Bush powiedział, że rozumie, jak poważną rzeczą jest zmiana w konstytucji kraju, ale uzasadnia ją działalność niektórych liberalnych sądów i polityków, którzy wbrew miejscowym prawom i woli większości przyznają licencje małżeńskie parom gejów i lesbijek, lub zapowiadają, że będą to robić.
"Kilku sędziów i przedstawicieli lokalnych władz zamierza zmienić najbardziej fundamentalną instytucję naszej cywilizacji. W tak ważnej sprawie głos narodu musi być wysłuchany. Poczynania tych sądów pozostawiły społeczeństwu tylko jeden środek zaradczy - nasz kraj musi uchwalić poprawkę do konstytucji, aby chronić małżeństwo w Ameryce" - powiedział prezydent.
Podkreślił także, że małżeństwo powinno być zakorzenione w religii.
Bush wystąpił ze swą inicjatywą w odpowiedzi na śluby cywilne udzielane od dwóch tygodni parom homoseksualnym przez władze San Francisco w Kalifornii. Przydzielanie licencji małżeńskich parom tej samej płci zapowiedziały także władze jednego z okręgów w stanie Nowy Meksyk. Legalizację małżeństw homoseksualnych poparł także demokratyczny burmistrz Chicago Richard Daley oraz czołowi politycy w Nowym Jorku. Bliski prawnego uznania takich małżeństw jest także stan Massachussetts.
Zmiana konstytucji wymaga zgody co najmniej dwóch trzecich członków obu izb Kongresu i zatwierdzenia przez minimum trzy czwarte stanów USA. Jak na razie, kilkanaście stanów (na 50) zapowiada poparcie dla poprawki.
Rzecznicy homoseksualistów i lesbijek twierdzą, że ich prawo do małżeństwa wynika z konstytucyjnej zasady równości praw, która nie pozwala na dyskryminację ze względu na płeć.
Sprawa małżeństw homoseksualnych staje się jednym z czołowych wątków tegorocznej kampanii wyborczej. Kandydaci Demokratów do nominacji prezydenckiej, senatorowie John Kerry i John Edwards, wypowiadają się przeciw legalizacji małżeństw, ale popierają uznanie związków partnerskich osób tej samej płci (civil unions).