Plama na honorze fundacji

O Fundacji „Rodzina Nadziei” do tej pory pisaliśmy raczej dobrze. Powstała przed trzynastoma laty. Zrzesza zapaleńców, którzy starają się pomóc dzieciom z rodzin biednych i patologicznych. Pokrzywdzone przez los dzieciaki trafiają do trzech placówek - w Gdańsku, Wejherowie i Liniewku. Dlatego też z dużym niedowierzaniem przyjęliśmy opowieść Małgorzaty Jasińskiej z Gdańska.
- Pomóżcie mi odzyskać dzieci - zdenerwowana kobieta w ubiegłym tygodniu przyszła do redakcji. - Powiedziano mi, że mój młodszy syn Damian trafi do rodziny zastępczej.

Opowieść Małgorzaty

Kobieta twierdzi, że źródłem jej problemów jest bieda. Sama wychowuje 14-letnią Kingę i 10-letniego Damiana. - Z niedożywienia dostałam anemii - mówi. - Straciłam pracę i sytuacja stała się beznadziejna. Poczułam, że nie mam siły żyć. Wzięłam dzieci i zaprowadziłam do komisariatu policji. Poinformowałam dyżurnego, że chcę się zabić.

Wiele godzin błądziła po mieście, wreszcie trafiła na Srebrzysko. Niecałe dwa tygodnie leczyła się z depresji.

Dzieci zostały przewiezione do pogotowia opiekuńczego. Kinga obecnie przebywa w ośrodku wychowawczym pod Bydgoszczą, Damian od trzech miesięcy mieszka w jednym z domów „Rodziny Nadziei”.

- Przychodziłam często do syna - mówi matka. - Podczas kąpieli zauważyłam u dziecka zasinione ramię. Interweniowałam u pani dyrektor. Usłyszałam, że jestem niezrównoważona psychicznie.

Sprawdzamy opowieść matki

W piątek rano prezes Grzegorz Foppke deklaruje, że jak najszybciej wyjaśni sprawę i jeszcze tego samego dnia przyjedzie do redakcji. Towarzyszą mu: Anna Łaszcz, dyrektorka domu przy ul. Grottgera oraz Witold Bruski, który opiekował się Damianem w pogotowiu na Leczkowa.

- Matka buntuje dziecko i bezpodstawnie oskarża wychowawców - twierdzi prezes. Dyrektorka domu zapewnia: - Nie stosujemy takich metod wychowawczych, nie bijemy dzieci! Nie ma mowy nawet o wymierzaniu klapsów!

- Znam Damiana i jego matkę - dodaje Witold Bruski. - Nie mogę wiele powiedzieć o postępowaniu wychowawców w placówce, ale uważam, że Damianowi jest tu lepiej, niż w domu.

Małgorzata wprawdzie przedstawiła nam zaświadczenie psychiatry, że jedynym jej problemem jest depresja, ale opinia trzech szanowanych osób wydaje się nam bardziej wiarygodna.

Pojawia się raport

W poniedziałek rano do naszych rąk trafia „Zeszyt Raportów” wypełniany przez wychowawców z ul. Grottgera między 13 lutego a 10 czerwca br. - To był nasz wewnętrzny środek komunikacji - wyjaśnia pan Eugeniusz, najstarszy wychowawca z domu przy ul. Grottgera. - Dzięki niemu, przejmując dyżur, dowiadywaliśmy się, czy, np. jakieś dziecko nie jest chore.

Raporty pana Eugeniusza są krótkie i nie ma w nich wzmianek o karach cielesnych. Jednak dwóch innych wychowawców, Tomek i Piotr oraz pani dyrektor, piszą o wykręcaniu rąk, praniu paskiem w goły tyłek, przewracaniu na podłogę, „łapaniu za chabety”.

Pan Eugeniusz widział raporty. Niestety, nie miał wpływu na postępowanie wychowawców.

