie zaczepia na imprezie w Dream Clubie dwie bardzo młodo wyglądające dziewczyny. Bawi się z nimi i budzą się razem w "Zatoce Sztuki" - mówi WP Jacek Karnowski.

Zobacz także: Nie ma zbrodni doskonałej. Kulisy pracy polskiej policji.

WP

- Kiedy miasto dawało zgodę na działalność "Zatoki", nic nie wskazywało na późniejsze wydarzenia. Przez pierwsze dwa lata odbywały się tam wernisaże, koncerty, a lokal funkcjonował normalnie. Później już było coraz gorzej. Pojawiły się pierwsze skargi dotyczące hałasu czy nielegalnych reklam alkoholu. Nie przypuszczałem, nawet mi to głowy nie przyszło, że pod płaszczykiem sztuki i działalności charytatywnej odbywa się tam stręczycielstwo i wręcz dochodziło do czynów pedofilskich. I to nie tylko w tym miejscu, ale także w innych klubach powiązanych z ludźmi z "Zatoki Sztuki" - dodaje Jacek Karnowski.

- Wypowiedzieliśmy umowę dzierżawcy. Ale z racji tego, że lokal nie został oddany nam dobrowolnie – będziemy dochodzić swoich racji w sądzie. Mam nadzieję, że przywrócimy to miejsce sztuce i kulturze, a przede wszystkim, że nie dojdzie już więcej do tak niewyobrażalnej ludzkiej krzywdy - mówi WP prezydent Sopotu.

Wszystko wskazuje, że sądowa batalia o odzyskanie miejsca może potrwać bardzo długo. Spółka zarządzająca "Zatoką Sztuki" - Art Invest nie ma zamiaru ustąpić.

WP

- W naszej ocenie zarzuty pod adresem "Zatoki Sztuki" nie są zasadne. Wedle mojej wiedzy nie dochodziło tu do żadnych przestępstw związanych ze sprawą Krystiana W. Nasi pracownicy nie byli nawet w tej sprawie przesłuchiwani, a prokuratura nie sprawdzała naszych pomieszczeń i nie prosiła nas o monitoring – mówił Leszek Grzymowicz, prezes spółki w rozmowie z portalem trójmiasto.pl Jego zdaniem, w ramach umowy z miastem spółka poniosła ogromne nakłady na remont budynku, sięgające nawet kilkunastu milionów złotych. - W naszej ocenie wypowiedzenie umowy jest niezgodne z prawem - mówił Grzymowicz.

Jak ustaliła WP, pismo z powództwem o wydanie nieruchomości ma trafić z sopockiego magistratu do sądu w najbliższym czasie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP