WAŻNE
TERAZ

Kobiety z Bieszczad są przerażone. Słowa Tuska mocno zabolały

Polityka retorycznego zaorania. Tylko, czy rzeczywiście o to chodzi? [OPINIA]

Czwarta rocznica agresji Rosji na Ukrainę powinna nam przypominać, że bezpieczeństwo jest wspólną sprawą wszystkich polityków. Uprawianie retorycznego "zaorywania" przeciwników czy – szerzej – wykorzystywanie kwestii obronności do bieżącej walki partyjnej jest zwyczajnie niebezpieczne dla Polski. Refleksja ta dotyczy także Donalda Tuska - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © East News, PAP | Darek Delmanowicz, Marysia Zawada
Tomasz P. Terlikowski

Mam świadomość, że współczesna polityka rozgrywa się w przestrzeni komunikacji. Media społecznościowe, błyskotliwe bon moty (choć właściwiej byłoby powiedzieć w odniesieniu do poziomu obecnej polityki - chwytliwe) i regularne zaorywanie przeciwników są - być może - najistotniejszym elementem politycznej gry.

Ten, kto sprawniej posługuje się mediami społecznościowymi, kto umiejętnie wrzuca hejtujące czy "inteligentnie" obrażające przeciwników wpisy i nagrania, ten wygrywa. I choć - z perspektywy moralnej - można i powinno się nad tym ubolewać, bo oznacza to znaczące obniżanie się poziomu debaty publicznej, to nie ma co ukrywać, że jest to element gry politycznej, który pozostanie z nami na długo.

Media społecznościowe i model komunikacji sprawiają, że politycy albo przyswajają sobie nowe reguły gry, albo z niej wypadają. Warto jednak przypominać, że - poza światem komunikacji i retoryki - polityka pozostaje wciąż sztuką osiągania celów, a także - by posłużyć się terminologią klasyczną - "roztropną troską o dobro wspólne". I z tej perspektywy można i trzeba ocenić ostatnią wypowiedź premiera Donalda Tuska na temat przeciwników programu SAFE.

Awantura o SAFE i "zakute łby"

Polską - od kilkunastu dni - wstrząsa dyskusja na temat programu SAFE, który ma służyć wzmocnieniu polskiej armii. PiS i Konfederacja są przeciwne, bo ich zdaniem, można uzyskać lepsze warunku (co nie wydaje się prawdą, bowiem i sam PiS brał gorsze kredyty). Ich zdaniem nie należy wpisywać spłaty kredytu w budżet MON (co zostało uwzględnione). Zwracają też uwagę na mechanizm warunkowości - co, nawet jeśli PiS tego argumentu nadużywa, jest uzasadnione, bo mechanizm ten bywał nadużywany politycznie przez Komisję Europejską. Ten mechanizm może wstrzymać finansowanie, jeśli u władzy będzie PiS z Konfederacją.

Z argumentacją PiS można się zgadzać albo nie (mnie ona nie przekonuje), ale z całą pewnością przynajmniej część z tych argumentów jest do rozważenia. Inne, i to też trzeba przyznać, mają wymiar raczej polityczny i są elementem brutalnej gry partyjnej (którą można oceniać negatywnie). Tyle że odpowiedzią na te argumenty nie powinno być wyłącznie ich "zaorywanie", ale również zmierzenie się z nimi. A Donald Tusk - od jakiegoś czasu - zachowuje się tak, jakby jedyne, co go interesuje, to retoryczne rozgromienie przeciwników.

W tej sprawie zaczął od oznajmienia, że przeciwnicy programu SAFE "to już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości". A potem było już tylko ostrzej, bo premier zwrócił się do PiS i współpracowników prezydenta z kolejnym, jeszcze ostrzejszym przesłaniem. "Patrzcie mi na usta - 20 miliardów, tylko dla tej huty. Stalowa Wola, Podkarpacie, Polska. Dotarło, zakute łby?" - pytał szef rządu.

Oceniając rzecz z perspektywy czystego komunikatu i walki partyjnej, obie te wypowiedzi były skuteczne. Zwolennicy premiera byli zachwyceni - Tusk odwołał się do krążącej wśród najtwardszego elektoratu KO teorii, zgodnie z którą PiS jest rosyjską agenturą, a potem "rozjechał" i "zaorał ich" retorycznie. Triumf można więc było świętować. Tyle że to triumf pozorny, bo - poza poklaskiem ludzi, którzy i tak stoją jak mur po jego stronie - premier nic politycznie nie zyskał. A piłka, co warto przypominać, jest wciąż w grze.

