Ukraińscy droniarze "rozbili" kolumnę NATO na ćwiczeniach. Nauczka dla Polski z tej historii
Ukraińscy operatorzy dronów powinni być zapraszani do Polski, aby zwiększyć realizm prowadzonych ćwiczeń wojskowych - uważa płk rez. Piotr Lewandowski, weteran operacji w Iraku i Afganistanie. W ten sposób odnosi się do epizodu ćwiczeń w Estonii, które według doniesień "The Wall Street Journal" miały wykazać, że wojska NATO poniosłyby dotkliwe straty w starciu z dronami.
Nie milknie dyskusja po publikacji amerykańskiego dziennika na temat przygotowań państw Sojuszu do nowego rodzaju walki - wojny dronowej. Jako przykład wskazano epizod z ćwiczeń Hedgehog przeprowadzonych w Estonii. Około stu żołnierzy, wśród których byli operatorzy bezzałogowców z Ukrainy, podczas symulacji zaatakowało kolumnę pojazdów. Droniarze mieli trafić 17 pojazdów opancerzonych i przeprowadzić dodatkowo około 30 ataków na inne cele w ciągu kilkunastu godzin.
Jeden z obserwatorów miał podsumować przebieg ćwiczeń słowami: "Jesteśmy skończeni". Oddziały NATO okazały się łatwym celem. Żołnierze nie stosowali odpowiedniego maskowania, parkowali ciężki sprzęt bez osłony i rozbijali namioty w sposób ułatwiający ich wykrycie.
Zdaniem płk. Piotra Lewandowskiego opisane wydarzenia pokazują, że konieczne są zmiany zarówno w doktrynie użycia wojsk lądowych NATO, jak i w systemach szkolenia.
- Wojna w Ukrainie całkowicie zmieniła obraz współczesnego pola walki, a doświadczenia frontowe jednoznacznie wskazują na rosnącą rolę bezzałogowców. Jak podkreśla, przewaga dronów ujawnia się szczególnie wtedy, gdy przeciwnik ignoruje to zagrożenie - komentuje dla WP płk rez. Piotr Lewandowski.
- Siły ukraińskie, jak i rosyjskie wykorzystują dziś wyspecjalizowane zespoły operatorów dronów, które działają w sposób zorganizowany i skoordynowany z innymi rodzajami wojsk. Typy zagrożenia muszą być uwzględnione w doktrynach wojskowych oraz systemach szkoleniowych państw NATO - dodaje.
Ukraiński wojskowy: "Nie chodziło o pokonanie NATO"
Jednocześnie Lewandowski studzi alarmistyczne interpretacje wyników ćwiczeń. Jego zdaniem, epizod nie oznacza, że ciężki sprzęt, taki jak czołgi czy transportery opancerzone, jest skazany na zniszczenie. Pokazuje natomiast, że współczesne działania bojowe muszą być prowadzone inaczej – z uwzględnieniem zagrożeń ze strony dronów oraz przy wsparciu systemów walki radioelektronicznej, artylerii czy lotnictwa. Podkreśla, że ćwiczenia – szczególnie te międzynarodowe – często organizowane są w sposób, który zakłada ograniczone zdolności przeciwnika, tak aby wszystko się udało.
Z kolei ukraińskie media, jak serwis Ukraine Defence, przytaczają teraz wypowiedź ukraińskiego operatora dronów. Po ćwiczeniu w Estonii powiedział on: "Główne zagrożenie na dzisiejszym polu bitwy pochodzi z nieba. Tu nie chodziło o 'pokonanie NATO'. To był kontrolowany scenariusz pokazujący, jak wojna dronów zmienia współczesną walkę, a Ukraina podzieliła się prawdziwym doświadczeniem z pola bitwy zdobytym podczas wojny na pełną skalę" - skomentował.
Polska armia nie nadąża?
W ocenie płk. rez. Piotra Lewandowskiego problem ma charakter systemowy i dotyczy samych podstaw szkolenia wojskowego. Jak wskazuje, za przygotowanie i aktualizację zasad prowadzenia działań bojowych odpowiada m.in. Centrum Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy.
- Obecna doktryna użycia wojsk lądowych nie jest adekwatna do wymogów współczesnego pola walki. Ale my nadal w szkołach i na akademiach wojskowych uczymy według starych doktryn, czyli produkujemy oficerów według założeń, które powstały dwie dekady temu - komentuje płk rez. Piotr Lewandowski, który jest również wojskowym instruktorem i wykładowcą.
Wskazuje, że rosyjska armia błyskawicznie przekłada porażki ponoszone w Ukrainie na wnioski szkoleniowe. Według Lewandowskiego w trakcie wojny opracowano około 200 instrukcji dotyczących pola walki, które na bieżąco zmieniają zasady po działaniach sił rosyjskich.
Wirtualna Polska skontaktowała się z przedstawicielami Centrum Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych, pytając, czy planowane są zmiany w taktyce działań wojska uwzględniające zagrożenia ze strony dronów. Jeden z wojskowych odpowiedział jedynie: "ogólnie rzecz biorąc, doktryny podlegają ciągłemu procesowi aktualizacji". Wskazał przy tym, że szczegółowych informacji mógłby ewentualnie udzielić Sztab Generalny, po czym zakończył rozmowę.
Polskie manewry pod ostrzałem krytyki
To nie pierwsza dyskusja o wpływie dronów na taktykę polskiej armii. W październiku na poligonie w Orzyszu rozegrano się ćwiczenia 1. Warszawskiej Brygady Pancernej. W manewrach pod kryptonimem "Lampart 25" uczestniczyło blisko tysiąc żołnierzy oraz około 200 jednostek sprzętu, w tym czołgi Abrams, a także bezzałogowce. Również zwracano uwagę, że ćwiczenie odbywało się w warunkach, jakby drony nie stanowiły realnego zagrożenia.
Nagrania przedstawiające konwój czołgów szybko wywołały falę komentarzy użytkowników mediów społecznościowych, którzy wskazywali, że pojazdy nie mają osłon antydronowych - elementu, który na ukraińskim teatrze działań stał się standardem ze względu na zagrożenie atakami bezzałogowców. Rzecznik brygady tłumaczył, że w scenariuszu ćwiczeń biorą udział oddziały dronowe, jednak armia nie chce ujawniać szczegółów i kulis rzeczywistych manewrów.
Niedawno opisywaliśmy również, jak Rosja testuje nową taktykę w potencjalnym starciu z siłami NATO. Podczas manewrów "Zapad-2025" sprawdzano scenariusze zakładające masowe wykorzystanie dronów na polu walki, które miałyby paraliżować działania wojsk pancernych.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski