Trwa ładowanie...
dlkrg21

Royal Baby miało ponad 25 tys. tweetów na minutę

W szczycie zainteresowania narodziny pierwszego dziecka księcia Williama i księżnej Kate generowały ponad 25,3 tys. wpisów na Twitterze na minutę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tłum dziennikarzy przed szpitalem
Tłum dziennikarzy przed szpitalem (PAP/EPA, Fot: Andy Rain)
dlkrg21

Natomiast od chwili, gdy księżna Cambridge trafiła do szpitala, hashtag (słowo-klucz) @RoyalBaby został wykorzystany ponad 900 tys. razy - poinformowano. Clarence House, sekretariat pary książęcej, podsycał to zainteresowanie, informując o przyjęciu Kate do szpitala, a potem o narodzinach syna; ten ostatni wpis został udostępniony ponad 15 tys. razy.

Dla zmęczonych gorączką związaną z narodzinami królewskiego potomka liberalno-lewicowy dziennik "Guardian" przygotował opcję republikańską, blokującą informacje na ten temat. W poniedziałek po południu, czyli jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem narodzin dziecka, możliwość ta została jednak usunięta.

Media, których przedstawiciele od wielu dni koczują przed londyńskim szpitalem St Mary's, gdzie przyszedł na świat pierworodny syn pary książęcej, spekulują, że świeżo upieczeni rodzice już dzień po narodzinach mogą zabrać dziecko do domu. Pałac Buckingham milczy jednak w tej sprawie, precyzując, że wszystko "zależy od rodziców i opinii lekarzy". Media tymczasem wyczekują możliwości zrobienia pierwszej fotografii dziecku i rodzicom.

dlkrg21

Przed Pałacem Buckingham zbierają się turyści i sympatycy monarchii, którzy chcą sfotografować złotą ozdobną sztalugę, na której ogłoszono wieść o narodzinach. Teraz wielką niewiadomą jest imię księcia; ale w przypadku jego ojca, syna księcia Karola i Diany - Williama - na decyzję trzeba było czekać tydzień. W nocy wielu świętowało radosną wiadomość - pod gołym niebem i z kieliszkiem szampana.

Dziecko nie ma nawet doby i jeszcze przez wiele dni świat może nie poznać jego imienia, ale już patronuje ono niektórym przedsięwzięciom. Premier Australii Kevin Rudd powiedział, że imieniem księcia zostanie nazwana zagroda dla wielkouchów króliczych w ogrodzie zoologicznym Taronga w Sydney. Australijski rząd przeznaczy też 10 tys. dolarów australijskich w imieniu księcia na projekt badawczy mający na celu ochronę tego zagrożonego gatunku.

Ale to jeszcze nie wszystko. - Nie wiem, czy rodzina królewska tego potrzebuje, ale prawdopodobnie przyznamy im także darmowy wstęp do tego zoo - dodał Rudd.

Życzenia młodym rodzicom złożył w imieniu swoim i małżonki prezydent USA Barack Obama. - Życzymy im wszelkiego szczęścia i błogosławieństw, które towarzyszą rodzicielstwu - przekazał amerykański prezydent, ojciec dwóch córek.

dlkrg21

Gratulacje przekazali także gubernator i premier należącej do Commonwealthu Kanady. "W imieniu wszystkich Kanadyjczyków składam najszczersze powinszowania książęcej parze i całej rodzinie królewskiej" - napisał na Twitterze premier Stephen Harper.

Do gratulacji przyłączyli się także prezydenci Francji i Rosji, Francois Hollande i Władimir Putin, którzy składali życzenia na ręce młodych rodziców i królowej Elżbiety II z okazji narodzin prawnuka.

Arcybiskup Canterbury Justin Welby, który w styczniu stanął na czele Kościoła anglikańskiego, oświadczył: "Razem z milionami ludzi w kraju i na świecie łączę się w radości w tym wyjątkowym czasie".

Stowarzyszenie monarchistów w Nowej Zelandii uczciło narodziny królewskiego potomka pokazami świetlnymi; w sumie na niebiesko - ze względu na płeć dziecka - rozświetlono 40 budynków w całym kraju, w tym wieżę Sky Tower w Auckland i gmach lotniska w Christchurch. W Kanadzie na niebiesko jarzyły się m.in. budynki parlamentu w Ottawie i wieża telewizyjna w Toronto.

dlkrg21

Na oblężenie przez turystów i reporterów przygotowuje się tymczasem Bucklebury w zachodnim Berkshire, gdzie wychowała się Kate Middleton zanim została narzeczoną księcia Williama i księżną Cambridge.

"Guardian" wieści, że syn książęcej pary - trzeci w linii sukcesji po swoim dziadku, księciu Karolu, i ojcu - nie odziedziczy tronu przed upływem co najmniej 50 lat. Dziennik zastanawia się, czy w 2065 roku Wielka Brytania nadal będzie państwem "rządzonym przez człowieka, o którego miejscu decyduje fakt narodzin".

dlkrg21

Podziel się opinią

Share
dlkrg21
dlkrg21