Skandaliczna aukcja w Niemczech. Wiemy, co zrobi polski rząd
Polski rząd nie będzie oczekiwał zmiany ambasadora Niemiec w Polsce. Nie zamierza go także "wzywać na dywanik" - potwierdza Wirtualnej Polsce rzecznik MSZ. Sprawa ma związek z kontrowersyjnymi wpisami ambasadora Miguela Bergera oraz skandaliczną działalnością domu aukcyjnego w niemieckim Neuss.
- Dzięki działaniom polskiej dyplomacji aukcja się nie odbyła. To efekt m.in. rozmowy ministra Radosława Sikorskiego ze swoim odpowiednikiem w Niemczech. W związku z tą sprawą nie widzimy potrzeby wzywania ambasadora niemieckiego do siedziby MSZ - przekazuje Wirtualnej Polsce rzecznik MSZ Maciej Wiewiór.
- Aukcja została zablokowana. Działanie było bardzo precyzyjne i stanowcze. W tym rozmowa z szefem niemieckiej dyplomacji - podkreśla wiceszef MSZ Marcin Bosacki. Po szczegóły odsyła do resortu.
Ministerstwo wystąpi o zagrabione przedmioty
Jak się dowiadujemy, ambasada Polski w Berlinie oraz polskie służby dyplomatyczne zajmują się ustalaniem, w jaki sposób przedmioty znalazły się na aukcji i kto do tego doprowadził. Polski rząd - a właściwie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego - ma wystąpić do Niemiec o to, by odzyskać zagrabione dobra kultury, pochodzące z terenu Polski z czasów II wojny światowej.
Sikorski w wyborach partyjnych? Poseł KO: Miałby duże poparcie
Uzyskaliśmy potwierdzenie w resorcie. - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego było w stałym kontakcie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Tak bulwersująca sprawa wymaga szybkich reakcji i skuteczności, możliwych jedynie w ramach międzyresortowej koordynacji działań - podkreśla w rozmowie z Wirtualną Polską rzecznik MKiDN Piotr Jędrzejowski. I informuje nas o konkretnych działaniach.
- Resort kultury wystosował pismo do ambasadora Polski w Berlinie - pana Jana Tombińskiego - z prośbą o natychmiastowe podjęcie wszelkich działań, zmierzających do wstrzymania aukcji. W piśmie tym informowaliśmy ambasadora, że ministerstwo natychmiast podejmie działania, które pozwolą wyjaśnić proweniencję tych obiektów, jednak najważniejszym zadaniem w tej chwili jest niedopuszczenie do ich sprzedaży. Współpraca resortu kultury z MSZ oraz interwencja ambasadora w porozumieniu z właściwymi instytucjami na miejscu doprowadziły do anulowania aukcji - mówi rzecznik.
Jak wyjaśnia MKiDN, resort pozostaje w stałym kontakcie z ambasadorem, który pozyskuje od domu aukcyjnego szczegółowe informacje o wystawionych obiektach.
"Na podstawie tych informacji ministerstwo ustali ich pochodzenie i tożsamość. Wystąpimy o zwrot wszystkich obiektów, które powinny wrócić do Polski. Własnością Skarbu Państwa są te obiekty, które były wyposażeniem lub częścią dokumentacji obozu oraz te, które zostały z kraju wywiezione nielegalnie" - poinformowano.
Z resortu słyszymy, że "wszystkie świadectwa i dokumenty wystawione przez Dom Aukcyjny Felzmann zostaną zbadane indywidualnie".
- W tak oburzających przypadkach bardzo ważna jest szybka reakcja instytucji, społeczności, władz krajowych i międzynarodowych. Ważne, żeby tę sytuację wykorzystać do dyskusji o szczególnym charakterze świadectw wojennych oraz moralnym wymiarze handlu tymi świadectwami - mówi nam rzecznik Jędrzejowski.
MSZ: nie chcemy podgrzewać atmosfery
Oczekiwania rządu są jasne. To, że polskie władze powinny zażądać od Niemiec zwrotu zagrabionych dóbr kultury, potwierdził w Radiu Zet wicepremier Krzysztof Gawkowski. Jak zapewnił: - Polskie państwo będzie reagowało.
Czy zareaguje również na wpisy ambasadora Niemiec, który starł się w polemice na portalu X z europosłem PiS Arkadiuszem Mularczykiem?
