Trwa ładowanie...

Sprawa wróżki i znachorki, która wyłudziła ok. 550 tys. zł. Prokurator chce 4 lat więzienia. Obrońcy chcą uniewinnienia: to "drakońska" kara" i "proces o czary"

• Prokurator chce kary 4 lat więzienia i naprawienia szkody dla rzekomej wróżki
• Wyłudziła 550 tys. zł od kobiety obawiającej się o zdrowie swoich dzieci
• Prokuratura: kobieta użyła wobec pokrzywdzonej metody manipulacji i zastraszała ją
• Obrońcy chcą uniewinnienia: to "drakońska" kara" i "proces o czary"

Share
Sprawa wróżki i znachorki, która wyłudziła ok. 550 tys. zł. Prokurator chce 4 lat więzienia. Obrońcy chcą uniewinnienia: to "drakońska" kara" i "proces o czary"
Źródło: WP
dgn7fwl

Kary 4 lat więzienia i zobowiązania do naprawienia szkody zażądała w piątek prokuratura w procesie kobiety oskarżonej o to, że podając się za wróżkę i znachorkę, wyłudziła ok. 550 tys. zł. Wyrok Sąd Okręgowy w Białymstoku ma ogłosić 24 marca.

Według prokuratury w Sokółce (Podlaskie), oskarżona przez trzynaście miesięcy w latach 2011-2012, wprowadzając w błąd kobietę obawiającą się o zdrowie swoich dzieci, przekonywała ją do przekazywania pieniędzy w zamian za swoje usługi.

dgn7fwl

Jak opisała prokuratura, "za pomocą wprowadzenia w błąd, co do możliwości oddziaływania na jej dzieci, to jest wzbudzając u pokrzywdzonej przeświadczenie, że jej dzieciom grozi niebezpieczeństwo w postaci chorób i że jest w stanie uchronić je przed chorobami, w tym nowotworowymi, skłoniła ją do niekorzystnego rozporządzenia mieniem".

Według aktu oskarżenia, najpierw były to kwoty 100-200 zł za wizytę, potem po kilkanaście tysięcy złotych, ale na koniec kobieta nosiła się nawet z zamiarem wzięcia znacznego kredytu pod zastaw domu.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożył na komendzie policji w Sokółce mąż kobiety, która znachorce przekazywała pieniądze. Zgłosił kradzież, nie wiedział bowiem, że pieniądze z działalności wspólnie prowadzonej firmy bierze żona. Gdy to zrobił, małżonka - żeby móc nadal płacić znachorce - sięgnęła po kredyty bankowe i zaczęła zapożyczać się u krewnych.

Przez cały proces oskarżona do zarzutów nie przyznała się; twierdziła, że nigdy nie podawała się za wróżkę czy znachorkę i nie oferowała swoich usług za pieniądze, a jedyne co robiła, to układała karciane pasjanse, za co można było jej złożyć dobrowolne datki.

dgn7fwl

Utrzymywać się miała przede wszystkim z wygranych w totolotka i wsparcia rodziny, zaś pieniądze od pokrzywdzonej kobiety (sama oskarżona mówiła, że to było 36-37 tys. zł) dostała na przechowanie i zwróciła.

"Trzeba naprawdę dużo dobrej woli, by w wyjaśnieniach oskarżonej znaleźć choćby cień logiki, cień realizmu" - powiedziała w mowie końcowej prok. Ewa Nowicka-Sztachelska z Prokuratury Rejonowej w Sokółce.

Prokuratura uważa bowiem, że kobieta użyła wobec pokrzywdzonej metody manipulacji i zastraszała ją, grożąc poważnymi chorobami dzieci, wykorzystała jej cechy niedojrzałej osobowości, działała z premedytacją przez dłuższy czas, by - za wszelką cenę i w łatwy sposób - zdobyć jak największe pieniądze.

"Manipulacja, to wywieranie wpływu na osobę, by nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora" - mówiła prok. Nowicka-Sztachelska. Za jedyny argument na korzyść oskarżonej uznała jej dotychczasową niekaralność.

dgn7fwl

Dlatego prokuratura chce w tym procesie kary 4 lat więzienia bez zawieszenia, a także obowiązku naprawienia szkody. Jej wniosek poparli pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych, czyli poszkodowanej kobiety i jej męża.

Obrońcy wnioskują o uniewinnienie. "Od 30 lat wykonuję ten zawód i, prawdę powiedziawszy, nigdy nie spotkałem się z procesem o czary" - mówił mec. Grzegorz Kucharski. Karę, o którą wnioskuje prokuratura określił jako "drakońską".

Mówił, że współcześnie "czary" nazywane są wróżbiarstwem i są dozwoloną formą działalności. Przedstawiał dane (źródła nie podał), według których w Polsce jest 200 tys. podmiotów zajmujących się wróżbiarstwem, a zyski z tego rocznie, to 2 mld zł.

Przyznał, że oskarżona zajmowała się wróżbiarstwem i przywoływał zeznania świadków - osób, które przychodziły do niej "po pomoc". "Te osoby były zadowolone z jej działalności" - dodał mec. Kucharski zaznaczając, że "ci ludzie, którzy nawet wpłacali jakiekolwiek kwoty, nigdy nie żądali zwrotu".

dgn7fwl

Mówił, że nie ma dowodów, poza zeznaniami męża pokrzywdzonej, iż do oskarżonej trafiły pieniądze w tak dużej kwocie, o jakiej mowa w akcie oskarżenia. Pytał przy tym, gdzie w takim razie - jeśli rzeczywiście były to takie pieniądze - "są zewnętrzne znamiona bogactwa".

"Kwota 550 tys. zł pozwala na dostatnie życie, zapewne, przy skromnym wydawaniu tych pieniędzy, przez wiele, wiele lat. Tego w ogóle nie ustalono w śledztwie" - dodał obrońca. Pytał przy tym, dlaczego w przypadku innych osób oskarżona brała kwoty rzędu kilkuset złotych, a w tym przypadku "miałaby wziąć tak astronomiczną kwotę". "Trudno mi sobie wyobrazić, że tego typu sytuacja miała rzeczywiście miejsce" - dodał mec. Kucharski.

Drugi z obrońców, mec. Piotr Szczerba przywoływał zeznania pokrzywdzonych, w których pojawiały się różne kwoty. Chodziło przede wszystkim o to, jaka kwota ostatecznie zniknęła z domowego sejfu. On także mówił, że nie ma dowodów, które wskazywałyby, jakie to były pieniądze.

dgn7fwl

Podziel się opinią

Share
dgn7fwl
dgn7fwl
Więcej tematów