Ropa drastycznie drożeje. Trump uważa, że to niewielki koszt
Wojna na Bliskim Wschodzie wywołała potężny wstrząs na rynkach surowców. Ceny ropy naftowej poszybowały w górę, przebijając barierę 100 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od niemal czterech lat. Prezydent USA Donald Trump bagatelizuje jednak ten problem, przekonując w mediach społecznościowych, że to niewielki koszt za wyeliminowanie irańskiego zagrożenia.
Globalne rynki paliw znalazły się w gigantycznych turbulencjach z powodu eskalacji konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem. W niedzielę amerykańska ropa West Texas Intermediate (WTI) zanotowała skok o blisko 20 procent w ciągu zaledwie jednej doby, osiągając pułap 108 dolarów za baryłkę. Podobny los spotkał ropę Brent (stanowiącą globalny punkt odniesienia), której wycena wzrosła o 16 procent, zatrzymując się na poziomie 107 dolarów.
Jak wylicza stacja CNBC, od ubiegłego tygodnia notowania WTI podskoczyły łącznie o 58 procent. To najbardziej drastyczny wzrost od 1983 roku. Poprzednio z tak drogim surowcem z Teksasu rynki miały do czynienia w marcu 2022 roku, w pierwszych dniach po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Sznur aut w Słubicach. Niemcy wykupują paliwo w Polsce na potęgę
Prezydent USA uspokaja w sieci
Na drastyczne podwyżki na stacjach paliw oraz panikę giełdową błyskawicznie zareagował Donald Trump. Amerykański przywódca opublikował wpis, w którym odniósł się do obaw o gospodarcze koszty wojny.
"Krótkoterminowe ceny ropy, które gwałtownie spadną, gdy zniszczenie irańskiego zagrożenia nuklearnego dobiegnie końca, to bardzo mała cena do zapłacenia za Bezpieczeństwo i Pokój USA i Świata. TYLKO GŁUPCY MYŚLELIBY INACZEJ!" - napisał w mediach społecznościowych Donald Trump.
Wąskie gardło zablokowane
Eksplozja cen to bezpośredni skutek zamknięcia Cieśniny Ormuz, która stanowi absolutnie kluczowy punkt na mapie światowego handlu. Standardowo przepływa tamtędy jedna piąta całego morskiego transportu ropy naftowej. Blokada szlaku sprawiła, że państwa Zatoki Perskiej nie są w stanie eksportować swoich zasobów. Sytuacja jest na tyle poważna, że kraje takie jak Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Kuwejt musiały już zredukować wydobycie, ponieważ zaczyna im brakować miejsca w magazynach.
Efekty tych zawirowań mocno uderzają w portfele amerykańskich kierowców. Średnie ceny na stacjach paliw w USA wzrosły już o 15 procent, co stanowi najgwałtowniejszy skok od 2022 roku.
Czytaj także: Cieśnina Ormuz zamknięta. Co to oznacza dla świata?
Przedstawiciele administracji w Waszyngtonie starają się jednak tonować nastroje rynków, podzielając optymizm prezydenta. Sekretarz energii Chris Wright podczas niedzielnego wywiadu telewizyjnego zapewniał, że kryzys w transporcie nie potrwa długo. - Wkrótce zobaczymy bardziej regularny ruch statków przez Cieśninę Ormuz - powiedział Wright w wywiadzie dla CNN.
Przedstawiciel amerykańskiego rządu doprecyzował również prognozy dotyczące pełnego odblokowania szlaków handlowych. - Obecnie jesteśmy daleko od normalnego ruchu. To trochę potrwa. Ale powtarzam, w najgorszym przypadku to kilka tygodni, a nie miesięcy - zapowiedział.