- Nie będziemy się odnosić do wymiany wpisów między ambasadorem a posłem Mularczykiem. Nie chcemy podgrzewać atmosfery, bo to niczemu nie służy. Niemcy zostali poinformowani o naszych oczekiwaniach, również, jeśli chodzi o zadośćuczynienie (dla poszkodowanych na skutek II wojny światowej - przyp. red.). A druga strona sporu w Polsce (czyli PiS - red.) próbuje temat rozgrywać politycznie. My wolimy robić, a nie spierać się na X - przekazuje Wirtualnej Polsce rzecznik MSZ.
"Szanowny Panie Ambasadorze, chętnie przekażę Panu osobiście Raport o stratach wojennych - dokument jasno ukazujący skalę zniszczeń oraz nierozliczony dług Niemiec wobec Polski. Jest to kluczowy element zrozumienia, jakie kroki są niezbędne po stronie Niemiec, aby budować prawdziwe, partnerskie i odpowiedzialne relacje polsko- niemieckie" - napisał europoseł Mularczyk, zwracając się do Bergera.
Ambasador Niemiec nie pozostawił komentarza Mularczyka bez odpowiedzi. Wprost nazwał działalność polityka PiS jako "dzielącą", co jego zdaniem - rzekomo - pomaga Putinowi.
"Szanowny panie pośle, myli się pan sądząc, że pański 'raport' i pański aktywizm będą kształtować przyszłość naszych relacji. Ciągłe podziały kreowane przez ludzi takich jak pan, pomagają jedynie Putinowi" - odpowiedział Arkadiuszowi Mularczykowi ambasador Berger.
Wpis ten wielu w Polsce uznało za skandaliczny.
Ostra reakcja polskiej opozycji
Mularczyk twierdzi, że polski rząd - starając się przekonać stronę niemiecką - powinien doprowadzić do zmiany ambasadora Niemiec w Polsce. - Rządzący nie powinni mu podać ręki - stwierdził poseł PiS w Polskim Radiu.
Taki sam przekaz mają inni przedstawiciele PiS.
- Powinniśmy stwierdzić, że obecność ambasadora Niemiec, tego jegomościa, jest w Polsce źle widziana, powinniśmy go odesłać. Powinniśmy go odesłać do Berlina - powiedział szef klubu PiS Mariusz Błaszczak w "Porannej rozmowie" RMF FM.
Pogląd ten podzielają konfederaci. - Przede wszystkim Niemcy mają problem z szacunkiem dla ofiar II wojny światowej, dla ofiar Holokaustu, no bo to, co się wydarzyło, propozycja, żeby handlować przedmiotami, które należały do ofiar obozów koncentracyjnych, jest po prostu przerażające. Te przedmioty nie powinny być przedmiotem aukcji w domu aukcyjnym, powinny wrócić do Polski, znaleźć godne miejsce w muzeum, być może innych miejscach, które są do tego delegowane - powiedziała Anna Bryłka w Polskim Radiu 24.
Jak stwierdziła: - Ja na pewno mam trochę żalu do polskiego MSZ za to, że ta reakcja była bardzo późno. Ja wiem, że ta informacja pojawiła się w przestrzeni publicznej jakoś w sobotę, to nie zwalnia rządu z pracy w weekend. Powinna być od razu interwencja polskiego ambasadora w Niemczech.
Rządzący w rozmowach z WP przekonują, że zareagowali bardzo szybko i stanowczo. Nie chcą jednak na tym etapie podgrzewać nastrojów.
Jakie są ustalenia międzyrządowe?
Temat odszkodowań dla ofiar II wojny światowej jest cały czas przedmiotem rozmów polskiego rządu ze stroną niemiecką. Zapowiedź wsparcia dla żyjących jeszcze Polaków poszkodowanych w II wojnie światowej padła podczas pierwszych od 2018 r. polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych, do których doszło na początku lipca ub.r., jednak szczegóły tej pomocy pozostały niesprecyzowane.
3 października 2022 r. minister spraw zagranicznych w rządzie PiS Zbigniew Rau podpisał notę dyplomatyczną do strony niemieckiej, dotyczącą odszkodowań wojennych. Polska domagała się w niej m.in. odszkodowania za straty materialne i niematerialne w wysokości 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych i zrekompensowania szkód. 3 stycznia 2023 r. MSZ przekazało wtedy, że resort dyplomacji RFN udzielił odpowiedzi na tę notę uznając, że sprawa reparacji i odszkodowań za straty wojenne pozostaje zamknięta, a rząd niemiecki nie zamierza podejmować negocjacji w tej sprawie.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski