– Po prostu podsumowany będzie rok kadencji – co przez ten czas zostało zrobione. To normalne, nie powinno nikogo dziwić. Robi to także wojewoda – mówi Marzena Korosteńska, wicedyrektor biura prasowego urzędu. – Nie było żadnych zaleceń co do formy i objętości raportów. Miały być jak najbardziej syntetyczne.
Prezydenckie podsumowanie nosi roboczy tytuł „Łódź po roku”. Tyle, że rok, szczególnie dla służb finansowych miasta, nie zaczyna, ani nie kończy się w listopadzie. Stąd sporo zamieszania przy sporządzaniu odpowiednich tabelek.
Nie wiadomo, czy prezydent w swym podsumowaniu powie, co po roku urzędowania udało mu się zmienić w tragicznym obrazie Łodzi, nakreślonym w „Raporcie o stanie miasta”, którym rozpoczął swe urzędowanie.
„Raport” stwierdzał m.in., że poprzednie władze doprowadziły do wzrostu wydatków na administrację, dopuszczały do niegospodarności, nie wykorzystywały do rozwiązywania problemów miasta naukowców z Łodzi, zwiększały zadłużenie gminy i nie radziły sobie ze ściąganiem należności.
– My też przygotowujemy krótkie podsumowanie rządów prezydenta Kropiwnickiego – zapowiada Władysław Skwarka, szef klubu radnych SLD. – To będzie pigułka, która zwala z nóg.
(kow)