Inwazja USA na Grenlandię? "Byłby to akt zbrojnej agresji"
Prezydent USA Donald Trump znów podgrzał atmosferę wokół Grenlandii, ogłaszając, że "posiadanie wyspy jest absolutną koniecznością". Oświadczył, że Stany Zjednoczone zamierzają przejąć kontrolę nad wyspą, niezależnie od stanowiska Danii. Miał też polecić opracowanie planu inwazji. Według ekspertów, mamy do czynienia z sytuacją bardzo niebezpieczną dla losów NATO i sojuszu z Europą.
- NATO potrzebuje nas dużo bardziej, niż my NATO - powiedział w niedzielę prezydent USA Donald Trump, odnosząc się do obaw o przyszłość Sojuszu w przypadku zajęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone.
Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie prezydenckiego samolotu Air Force One, prezydent USA ponownie zapowiedział, że "będzie miał Grenlandię w ten, czy inny sposób", zachęcając Grenlandczyków do przyjęcia oferty przyłączenia do Stanów Zjednoczonych.
Z kolei jak podał serwis Daily Mail, Trump polecił swoim dowódcom opracowanie planu dotyczącego inwazji na Grenlandię. Jego pomysł nie spotkał się jednak z entuzjazmem wśród wojskowych, którzy uznają ruch za kontrowersyjny i potencjalnie nielegalny. Przeciwnicy wśród dowództwa wojskowego mieli podkreślać, że bez zgody Kongresu takie działanie może być niedopuszczalne.
- Jakoś mi się w głowie nie mieści, że można byłoby zabijać duńskich żołnierzy w celu uzyskania Grenlandii. Byłby to akt zbrojnej agresji. Na tym etapie raczej interpretuję to raczej jako wojnę nerwów - mówi Wirtualnej Polsce prof. Artur Nowak-Far, były wiceminister spraw zagranicznych w latach 2013-2015.
Albo po dobroci, albo po "mordoci"
W piątek w Waszyngtonie Trump stwierdził, że chce porozumienia z Grenlandią - "jeśli nie po dobroci, to w trudniejszy sposób". Zaznaczył, że jeśli USA tego nie zrobią, uczynią to Rosja lub Chiny. Prezydent USA dodał, że choć jest "fanem" Danii, to "fakt, że wylądowali tam łodzią 500 lat temu, nie znaczy, że posiadają tę ziemię".
Jak podkreśla prof. Nowak-Far, nie traktowałby tego, co mówi Trump, jako biznesowej zagrywki.
- Gdybym był Duńczykiem, zakładałbym, że Trump chce to zrobić. Albo po dobroci, albo po "mordoci". On chce fragmentu terytorium innego państwa - uważa były wiceszef MSZ.
"Trump zawsze zazdrościł Putinowi"
W podobnym tonie wypowiada się prof. Maciej Mliczanowski, zastępca dyrektora Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim.
- Tu wcale nie chodzi o względy bezpieczeństwa, jak zapewnia Trump. Chodzi o coś znacznie prostszego. O powiększenie terytorium Stanów Zjednoczonych, o podbój Grenlandii, który zmieniłby mapy świata - komentuje prof. Milczanowski.
W jego ocenie, jeżeli chodzi o względy bezpieczeństwa międzynarodowego czy bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, to Grenlandia nie była i nie jest żadnym problemem dla USA.
- Duńczycy zawsze udzielali terytorium wyspy do wszelkich typów instalacji wojskowych czy baz amerykańskich. I nigdy nie było z tym problemu. Ale zawsze działo się to w ramach NATO. Była to wspólna, kolektywna obrona. Dlatego Kopenhaga godziła się na wszystkie działania Amerykanów - przypomina nasz rozmówca.
Jak dodaje ekspert, ambicją Trumpa jest mocarstwowość. - On zawsze zazdrościł Władimirowi Putinowi tego, że prowadził podboje, ma spacyfikowany kraj, jednostronną propagandę i może wsadzić do więzienia, kogo chce. I dokładnie to samo amerykański prezydent realizuje zarówno względem Grenlandii, jak i wewnątrz Stanów Zjednoczonych - ocenia prof. Milczanowski.
Według eksperta, każdy przeciwnik Trumpa może się liczyć z poważnymi kłopotami.
- Gdybyśmy nie mieli Putina, moglibyśmy z takim przymrużeniem oka patrzeć na to, co wyczynia Trump. Ale w tej sytuacji są to kluczowe i skrajnie niebezpieczne sprawy - uważa prof. Milczanowski.
"Decydujący moment" dla Duńczyków
Szefowa rządu Danii Mette Frederiksen oświadczyła w niedzielę, że jej kraj znajduje się w "decydującym momencie" w sprawie Grenlandii, autonomicznego terytorium, któremu prezydent USA grozi aneksją.
- Dochodzi do konfliktu o Grenlandię, to decydujący moment, stawka wykracza poza to, co widać gołym okiem - powiedziała Frederiksen podczas debaty z liderami duńskich partii politycznych. I jak podkreśliła, "Dania jest lojalnym i silnym sojusznikiem".
"Jesteśmy w trakcie poważnego zbrojenia się i jesteśmy gotowi bronić naszych wartości, wszędzie tam, gdzie jest to konieczne, również w Arktyce" - napisała na platformie X.
Niebezpieczeństwo dla NATO. Trump "z sojusznika czyni wroga"
W obronie Grenlandii stanęły przez weekend inne państwa Europy. Jak ujawniła agencja Bloomberg, w odpowiedzi na roszczenia Trumpa grupa krajów europejskich, z Wielką Brytanią i Niemcami na czele, omawia plany zwiększenia swojej obecności wojskowej na Grenlandii.
- Postawa Europy jest trafna, zniechęca prezydenta USA do dalszego destabilizowania NATO. Najważniejsze z naszego punktu widzenia nie jest to, że on po prostu chce Grenlandii. Ale to, że z sojusznika czyni wroga. On tak Danię zdefiniował. Skoro nie chce mu oddać wyspy, jest wrogiem USA. Przecież Trump chce Grenlandię na własność. Koniec kropka. "Chciejstwo" prezydenta USA jest ważniejsze niż sojusze - zauważa prof. Nowak-Far.
Jak dodaje były wiceminister spraw zagranicznych, Europa musi zacząć odtwarzać zdolności obronne. - Nawet nie po to, żeby się bronić, ale żeby odzyskać wiarygodność. USA Trumpa "szanują" jedynie siłę. On po prostu chce Grenlandii. Uważa, że nauczy Europejczyków, jak zabierze im wyspę. A co będzie dalej, tego administracja Białego Domu też nie wie - twierdzi nasz rozmówca.
Jego zdaniem, w kontekście Grenlandii nie ma co liczyć na prawo międzynarodowe. - Dzisiaj to prawo "śpi". To taka "gadka szmatka" dla nas, czyli średniej wielkości państwa, bo to nas chroni prawo międzynarodowe najbardziej. A mocarstwa uznały, że to ich nie dotyczy - konkluduje prof. Nowak-Far.
W ocenie prof. Milczanowskiego, zabierając Grenlandię, Trump nie tylko powiększy terytorium Stanów Zjednoczonych, ogłosi podbój i zmieni mapy świata, ale jednocześnie stworzy kolejne precedensy, które są bardzo korzystne dla Putina.
- Na razie z tego, co robi Trump, rosyjski przywódca czerpie pełnymi garściami. Mówi, że go nie obowiązuje międzynarodowe prawo. Skupia się na Grenlandii, odchodząc przy tym od pomocy Ukrainie - komentuje prof. Milczanowski.
Jak dodaje, jeśli amerykański prezydent faktycznie wydał dyspozycję przygotowania planów inwazji na Grenlandię, a wojskowi odmówili, to USA jeszcze nie stały się monarchią Trumpa. - On nie jest carem, więc nie może takich rozkazów wydawać. Od tego jest Kongres, żeby go kontrolować. Problem polega na tym, że on się nie zatrzyma. Może go powstrzymać jedynie Trump. Jak sam przyznał, ogranicza go tylko jego moralność - przypomina nasz rozmówca.
Prof. Milczanowski podkreśla też, że to, co Trump robi teraz w sprawie Grenlandii, jest zwyczajnie niebezpieczne.
- Jego zwolennikom się wydaje, że stoi za tym jakaś wyrafinowana gra. Nie, nie stoi. On mówi szczerze to, co robi i co chce zrobić. Jego słowa trzeba literalnie przyjmować i traktować poważnie. Europa powinna to robić już od ponad roku i powinna przygotować się na scenariusz rozpadu NATO i odejścia Stanów Zjednoczonych. Szkoda, że tak wolno się to dzieje - komentuje ekspert.
I ostrzega, że Europa nie ma na co czekać. - Nie możemy się przyglądać, jak Trump rzeczywiście się wycofa z NATO. On bardzo wyraźnie mówi: Europa ma się bronić sama. Mówi to otwartym tekstem. Jeżeli Trump chce przeprowadzić inwazję na Grenlandię, to nie ma żartów. Co miałoby go powstrzymać? To, że jest w NATO? Przecież on się zupełnie nie przejmuje Sojuszem Północnoatlantyckim. A że Grenlandia jest pod auspicjami europejskiego państwa, to dla niego jeszcze lepiej. Utrze nosa Danii i Europie, która nic mu nie zrobi - prognozuje prof. Milczanowski.
Według naszego rozmówcy, trzeba jak najszybciej tworzyć europejskie struktury NATO, które będą działać niezależnie od USA.
- Europa nie ma wyjścia. Musi się w końcu zorganizować. Teraz liczy, że jakoś to będzie. Nie będzie. Trumpowi zostały jeszcze trzy lata kadencji. To bardzo dużo. Za dużo, żebyśmy niczego nie byli w stanie zrobić - podsumowuje zastępca dyrektora Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski