Najmniejsza pochwała Polaka czy Polski za granicą to dla nas powód do ogólnonarodowej euforii. A na najdrobniejszą krytykę reagujemy dość alergicznie. Czy to nie wynika z naszych kompleksów?
– Występuje tu przedziwna mieszanka kompleksu niższości z kompleksem wyższości. I nigdy nie wiadomo, który kompleks w danym momencie przemawia. Polacy często myślą, że na Zachodzie jest lepiej. W wielu miejscowościach są sklepy, na których widnieje napis „Ciuchy zachodnie”. Dla mnie to jest dziwne. Hasłem-wytrychem jest też mówienie o tzw. europejskich standardach. Jakby Polska tych standardów nie stanowiła. – W istocie. „On jest z Zachodu”, czyli jest lepszy. To jest absurdalne. Te kompleksy są oczywiście związane z całą historią Polski i jej dramatyzmem. To historia zarówno wielkich zwycięstw, jak i historia rozbiorów, okupacji hitlerowskiej i komunistycznej. Myślę, że to odcisnęło piętno na mentalności Polaków. Moja córka jest teraz w Paryżu. Odkąd tam jest, odkrywa sporo znaków wyższości Polski nad tym, co się dzieje we Francji, gdzie jest mentalność zamknięta: to, co jest na zewnątrz, w ogóle się nie liczy, nie chcą znać np. Norwida, mają mgliste poczucie historii. I nie ma tam żywej wiary, która była w
Polsce, i to nie taka zabobonna, ale właśnie żywa i radosna. Polska powinna mieć poczucie własnej wartości. Europa jest dłużnikiem Polski i może się od niej uczyć, a Polska może inspirować Europę. Musimy przecież wyjść z tej beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazła się Europa, czyli ze stanu klinicznej śmierci duchowej, gdzie nie bardzo wiemy, dokąd iść, z tej cywilizacji hedonizmu, materializmu, która już się wypaliła i nie ma perspektyw. I liczymy, że ten nowy duch, inspiracja nauką Jana Pawła, może przemienić całą Europę. Często słyszę, że będziemy budować teraz drugą Irlandię. Ja natomiast chcę, żeby Polska była Polską. Nie potrzebujemy niczego innego.