Prezydent, choć jego otoczenie sygnalizuje niechęć do programu, może ustawę (która dopiero ponownie trafi do Sejmu po wyjściu z Senatu) podpisać lub zawetować, a nawet skierować do TK. Premierowi powinno zależeć, żeby - jeśli chodzi o pieniądze na obronność i bezpieczeństwo Polski - raczej przekonać prezydenta i jego otoczenie do rozwiązań, niż obrażać przeciwników politycznych.

Tego wymaga odpowiedzialność za państwo

Oczywiście wąski interes partyjny (utwardzanie własnego elektoratu poprzez oranie przeciwników i przekonywanie, że są oni wrogami niepodległości) w tej sprawie może wchodzić w konflikt z interesem państwa, ale od premiera można by chyba wymagać w pewnych kwestiach większej troski o to drugie - niż to pierwsze.

To samo dotyczy Prawa i Sprawiedliwości. Wojna toczy się tuż za naszą granicą i nic nie wskazuje na to, by miała się szybko skończyć. Jednocześnie zmienia się globalny układ sił, co dzieje się także za sprawą polityki Donalda Trumpa. Putin jasno wskazuje, że jego celem jest zmiana pozycji Polski na strategicznej mapie Europy. W tych okolicznościach obie główne strony sceny politycznej powinny zaprzestać nieustającej walki partyjnej. Tego wymaga dziś odpowiedzialność za państwo.

Odpowiedzialność za państwo to jednak tylko jeden z wymiarów polityki. Innym – być może mniej moralnym, ale bardziej utylitarnym – jest skuteczność.

Z tej perspektywy można zadać proste pytanie. Czy obrażanie przeciwników politycznych czyni politykę Donalda Tuska skuteczniejszą? Czy rzeczywiście retoryczny chwyt pomoże w uzyskaniu podpisu prezydenta? Wydaje się, że niekoniecznie.

W kwestii praworządności stanowiska obu głównych stron sceny politycznej oraz prezydenta wydają się niemożliwe do pogodzenia. Jednak w sprawach bezpieczeństwa jest inaczej. Tutaj możemy i powinniśmy oceniać polityków właśnie przez pryzmat ich skuteczności.

A ta wymaga zdolności do osiągania porozumienia. Premier w tej sprawie zdecydowanie jej nie wykazał. "Zaoranie" przeciwnika nie jest i z pewnością nie powinno być jedynym stylem działania polityka. Co więcej, taki przekaz wcale nie jest oczywisty, ponieważ części odbiorców język premiera zwyczajnie się nie podobał. Niestety, powoli staje się on dominującym sposobem komunikacji na linii "mały" i "duży" pałac.

Dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski

Tomasz P. Terlikowski jest doktorem filozofii religii, pisarzem, publicystą RMF FM i RMF 24. Ostatnio opublikował "Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła", a wcześniej m.in. "Czy konserwatyzm ma przyszłość?", "Koniec Kościoła, jaki znacie" i "Jasna Góra. Biografia".

Wybrane dla Ciebie
Autobus runął do rzeki. Nagranie z dramatycznego wypadku w Bangladeszu
Autobus runął do rzeki. Nagranie z dramatycznego wypadku w Bangladeszu
Przydacz o różnicach w rozmowach z Orbanem. Polska złożyła propozycję
Przydacz o różnicach w rozmowach z Orbanem. Polska złożyła propozycję
Sikorski do Przydacza: "Bzdura". Poszło o wizytę u Orbána
Sikorski do Przydacza: "Bzdura". Poszło o wizytę u Orbána
Kobiety z Leska mówią o przerażeniu, nowe informacje ws. cieśniny Ormuz, TISZA zwiększa przewagę [SKRÓT PORANKA]
Kobiety z Leska mówią o przerażeniu, nowe informacje ws. cieśniny Ormuz, TISZA zwiększa przewagę [SKRÓT PORANKA]
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Będzie taniej na święta? Znamy plan rządu w sprawie cen paliw
Będzie taniej na święta? Znamy plan rządu w sprawie cen paliw
Sondaż bezlitosny dla Orbana. Ekspert: społeczeństwo się budzi
Sondaż bezlitosny dla Orbana. Ekspert: społeczeństwo się budzi
Iran jak Ukraina? "Trump też jest megalomanem"
Iran jak Ukraina? "Trump też jest megalomanem"
Ukraińcy polecieli na Bliski Wschód. Zełenski wysłał zespoły
Ukraińcy polecieli na Bliski Wschód. Zełenski wysłał zespoły
Japończycy mają sposób na auta. Pomaga pewien nawyk
Japończycy mają sposób na auta. Pomaga pewien nawyk
Rakiety spadły na Abu Zabi. Są ofiary śmiertelne po ataku
Rakiety spadły na Abu Zabi. Są ofiary śmiertelne po ataku
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie
Sprawa Mejzy rusza. Komisja oceniła jego oświadczenie