Samobójstwa na wsiach to rosnący problem. Popełnia się ich więcej niż w miastach
Samobójstwa na wsiach to rosnący problem. Popełnia się ich więcej niż w miastach (WP.PL, Fot: Paweł Kuczyński)

Rolnik się wiesza, gdy zostaje z niczym. W tej wsi jeden po drugim

Było ich sześciu, może dziesięciu. Ciężko zliczyć. Sołtys chciał wzywać egzorcystę, bo wieszali się jeden po drugim. - Święty Boże nie pomoże - wzdychają mieszkańcy. Na wsiach samobójstwa są plagą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Drewniane stodoły, kapliczki i stare ciągniki. W Rzodkiewnicy (woj. Mazowieckie) gospodarstwa rozsiane są po lesie. Łączą je szutrowe ścieżki, przy których pasą się krowy. Nawet PKS tutaj nie dojeżdża. Blaszany przystanek zarasta trawą.

- Było ich sześciu, siedmiu… - wylicza młoda kobieta. - Może i dziesięciu.

Sołtys chciał nawet wzywać egzorcystę. Mówił, że tego już za wiele. W końcu wieś to tylko kilkadziesiąt gospodarstw, a tylu samobójców. Mógł nie wiedzieć, że Rzodkiewnica nie jest wyjątkiem. Przez lata samobójców więcej było w miastach. Aż zaczęła przodować wieś.

Za lasem był rolnik

Ciągnące się od stodoły do stodoły ścieżki są puste. Czasem ciszę zmąci skrzypiący rower. Wchodzimy na jedno z podwórek, gdzie między chałupami stoi wysłużony Ursus. Za nim rozciągają się połacie pól.

- Z biedy się to robi - wzdycha jeden z mieszkańców. - Facet obok maszynę wziął. Nówka ciągnik za milion… Gdzieś tam pojechał, w błocie się zakopał i maszyna padła.

Nie miał za co spłacić kredytu, więc zawisł w stodole.

- Był taki jeden młody - opowiada kolejny mieszkaniec. - Nie pracował, a jeść się chciało, pić się chciało. Pić to przede wszystkim, ale nie było za co.

Przepił wszystko, co miał. Też zawisł.

- Za lasem był rolnik. Rodzina, czwórka dzieci, a i tak do chlewa poszedł i się powiesił. Nawet nikomu nie powiedział - słyszę na podwórku obok.

Tylko on leczył się już wcześniej. Bywał u psychiatrów w Przasnyszu.

- Niedawno we wsi obok zmarła kobieta. Za nią powiesił się mąż. Z tęsknoty.

Miał 96 lat.

Źródło: WP.PL

Święty Boże nie pomoże

Mieszkańcy mówią, że reguły nie ma. I młodzi, i stary się wieszali, choć młodzi jakby częściej. Ci, co to ani pracy, ani kobiety nie mają. Bo skąd jedno i drugie we wsi wziąć? Gospodarstwa upadają, a kobiety wyjeżdżają do miast. Tylko sklep i butelka są zawsze pod ręką.

- Ile razy to było, że pił z kolegami i się targnął na życie. Pójdzie na zabawę, wróci i się powiesi… - wzdycha jeden z gospodarzy. – Tylko co pan mu zrobisz? Za uszy do lekarza wyciągniesz? W gębę dasz? - zamyśla się. - Tu nawet święty Boże nie pomoże.

Nawet wzywany na egzorcyzmy ksiądz nie dotarł. Wieś chowała kolejnych wisielców. I wraz z nimi przemijały rozmowy o tym, co się wydarzyło.

- Może im się naprzykrzyło żyć na tym świecie… Ale ja wierzę w przeznaczenie. Nie masz zgonów bez przyczyny - mówi dalej gospodarz. - Nawet sędziowie i lekarze samobójstwa popełniają. To jest przeznaczenie. Do tych lat ma dożyć i koniec.

Psycholog? To we wsi słowo niemal egzotyczne. Najbliższy jest w mieście, a tam niektórzy nawet nie mają jak dotrzeć samemu. Co najwyżej słyszało się o tym jednym, co kiedyś do psychologa chodził.

- Oni są wolą leczyć sami pod sklepem. Psycholog jest tutaj w butelce - mówi staruszka na jednym z podwórek. - Oni nie będą lekarza słuchać, bo są mądrzejsi. Oni mają wszystkie rozumy.

