Wraca wojna o Caracale. Słowa francuskiej minister namieszały w Polsce

Francuskie ministerstwo obrony zaalarmowało, że ponad połowa Caracali - śmigłowców o zakup których zabiegała koalicja PO-PSL - nie lata, ponieważ ich naprawy są zbyt drogie. "Polska miałaby z tym jeszcze większe problemy" - zapewnia WP dr Michał Fiszer, major rezerwy i były pilot wojskowy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wraca debata specjalistów nt. zamówienia wartego ponad 13 mld zł.
Wraca debata specjalistów nt. zamówienia wartego ponad 13 mld zł. (Wikimedia Commons CC BY-SA)

Szefowa francuskiego ministerstwa obrony Florence Parly przyznała, że w tej chwili dobrze funkcjonuje tylko niecała jedna czwarta posiadanych przez francuską armię Caracali, czyli śmigłowców, które chciała kupić od firmy Airbus Helicopters koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. "Koszt godziny lotu tym śmigłowcem praktycznie się podwoił, z 19 tys. euro w 2012 roku do 34 tys. euro w roku 2016" - dodała Florence.

Siemoniak: pani minister nie oceniła, że Caracale są złe i się psują

Przypomnijmy, że po zmianie władzy, szef MON Antonii Macierewicz zdecydował o wycofaniu Polski z zakupu Caracali. Twierdził wtedy, że śmigłowce te "nie spełniają co najmniej ośmiu parametrów technicznych" oraz dodawał: "To nie strona polska zerwała negocjacje, a strona francuska nie przedstawiła satysfakcjonujących propozycji".

Wartość zamówienia miała wynosić 13,5 mld zł. Pojawia się więc pytanie, czy w przypadku dotrzymania umowy, nie musielibyśmy pokrywać teraz ogromnych kosztów napraw tego sprzętu? - Zacznijmy od tego, że pani minister nie oceniła, że Caracale są złe i się psują, tylko podrożało ich serwisowanie - mówi WP Tomasz Siemoniak (PO), były minister obrony. Polityk podkreśla, że w całej sprawie chodzi wyłącznie o konflikt między wojskiem, które chce wydać jak najmniej pieniędzy, a firmą Airbus, która podnosi ceny serwisowania.

Zobacz także: Black Hawk czy Caracal - który śmigłowiec jest lepszy?

- W polskim przetargu na śmigłowce wielozadaniowe, od wszystkich oferentów wymagaliśmy serwisu w Wojskowych Zakładach Lotniczych w Łodzi - ocenia Siemoniak. Jak dodaje, takie rozwiązanie miało mieć na celu uniknięcie nagminnej w tej branży gry cenami serwisu i zabezpieczyć interesy państwa.

Fiszer: zakup Caracali oznaczałby, że mielibyśmy jeszcze większe problemy

- Nie chcę nic ujmować zakładowi w Łodzi, ale jeśli ktoś tam był, to wie, że są to 2 hangary obsługowe, 2 małe budynki biurowe, narzędziownie, kilka magazynów, podstacja i tyle. Ten zakład miał zawsze wysoce wykwalifikowaną załogę, która świetnie radziła sobie ze śmigłowcami produkcji radzieckiej. Ale generalnie zakład jest nastawiony na remonty mechaniczne - ocenia w rozmowie z WP Michał Fiszer. - Jeśli chodzi np. o awionikę, muszą odsyłać części do innych zakładów. Nie remontują też silników, a przesyłają je do naprawy w Warszawie. W przypadku Caracali, problemy, które nagle pojawiłyby się im na głowie, zapewne by ich przerosły - dodaje ekspert. Dla zobrazowania jak niewielki jest to zakład podaje też statystyki: "Łódź zatrudnia około 400 pracowników, podczas gdy zakłady w Świdniku 3 tys., w tym niemal 650 inżynierów".

Zobacz także: Śmigłowiec Caracal zaliczył testy w Polsce

Punktuje również, dlaczego jego zdaniem, Caracal nie byłby dobrym zakupem dla polskiej armii. W tym miejscu wskazuje dwa powody: awaryjność tego modelu oraz zupełnie inne potrzeby naszego wojska. - Największym problemem Caracali jest to, że są przeładowane elektroniką. Nic więc dziwnego, że Francuzi mają od pewnego czasu problem z ich niezawodnością. Zakup Caracali oznaczałby, że mielibyśmy jeszcze większe problemy, bo mamy jeszcze mniej pieniędzy - stwierdza.

Jeden model dla rożnych rodzajów wojsk to nie rozwiązanie

Drugi argument odrzucający zakup Caracali dotyczy rzeczywistych potrzeb wojska. Zdaniem Fiszera, głównym odbiorcą tych śmigłowców miała być 25. Brygada, która ma zupełnie inne potrzeby, niż np. Marynarka Wojenna. Podczas gdy ci pierwsi liczyli na duże maszyny, ci drudzy chcieli małych, mogących lądować na pokładach okrętów. - Wyszło więc na Caracal i to bez rampy tylnej, co było krokiem w tył, jeśli chodzi o brygadę jako głównego użytkownika. Osobiście nie podoba mi się dziś wiele działań MON (na którego czele stoi Macierewicz - red.), ale wzięcie oddzielnej klasy śmigłowców dla marynarki i brygady, uważam za wyjątkowo dobre posunięcie. Kupienie jednego typu do różnego rodzaju zadań to był bardzo zły pomysł - przyznaje.

Mimo wstępnych ustaleń poprzedniej ekipy rządzącej, w październiku 2016 r. ministerstwo rozwoju poinformowało, że "Polska uznaje za zakończone negocjacje umowy offsetowej" w sprawie Caracali. Jak podano, kontrahent nie przedstawił oferty "zabezpieczającej w należyty sposób interes ekonomiczny i bezpieczeństwo państwa polskiego". W odpowiedzi na ten ruch, Pałac Elizejski podał, że prezydent Francji Francois Hollande odwołuje planowaną wizytę w Polsce.

Polub WP Wiadomości