Rosyjska para oskarżona o szpiegostwo. Wyszło na jaw, bo mąż zdradził żonę
Igor jest za głupi, aby być mieć coś wspólnego z paczką zawierającą części bomby - powiedziała funkcjonariuszom ABW Irina R., obywatelka Rosji. Wraz mężem Igorem są teraz oskarżeni o działalność na rzecz rosyjskich służb. Ich proces został utajniony. Teraz trudno ocenić, czy ich historia to rzeczywiście szpiegowski thriller, czy raczej materiał do barwnej telenoweli.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła nazwiska konkretnych urzędników MSZ oraz wykładowców, których opisy i dane znajdowały się na zaszyfrowanym pendrivie. Pendrive ten – jak wynika z aktu oskarżenia – rosyjskie małżeństwo Igor i Irina R. próbowało przekazać rosyjskiej Federalnej Służbie Bezpieczeństwa. Ze szczegółami sprawy zapoznała się Wirtualna Polska.
Na doniesienia o sprawie rosyjskich szpiegów zareagował rektor Uniwersytetu Śląskiego, który uzyskał dostęp do aktu oskarżenia. Uczelnia wyraziła zaniepokojenie informacjami na temat pary 29-letnich studentów z Rosji, którzy zostali przyjęci w Sosnowcu jako polityczni uchodźcy, otrzymywali stypendium i zapewniono im mieszkanie.
Jacek Szymik-Kozaczko z biura prasowego Uniwersytetu Śląskiego przekazał WP, że władze uczelni rozważą zajęcie stanowiska po szczegółowym zapoznaniu się z materiałami śledztwa. Dodał, że środowisko naukowe jest szczególnie zaniepokojone tym, iż informacje o wykładowcach, znanych osobach, które pomagały rosyjskim opozycjonistom w nauce języka polskiego mogły trafić w ręce służb Kremla.
Proces będzie tajny
Proces Igora i Iriny R. rozpocznie się 20 stycznia przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu. Oskarżeni o działanie na rzecz obcego wywiadu oraz przekazywanie obcym służbom wiadomości, które mogły wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej. Grozi im od 3 do 15 lat więzienia. Postępowanie będzie się toczyć z wyłączeniem jawności. Jak poinformował nas sędzia Grzegorz Gałczyński, rzecznik Sądu Okręgowego w Sosnowcu, taka decyzja zapadła na wniosek Prokuratury Krajowej.
– Argumentowano, że upowszechnianie informacji zawartych w aktach sprawy mogłoby być niekorzystne z punktu widzenia obronności państwa. Chodzi o kwestie, które nie powinny stać się źródłem wiedzy dla obcych służb – wyjaśnił sędzia Gałczyński. – Brano również pod uwagę, że przebieg postępowania będzie uważnie analizowany przez rosyjskie służby. Federacja Rosyjska z pewnością będzie obserwować ten proces. My jako państwo i członek NATO będziemy oceniani pod kątem tego, czy potrafimy skutecznie radzić sobie z zagrożeniami dla bezpieczeństwa – dodał sędzia. Podkreślił, że wyrok sądu będzie już jawny.
Jak dowiaduje się WP, obrońcom rosyjskiej pary nie spodobało się utajnienie rozpraw. Jedna z adwokatek – nie chciała być cytowana – dała do zrozumienia, że liczyła na obecność dziennikarzy potrafiących wyciągać wnioski. Dopiero w świetle relacji świadków i na sali rozpraw mógłby ujawnić się rzeczywisty ciężar gatunkowy sprawy: mniejszy niż wynika to dotychczasowych komunikatów służb.
Akademik huczał o Rosjanach. Zdradzona żona i ostrzeżenie o FSB
Państwo R., jako przedstawiciele rosyjskiej opozycji, zostali zakwalifikowani przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych do programu stypendialnego w Polsce. Przyjechali do Polski tuż po rozpoczęciu wojny w Ukrainie i zamieszkali w domu studenta w Sosnowcu.
Współpraca Igora ze służbami wyszła na jaw przez złość Iriny R. Kobieta dowiedziała się, że mąż zdradza ją z inną uczestniczką kursu języka polskiego. Według relacji rosyjskiego studenta, Irina na przełomie maja i lipca 2023 roku napisała w czacie grupowym Rosjan mieszkających w Polsce wiadomość publiczną. Ostrzegła trzy osoby, że Igor sporządza raporty na ich temat dla FSB. Wkrótce potem skasowała wiadomość, a administrator grupy usunął ją z listy członków.
W aktach sprawy małżeństwa nie ma wzmianki, aby polskie służby monitorowały komunikator, w którym członkami było około stu Rosjan mieszkających w Polsce. Tymczasem o osobistym konflikcie rosyjskiej pary i domniemanej współpracy z FSB wiedział cały akademik, w tym grupa rosyjskich studentów, a nawet administracja. W aktach jest zeznanie, że zrozpaczona zdradą Irina poprosiła w recepcji o osobny pokój, tłumacząc, że nie może już mieszkać z mężem.
