W centrali Wojskowych Służb Informacyjnych
odnaleziono cenne precjoza, m.in. monety, pochodzące częściowo z
przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej, a częściowo z afery
"Żelazo" z lat PRL - poinformował rzecznik
wiceszefa MON Antoniego Macierewicza, Piotr Bączek.
Potwierdził tym samym doniesienia najnowszego tygodnika "Wprost",
który napisał, że w pancernym sejfie WSI ukryto "stos złotych
sztab, pióra z cennego kruszcu i biżuterię z brylantami". Według
tygodnika, jest to pozostałość po wywiadzie wojskowym PRL, a
dzieje jego zdobycia stanowią pilnie strzeżoną tajemnicę WSI.
Według Bączka, teraz biegli ocenią wartość znaleziska, które może
być warte co najmniej kilkaset tysięcy zł. Macierewicz chce, by
skarb stał się podstawą fundacji, która wspierałaby osoby
pokrzywdzone przez służby specjalne PRL.
Sprawa ta nie była przedmiotem doniesienia do prokuratury.
Fundusz Obrony Narodowej (FON) utworzono na mocy dekretu
prezydenta Ignacego Mościckiego z 9 kwietnia 1936 r. w celu
uzyskania dodatkowych środków na dozbrojenie armii. Gromadził
środki pochodzące ze sprzedaży nieruchomości państwa, dotacji
skarbu państwa oraz darów i zapisów osób prywatnych i instytucji.
Łącznie zgromadzono ok. 1 mld ówczesnych zł. W czasie II wojny
światowej zbiórkę na FON kontynuowano wśród Polonii amerykańskiej
i kanadyjskiej. W 1945 r. minister obrony rządu RP w Londynie
przeznaczył środki FON na pomoc dla byłych żołnierzy Armii
Krajowej i pozostałych po nich rodzin.
Funduszem zarządzał tzw. Komitet Trzech (gen. Stanisław Tatar,
pułkownicy Stanisław Nowicki i Marian Utnik), który w 1947 r.
podjął decyzję o przekazaniu darów w złocie i srebrze oraz reszty
pieniędzy do opanowanego przez komunistów kraju. Tu część FON
rozkradziono; część trafiła do komunistycznych dygnitarzy. Po 1989
r. wszczęto śledztwo w sprawie losów FON, ale umorzono je z braku
dowodów.
Akcję "Żelazo" prowadzili w latach 70. w Europie Zachodniej
Europie agenci wywiadu MSW, którzy przeniknęli do struktur
przestępczych i przez napady rabunkowe (podczas których zginęły
dwie osoby) zdobywali pieniądze, złoto, dzieła sztuki. Duża część
łupu trafiła do oficerów MSW zaangażowanych w akcję i
nadzorujących ją w kraju; część przedmiotów miała zostać
przywłaszczona przez członków ekipy Edwarda Gierka.
Afera wyszła na jaw w połowie lat 80., ale gen. Wojciech
Jaruzelski zdecydował się wtedy jedynie odsunąć członka Biura
Politycznego PZPR, 78-letniego dziś gen. Mirosława Milewskiego,
który w latach 70. był szefem wywiadu. Z "Żelazem" związani byli
trzej bracia Janoszowie: Jan, Mieczysław i Kazimierz, którzy
prowadzili przestępczą działalność w zamian za zapewnienie
bezkarności w
PRL oraz udział w łupach.
Śledztwo w tej sprawie wszczęto po 1989 r.; nawet na krótko
aresztowano Milewskiego, ale w końcu sprawę umorzono.
Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział
niedawno odtajnienie prokuratorskich materiałów afery "Żelazo".
Zdaniem historyka IPN Antoniego Dudka, to że cenne precjoza
odnaleziono w archiwach
WSI może być zaskoczeniem, "bo dlaczego
akurat tam, a nie na przykład w Narodowym Banku Polskim, czy w
Ministerstwie Finansów. Natomiast fakt ten nie dziwi, jeśli się
wie jaką rolę WSI odgrywały w Polsce po roku 1989".
Można być zaskoczonym na poziomie pewnych zasad, które
powinny obowiązywać, bo jest absurdem żeby akurat służby wojskowe
były depozytariuszem tego typu rzeczy, ale jak się zna
rzeczywistość po 1989 roku, to już to zaskoczenie jest mniejsze -
wyjaśnił Dudek.
Jak dodał, WSI były jedynymi służbami specjalnymi, które nie
przeszły żadnego procesu weryfikacji.
Właściwie poza zmianą nazwy
nic się tam nie zmieniło, więc skrywano tam rzeczy niewygodne dla
ludzi, którzy nie chcieli ujawnienia niektórych faktów z epoki
PRL. Teraz nagle pewne rzeczy w końcu zaczynają wychodzić, bo
doszło do likwidacji WSI - powiedział historyk.
(ak, js)