Źródło: WP.PL

Tylko kto za to zapłaci?

We wsi nie rządzi już sołtys, który chciał wzywać egzorcystę. Jego następca krząta się przed swoją chałupą, gdzie przewala grabiami stery liści. Przysiadamy razem pomiędzy drzewami.

- Każdy dach miał. Każdy gospodarstwo miał - kręci głową sołtys. - Ale robić się nie chciało, a do wódki się zaglądało.
- Dlaczego?
- We wsi został, nie ożenił się, młode lata przefiukał. Potem widzi, że już nikogo nie znajdzie. No to alkohol.... Tylko alkohol jest do czasu, jak go stać. Potem się dzieje. Przeważnie popije, wraca, ale zamiast do domu, to do szopki.

Milkniemy. Wokół panuje idealna wręcz cisza. Za nami pola skąpane już w świetle zachodzącego słońca.

- Sami byli? - pytam.
- Niektórzy z matkami. Ale matka widziała, że jest bardzo źle, to poszła do córki. Wtedy on zostawał sam.
- Może by do wsi psychologa sprowadzić?
- Panie! Kto za to będzie płacił? Tu fundusz sołecki na dwa lata zawieszony. Kasa na pomniki w mieście jest, a dla sołtysów nie ma. Nie da się.

Źródło: WP.PL

Wsie samobójców

Ogólnokrajowe statystyki są miażdżące. Samobójców jest więcej niż ofiar wypadków samochodowych. W samym 2017 roku 5276 prób zakończyło się zgonem. Tylko 1 na 4 osoby otacza się odpowiednią opieką. Brakuje poradni zdrowia psychicznego, a na wsiach dostęp do nich właściwie nie istnieje.

Jak wynika z badań prof. Marii Jarosz, w 1951 roku na wsi na 100 tys. osób przypadało 3,8 samobójstwa, a w mieście 7,2. Przełom nastąpił w 1990 roku. Wtedy na wsi było to już 15,7, a w miastach 11,4. W 2011 roku odsetek na wsiach wzrósł do… 20,3. W miastach do 13.

- Tendencja się odwróciła w związku z postępem cywilizacyjnym - uważa prof. Brunon Hołyst. - Młodzi pozbawieni są na wsi perspektyw. Nie wiedzą, czy mają ją opuścić, ale nie mogą też zainstalować się w mieście. Są ludźmi zawieszonymi między tymi dwiema kulturami.

Do tego dochodzi bieda, alkohol i samotność. Prosta droga do depresji.

- Niektóre samobójstwa związane są z kredytami. Biorą pieniądze na zakup sprzętu ale coś nie wychodzi - zauważa profesor. - Co dziesiąte wynika z motywów miłosnych.

Źródło: WP.PL

Kolejnym problemem jest to, jak postrzega się na wsiach opiekę psychologiczną. - Ludzie uważają, że jak ktoś idzie do psychologa po poradę, to jest psychicznie chory - tłumaczy profesor.

Szczególnie - zdaniem profesora - dotyczy to ludzi młodych, którzy obawiają się o opinię o sobie. Niektórzy myślą, że sąsiedzi coś zaczną gadać. Nie będą mogli wyjść do ludzi, założyć rodziny, bo wszyscy uznają ich za chorych.

- Nie ma sieci poradnictwa związanego z kryzysem emocjonalnym człowieka - zauważa profesor. - W mieście jest łatwiejszy dostęp do lekarza psychologa, psychiatry, niż na wsi. Nawet jak są objawy kryzysu emocjonalnego, to nie ma się kogo poradzić.

Jeszcze inna kwestia to fakt, że problem przez lata był ignorowany. Dotychczas badania suicydologiczne dotyczyły głównie samobójstw w mieście. To była sprawa, którą interesowali się naukowcy i lekarze.

- Wieś była na marginesie wszystkich badań. Teraz należy to odwrócić - mówi profesor. - Trzeba przeprowadzić badania samobójstw na wsiach, ich motywów, i do tego dostawać zasady profilaktyki.

Profilaktykę zaś wprowadzać - jak uważa profesor - przez zakładanie na wsiach przychodni i upowszechnianie psychologicznych porad. - Jak była wieś spokojna i wesoła, to tego nie było. Negatywne skutki cywilizacyjne dają o sobie znać - podsumowuje.

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie. Możesz też napisać maila lub skorzystać z czatu, a listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz TUTAJ.

Polub WP Wiadomości