Tajemnica nie wyszła na jaw aż do 29 lipca 2024 roku. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyła do mieszkania Igora R. z zupełnie innego powodu. Śledczy podążali śladem przesyłki kurierskiej zawierającej elementy bomby kumulacyjnej. W lipcu 2024 roku paczka została odkryta w sortowni firmy kurierskiej. Niespodziewanie okazało się, że dane Igora R. figurowały zarówno na etykiecie nadania, jak i odbioru przesyłki. W osobnym zarzucie Rosjanin jest oskarżony o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Twierdzi, że nie wiedział, co znajdowało się w paczce.
Wątek bomby opisywaliśmy niedawno w innym tekście.
– Igor raczej nie miał nic wspólnego z tą paczką, bo jest za głupi – wypaliła podczas przesłuchania w ABW Irina. Podczas kilku przesłuchań sugerowała, że mąż nie jest groźnym "agentem Kremla", lecz co najwyżej bezwzględnie wykorzystywaną ofiarą losu. Jednocześnie potwierdziła, że Igor od kilku lat współpracował z FSB. Miał to robić w zamian za pomoc w załatwianiu spraw administracyjnych w Rosji, a także za wypłacane kwartalnie wynagrodzenie. "Igor nie pracował, ale miał pieniądze" – dodała z wyraźnym wyrzutem. Sama w Polsce otrzymywała stypendium, jednak aby się utrzymać, pracowała jako stylistka paznokci.
Z relacji Iriny wynika, że wielokrotnie martwiła się i denerwowały ją agenturalne obowiązki męża. Jeden z najbardziej barwnych i sensacyjnych wątków dotyczy wydarzeń 2020 roku, gdy Igor R. – wraz z innym Rosjaninem – wyjechał na Białoruś, by śledzić protesty społeczne po sfałszowanych wyborach prezydenckich Alaksandra Łukaszenki. Igor R. został wówczas zatrzymany przez białoruskie służby, przepadł bez wieści.
Zdenerwowana Irina wiedziała, że mąż ma w domu telefon kontaktowy do rosyjskiego oficera prowadzącego. Odnalazła urządzenie, włączyła je i wybrała ten jeden zapisany w pamięci numer. Gdy po drugiej stronie odezwał się mężczyzna, Irina nie pozwoliła mu dojść do głosu. Przez około 15-20 minut krzyczała, groziła i wyzywała rozmówcę, zapowiadając, że jeśli Igor zaraz nie wróci do domu, ujawni i zniszczy całą ich organizację. Rozmówca nie odezwał się ani słowem. Najwyraźniej poskutkowało, bo już kilka dni później Igor R. został deportowany z Białorusi do Rosji.
Dowód na współpracę. Pendrive z nazwiskami Polaków
Z akt sprawy wynika, że jednym z głównych dowodów na współpracę pary z FSB jest wyjazd Iriny do Rosji latem 2022 roku. Po kilku miesiącach pobytu w Polsce zatęskniła wówczas za rodzicami i znajomymi. Rosjanka zeznała, że mąż wręczył jej polską wódkę i pudełko ciastek, które miała zapakować i wysłać na wskazany adres w Rosji. Do paczki miała dołączyć pendrive z zaszyfrowanymi raportami przygotowanymi przez Igora.
Doszło jedynie do próby przekazania tych informacji, bo ostatecznie nikt nie odebrał paczki z pendrivem. Co się z nim stało? Nie wiadomo. Irina powiedziała śledczym, że zgubiła urządzenie.
Inaczej te wydarzenia przedstawia sam Igor. Twierdzi, że pendrive przekazał żonie z troski: gdyby Irina została zatrzymana przez FSB, mogła "wykupić się" posiadanymi informacjami. Igor R. przyznał się ABW do faktu współpracy z Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Zeznał, że jeszcze w Rosji został zwerbowany, przyjął pseudonim i zobowiązał się do sporządzania sprawozdań na temat rosyjskich opozycjonistów. Sam był jednym z nich.
Według jego relacji oficer prowadzący, przedstawiający się jako Jewgienij, odsyłał mu raporty z naniesionymi poprawkami. R. miał następnie przepisywać je w taki sposób, aby opisywane osoby sprawiały wrażenie potencjalnego zagrożenia dla Kremla. Jednocześnie usprawiedliwiał się, że raporty przygotowane już w Polsce starał się sformułować tak, aby nikomu nie wyrządzić krzywdy.
"Miałem robić to co lubię, iść w górę wśród kręgów rosyjskich opozycjonistów, poznawać nowych ludzi, na końcu informować o wszystkim Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Wydawało mi się że robię więcej dobrego, jak złego" - przyznał w zeznaniach Igor R.
W uzasadnieniu aktu oskarżenia czytamy, że zdarzenie z próbą przekazania pendrive'a dowodzi udziału w działalności obcego wywiadu, polegającej na zbieraniu, opracowywaniu i przekazywaniu informacji do centrali. Ponadto na zaszyfrowanym pendrivie miały znajdować się wrażliwe dane dotyczące organizacji opozycyjnych wobec władz Rosji, funkcjonujących w Polsce.
Według śledczych już sama znajomość mechanizmów naboru do programu stypendialnego prowadzonego przez MSZ oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego mogła umożliwić ewentualne podstawienie do programu rosyjskich agentów. Zarówno Igor jak i Irina R. od 2024 roku przybywają w areszcie.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski