Plan Trumpa na Grenlandię przyspiesza. "Działania to kwestia tygodni"
Jak wynika z doniesień amerykańskich mediów, konkretne ruchy Waszyngtonu w sprawie arktycznej wyspy mogą nastąpić znacznie szybciej, niż przewidywano. Wysoki rangą urzędnik USA wskazuje na perspektywę "tygodni lub miesięcy".
Najważniejsze informacje:
- Thomas Dans, komisarz ds. Arktyki w administracji Trumpa i jeden z głównych orędowników pomysłu przejęcia Grenlandii, w rozmowie z "USA Today" zdradził, że prezydent oczekuje szybkich rezultatów w tym temacie.
- Współpracownik Trumpa mówi o możliwych krokach USA wobec Grenlandii "w ciągu tygodni lub miesięcy".
- Wiceprezydent JD Vance w środę 14 stycznia ma poprowadzić spotkanie z duńskimi i grenlandzkimi urzędnikami w Białym Domu.
- Administracja - według nieoficjalnych doniesień - rozważa zakup, umowę o wolnym stowarzyszeniu lub długoterminową dzierżawę po ewentualnej niepodległości Grenlandii.
Thomas Dans, jeden z głównych orędowników planów Donalda Trumpa wobec Grenlandii ocenia, że negocjacje mogą przyspieszyć. Jak podkreśla, pracuje nad tym od 2020 r. - To trasa pociągu z wieloma przystankami. Sprawy mogą pojechać ekspresem prosto na stację główną. Tego chce prezydent Trump, dużej prędkości - powiedział w rozmowie z "USA Today".
Jednocześnie przewiduje, że pełne przejęcie kontroli nad wyspą zajmie dłużej.
Co planuje USA w sprawie Grenlandii i NATO?
Administracja rozważa różne ścieżki: bezpośredni zakup, kontrolę dyplomatyczną, a po ewentualnej niepodległości - umowę o wolnym stowarzyszeniu z USA lub długą dzierżawę.
Trump publicznie sugerował, że kraje powinny mieć własność, a nie dzierżawę wyspy bogatej w surowce. Według Dansa scenariusz użycia siły jest mało prawdopodobny. - Tylko ci, którzy żyją w niewiedzy, powinni obawiać się inwazji USA na Grenlandię. Nie można najechać miejsca, w którym już się jest - stwierdził.
Wiceprezydent JD Vance 14 stycznia ma przewodniczyć spotkaniu w Białym Domu z udziałem duńskich i grenlandzkich urzędników. Wcześniej miał je prowadzić sekretarz stanu Marco Rubio.
Kopenhaga i Nuuk podkreślają, że Grenlandia nie jest na sprzedaż.
Jakie są konsekwencje dla Danii i mieszkańców Grenlandii?
Dania finansuje wyspę kwotą ok. 600 mln dol. rocznie na usługi społeczne i infrastrukturę oraz dokłada do bezpieczeństwa. Tłem sporów jest rywalizacja z Rosją i Chinami w Arktyce - a przynajmniej tak twierdzi prezydent USA.
Trump twierdzi, że USA potrzebują Grenlandii, by zapobiec ich wpływom w tej części świata. Dans krytykuje możliwości obronne Kopenhagi na dalekiej Północy. - Mają 27 tys. mil linii brzegowej i tylko cztery ponad 30-letnie okręty, z czego dwa bez sprawnych dział. Składali obietnice. Nie ma dostaw - ocenił urzędnik.
Dla Trumpa Grenlandia to przede wszystkim kluczowy punkt na mapie militarnej – "niezatapialny lotniskowiec" w Arktyce, który pozwala kontrolować północny Atlantyk i blokować wpływy Rosji oraz Chin. W jego ocenie obecny status wyspy (terytorium duńskie) jest niewystarczający w obliczu zagrożeń, a USA i tak gwarantują jej bezpieczeństwo, więc powinny mieć nad nią pełną kontrolę. "Kraje muszą mieć własność. Bronisz własności, nie bronisz dzierżawy. A my będziemy musieli bronić Grenlandii" - mówił.
Prezydent USA patrzy na Grenlandię również przez pryzmat dewelopera. Traktuje to jako potencjalny zakup ziemi na wielką skalę, porównywalny do historycznego zakupu Luizjany czy Alaski.
Jednocześnie w Europie rosną obawy o spójność NATO w efekcie takich kroków. Występując 12 stycznia w Szwecji, unijny komisarz ds. obrony Andrius Kubilius ostrzegł, że siłowe przejęcie Grenlandii przez USA mogłoby oznaczać faktyczny koniec sojuszu. Podobnie mówi premier Danii Mette Frederiksen, która wcześniej nazwała obsesję na punkcie Grenlandii "absurdalną" i wezwała Waszyngton "do zaprzestania gróźb".
Historycznie USA proponowały już zakup Grenlandii - w 1946 r. oferowano Danii 100 mln dol. w złocie. Do transakcji nie doszło.
Mimo optymizmu Waszyngtonu, stanowisko drugiej strony pozostaje niezmienne: Dania i Grenlandia powtarzają, że wyspa nie jest na sprzedaż, a większość z 57 tysięcy mieszkańców, choć marzy o niepodległości, nie chce stać się 51. stanem USA.
Źródło: USA Today