Samoobrona pnie się w górę: 15, 20, 24, 26% poparcia w sondażach. A wraz z sondażami rośnie panika. Dyżurni eksperci i socjologowie zastanawiają się nad fenomenem nagłej popularności prymitywnego populizmu, a media znów mają zgryz: zajmować się Lepperem, zapraszać go do audycji i programów – co niewątpliwie spowoduje dalszy wzrost jego notowań, czy nie wpuszczać – co tylko uwiarygodni opowieści Leppera o spisku elit. Co to jest? Sezonowa polityczna moda, jakiej przed chwilą doznała PO, czy zapowiedź dramatycznego zwrotu w historii Polski? Czym i komu grozi dziś Samoobrona? – zastanawia się dziennikarka „Polityki”.
Nagły wzrost notowań Samoobrony i Andrzeja Leppera można tłumaczyć tym, że ucywilizował swoje działania. Zmienił się nawet zewnętrznie, nosi lepsze garnitury, stonował nazbyt ekspresyjną opaleniznę. To, co go różni od pozostałych, to ostrość sformułowań w debacie publicznej, posługiwanie się wyrazistym i zrozumiałym dla prostego człowieka językiem. Częściowo więc wtopił się w klasę polityczną i jego siłą jest słowo, a nie zadyma.
”Polityka” cytuje dr Barbarę Fedyszak-Radziejowska, socjolog, która uważa, że w poglądach polskich wyborców nie nastąpiły aż tak radykalne zmiany, by twierdzić, że niejako samoistnie lgną do demagogów i populistów. Zasadniczą nowością jest rozpad elektoratu SLD i (w mniejszym stopniu) spadek poparcia dla PSL. Ono nigdy nie było partią wsi, było głównie partią rolników i traci między innymi dlatego, że ich liczba się zmniejsza. Z tych wyborców Samoobrona wielu odciągnąć nie może, od Sojuszu ciągle jeszcze może – stwierdza Paradowska.