Informujemy dyrektorkę o tym, że w redakcji znajduje się zeszyt. - To są trudne dzieci - rozkłada ręce Anna Łaszcz. - W poprawczaku nie mają takich, jak my, problemów. Przyznaję, że dwaj nasi pracownicy są niewydolni wychowawczo, jednak nie miałam wpływu na ich dobór i nie mogłam ich zwolnić. Zresztą, kto chciałby tak ciężko pracować za grosze.

Kradzież

Tego samego dnia przed godziną 18 w redakcji pojawia się wiceprezes fundacji, Danuta Walus. Żąda zwrotu zeszytu, dodając, że fakt kradzieży został już zgłoszony na policji.

- Nie mieliście prawa tego czytać - oznajmia telefonicznie prezes Foppke. - Zaraz poprosimy policjantów, by odebrali z redakcji raporty. Po wyjściu pani wiceprezes zawozimy zeszyt do komisariatu przy ul. Kaprów. Wcześniej kserujemy interesujące nas strony. - Prokuratura w ciągu 7 dni podejmie decyzję, co z tym zrobić - poinformowała nas policja.

Wczoraj przedstawiciele fundacji zmienili stosunek do dziennikarzy. Mogliśmy porozmawiać z wychowawcą, lubianym przez dzieci panem Eugeniuszem. - Damian jest dobrym dzieckiem - mówi wychowawca. - Ale czasem bywa nadpobudliwy i bardzo wulgarny. Tu zresztą nie ma łatwych dzieci. Ja w takiej sytuacji sadzam go na pufie, czytam mu książkę i czekam, aż się uspokoi. Bez świadków też rozmawialiśmy z dziećmi.

- Dziadek Gienek jest „w porzo” - powiedział jeden z chłopców. - Ale pan Piotr robi inaczej. Dwa razy ostrzega, potem bije.

Szefostwo fundacji zapowiada zwolnienie dyrektor Łaszcz oraz pana Piotra. Pan Tomek z powodów rodzinnych sam zrezygnował z pracy w ubiegłym tygodniu.

Justyna Lulkiewicz, Dorota Abramowicz

Wybrane dla Ciebie
Posłowie PiS ukarani. Czarzasty potwierdza
Posłowie PiS ukarani. Czarzasty potwierdza
Pożar w szkole podstawowej. Uczniowie ewakuowani
Pożar w szkole podstawowej. Uczniowie ewakuowani
Kral w Izraelu? Prokuratura: nie weryfikowaliśmy tego
Kral w Izraelu? Prokuratura: nie weryfikowaliśmy tego
Samochód potrącił rowerzystę. 17-latek zginął na miejscu
Samochód potrącił rowerzystę. 17-latek zginął na miejscu
Ważą się losy koalicji. Tak zagłosuje PSL
Ważą się losy koalicji. Tak zagłosuje PSL
Czarzasty o Zondacrypto. Marszałek Sejmu proponuje komisję śledczą
Czarzasty o Zondacrypto. Marszałek Sejmu proponuje komisję śledczą
Politico: Luki NATO. Eksperci wskazują na rok 2029
Politico: Luki NATO. Eksperci wskazują na rok 2029
Co z wotum wobec Hennig-Kloski? Ministra wskazuje na dawnych kolegów
Co z wotum wobec Hennig-Kloski? Ministra wskazuje na dawnych kolegów
Rzecznik rządu uderza w Pełczyńską-Nałęcz. "Zagęszcza atmosferę"
Rzecznik rządu uderza w Pełczyńską-Nałęcz. "Zagęszcza atmosferę"
Mężczyzna wpadł do studni. Akcja ratunkowa zakończona niepowodzeniem
Mężczyzna wpadł do studni. Akcja ratunkowa zakończona niepowodzeniem
"Łomiarz" wychodzi na wolność. Brutalnie atakował kobiety
"Łomiarz" wychodzi na wolność. Brutalnie atakował kobiety
Przeanalizowali social media zamachowca. Porównywał Trumpa do Hitlera
Przeanalizowali social media zamachowca. Porównywał Trumpa do Hitlera