Tusk w Berlinie na rozmowach ws. Ukrainy. Były dyplomata wskazuje dwie kluczowe kwestie
Szczyt europejskich przywódców w Berlinie poświęcony perspektywom końca wojny w Ukrainie, może zakończyć się bez przełomu. - Oby było inaczej, ale finał tego spotkania może oznaczać przekłucie balonu dobrych chęci - komentuje dla WP Jan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie. Zwraca uwagę, że kluczowe dla Ukrainy kwestie, czyli finansowanie budżetu oraz gwarancje bezpieczeństwa, wciąż dzielą europejskich partnerów.
W poniedziałek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski został przyjęty w Berlinie przez kanclerza Niemiec Friedricha Merza. W planach były także rozmowy z kilkoma europejskimi przywódcami, wśród których jest premier Donald Tusk. Spotkanie odbywa się w momencie intensywnych dyskusji na temat możliwego porozumienia pokojowego i dalszego wsparcia dla walczącej z rosyjską agresją Ukrainy.
W niedzielę Wołodymyr Zełenski powiedział reporterom, że każdy plan będzie zakładał ustępstwa, ale Ukraina potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA i Europy, podobnych do Artykułu 5. NATO o wzajemnej pomocy.
- Mówimy o dwustronnych gwarancjach bezpieczeństwa między Ukrainą i USA - mianowicie o gwarancjach podobnych do Artykułu 5. - a także o gwarancjach bezpieczeństwa ze strony naszych europejskich partnerów i innych krajów, takich jak Kanada, Japonia i inne - podkreślił prezydent Ukrainy.
Kto da gwarancje bezpieczeństwa Ukrainie? Bez jednomyślności
Jan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie, zaznacza, że na obecnym etapie kluczowe dla Kijowa pozostają dwie kwestie: realne gwarancje bezpieczeństwa oraz stabilne finansowanie ukraińskiego budżetu w czasie wojny. - W obu tych sprawach nie ma dziś jednomyślności wśród krajów europejskich. To zasadniczy problem, który ogranicza pole manewru - ocenia były dyplomata.
Rozmówca WP zwraca uwagę na przykład Finlandii, która na początku grudnia zdystansowała się wobec proponowanych w amerykańskim planie pokojowym gwarancji bezpieczeństwa udzielanych przez grupę państw. Premier Petteri Orpo jasno zadeklarował, że Helsinki nie są gotowe na zobowiązania na wzór NATO.
"Istnieje znacząca różnica między gwarancjami a umowami. Nie jesteśmy gotowi oferować gwarancji", powiedział Orpo. Jego wypowiedź była reakcją na doniesienia o wycieku projektu amerykańskiej umowy, zawierającej zapisy inspirowane Artykułem 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.
Zdaniem Jana Piekły dobrze, że po wielu tygodniach względnej nieobecności Polska wraca do grona państw, w których prowadzone są kluczowe uzgodnienia. - Jestem jednak ciekaw, co premier Donald Tusk miałby dziś realnie do zaoferowania, bo to są tematy bardzo niewygodne z punktu widzenia krajowej polityki - zaznacza.
Jak dodaje, trudno mu sobie wyobrazić, jak miałyby wyglądać konkretne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. - Największym gwarantem byłaby deklaracja NATO jako całości, a na taką wolę - jak się wydaje - nie ma dziś zgody – mówi.
Były ambasador przypomina również stanowisko Warszawy w sprawie ewentualnego kontyngentu pokojowego. Polska jasno zadeklarowała, że bez zgody NATO polscy żołnierze nie będą angażowani w zabezpieczanie pokoju na Ukrainie. - I znowu wracamy do punktu wyjścia: bez decyzji całego Sojuszu nie ma realnych gwarancji - podkreśla Piekło.
Wojna w Ukrainie. Pieniądze jako realna gwarancja bezpieczeństwa
Pod koniec listopada portal Axios opublikował pełny tekst amerykańskiego projektu gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Według serwisu dokument został przekazany stronie ukraińskiej wraz z projektem 28-punktowego planu pokojowego. W jednym z kluczowych zapisów czytamy, że państwa NATO - w tym Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Polska i Finlandia - potwierdzają, iż bezpieczeństwo Ukrainy jest integralnym elementem stabilności Europy i zobowiązują się do wspólnego działania ze Stanami Zjednoczonymi w odpowiedzi na każde poważne naruszenie.
Piekło zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden, jego zdaniem fundamentalny problem. - Największą tragedią jest dziś kwestia zabezpieczenia pieniędzy dla budżetu Ukrainy. Chodzi o zamrożone środki Federacji Rosyjskiej - wskazuje. Jak przypomina, wielokrotnie zapowiadano stworzenie formuły, która pozwoliłaby wykorzystać te fundusze, m.in. w formie pożyczek.
- Za każdym razem okazuje się jednak, że nie bardzo się da. A bez tych pieniędzy Europa nie jest w stanie stworzyć żadnego precyzyjnego planu pomocy Ukrainie - ocenia.
W jego opinii brak porozumienia w sprawie środków finansowych jest najlepszym dowodem na ograniczenia europejskich inicjatyw. - Te pieniądze same w sobie są formą gwarancji bezpieczeństwa. Tymczasem nie ma ich, bo nie można się dogadać - czy to z powodu oporu Belgii, czy - jak się teraz wydaje - Włoch. Bez wspólnie wypracowanej formuły nic z tego nie wyjdzie. I znowu skończy się na przekłutym balonie dobrych chęci - podsumowuje były ambasador RP w Ukrainie.
Niedawno opisywaliśmy, że projekt budżetu Ukrainy na 2026 rok zakłada rekordowe 27 proc. PKB na obronę i bezpieczeństwo (dane Ministerstwa Finansów Ukrainy). Obejmuje to przede wszystkim wydatki na utrzymanie armii oraz zakup uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Część obronna budżetu ma wynieść ponad dwa biliony hrywien, co w przeliczeniu na złotówki odpowiada około 243 mld zł. Jednocześnie zapisano, że w 2026 roku Ukraina będzie potrzebować około 60 mld euro wsparcia zewnętrznego, które - według resortu finansów - ma pochodzić m.in. z Banku Światowego, UE, Wielkiej Brytanii, MFW oraz państw G7.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski