Atak na Adamowicza. Gdański dziennikarz o procesie Stefana W.

- Butny, niezbyt przejmujący się całą sytuacją, fan militariów - tak Stefana W. zapamiętał Piotr Weltrowski, dziennikarz Trójmiasto.pl. To on pięć lat temu relacjonował rozprawę sądową z udziałem mężczyzny, który w niedzielę zaatakował nożem Pawła Adamowicza.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Paweł Adamowicz dźgnięty nożem podczas finału WOŚP. Będzie oddawana krew dla prezydenta Gdańska
Paweł Adamowicz dźgnięty nożem podczas finału WOŚP. Będzie oddawana krew dla prezydenta Gdańska (Youtube.com)
WP

29 maja 2014 r. w Gdańsku Stefan W. został skazany na pięć i pół roku bezwzględnego więzienia za zorganizowanie i udział w czterech napadach na banki i kasy SKOK.

W ostatnim skoku pomagał mu Tobias Ł. W jego przypadku zastosowano nadzwyczajne złagodzenie kary – dostał rok i 10 miesięcy więzienia oraz zasądzono mu grzywnę w wysokości 2 tys. zł

- Można powiedzieć, że ta sprawa była wyjątkowa z kilku względów - mówi w rozmowie z WP Piotr Weltrowski, dziennikarz portalu Trójmiasto.pl.

WP

- Przede wszystkim Stefan W., który odpowiadał za cztery napady podchodził do sprawy bardzo poważnie. To nie były napady desperata. Dokładnie się do nich przygotowywał, do banków wchodził zamaskowany, a po samym napadzie wyrzucał ubrania, w których dokonywał skoku. Działał metodycznie: każdą część garderoby wyrzucał do innego kosza, w innym miejscu.

Już podczas procesu jego kompan relacjonował przed sądem, że Stefan W. miał plan, który zakładał łącznie dokonanie aż 10 napadów. Ostatni z nich miał być "skokiem życia". Stefan W. chciał napaść i obrabować kasyno.

Jak zachowywał się przed sądem napastnik, który w niedzielę 14 stycznia zadał prezydentowi Gdańska trzy ciosy nożem?

- Raczej butnie, nie było po nim widać specjalnej skruchy. To raczej jego kompan opowiadał o wszystkim, on wypowiadał się lakonicznie, półsłówkami. Natomiast właśnie z zeznań złożonych przez Tobiasa Ł. można było skonstruować obraz Stefana W. Był pewny siebie, nie krył się w swoim środowisku ze swoimi wyczynami, przechwalał się wręcz nimi - wspomina Weltrowski.

WP

Za zrabowane pieniądze Stefan W. m.in. grać w kasynie, ale też wyjechać na wakacje na Wyspy Kanaryjskie. Założył amatorską siłownię, w której trenował.

- Według zeznań znajomych był też miłośnikiem militariów. Lubił broń i znał się na niej - dodaje dziennikarz

Weltrowski mówi, że z całej sprawy najbardziej zapamiętał wyraźny kontrast między skruszonym Tobiasem Ł, a butnym i niezbyt przejmującym się całą sytuacją Stefanem W.

WP

Przypomnijmy: do ataku na Pawła Adamowicza doszło w niedzielę na Targu Węglowym w Gdańsku, tuż po godzinie 20.00 podczas finału WOŚP i "Światełka do nieba". Napastnik wbiegł na scenę i kilkakrotnie ugodził Adamowicza nożem. Po ataku mężczyzna został obezwładniony i zatrzymany. Nożownik krzyczał, że siedział w więzieniu za rządów Platformy Obywatelskiej.

Prezydent Gdańska był reanimowany, a potem operowany przez pięć godzin. Ok 2.30 w nocy lekarze przekazali, że pacjent żyje, ale jego stan jest bardzo ciężki i o jego życiu i zdrowiu zdecydują najbliższe godziny. Adamowiczowi przetoczono 41 jednostek krwi (jedna jednostka to prawie pół litra krwi). Pisaliśmy o tym TUTAJ.

WP
WP