Trwa ładowanie...
d1784kq

Nowa ofensywa w Donbasie. Co z Polakami z Mariupola?

Po okresie względnego spokoju, na Ukrainie znów toczą się krwawe walki. Ostrzeliwane są też przedmieścia Mariupola. Tamtejsi Polacy wciąż nerwowo czekają na ewakuację. Wciąż bezskutecznie.
Share
Wyrzutnia rakiet "Grad" pod Gorłówką we wschodniej Ukrainie
Wyrzutnia rakiet "Grad" pod Gorłówką we wschodniej UkrainieŹródło: AFP, Fot: Andriej Borodulin
d1784kq

W ciągu ostatnich dni, mieszkańcy Mariupola nad Morzem Azowskim znów mogli usłyszeć znajome odgłosy. Znów - i to ze zdwojoną intensywnością - zawyły rakiety "Gradów", dało się słyszeć huki moździerzy oraz strzały z karabinów. Tak blisko nie trafiały od stycznia, kiedy atak rakietowy zabił 30 osób w centrum miasta. Tym razem celem była Sartana, miejscowość należąca do wschodnich przedmieść Mariupola. W ostrzale zginęło tam dwóch żołnierzy i dwóch cywilów, zaś kilka innych osób - w tym dziewczynka, która straciła stopę - zostało rannych. A to tylko część całej kampanii wznowionych ataków separatystów, przeprowadzonych niemal na całej linii frontu - od okolic Ługańska na północy po Morze Azowskie na południu. Tylko w nocy z niedzieli na poniedziałek zginęło przez nie 13 osób.

- Przez większość lata było tu spokojniej, chociaż walki trwały cały czas. Ale teraz znów są "Grady" i ciężka artyleria - mówi WP Andrzej Iwaszko, prezes Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu. - Cały czas widzimy próby dywersji nad morzem, w Szyrokino, które jest już właściwie całe zniszczone. Ale coraz częściej ostrzały się skupiają dalej na północ, wzdłuż drogi prowadzącej na Wołnowachę i Donieck - dodaje.

Do ataków doszło tuż po tym, kiedy przed ukraińską ofensywą przestrzegał lider donieckich separatystów Oleksandr Zacharczenko.

d1784kq

- Nie oczekujemy, że to wszystko zakończy się pokojem. Mińskie rozmowy pokojowe zostały praktycznie zerwane - powiedział samozwańczy premier. Wtórował mu szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow, który o wznowienie ciężkich walk również oskarżył Ukraińców, przepowiadając, że może to być początek zmasowanego ataku wojsk Kijowa.

Zdaniem Anatolija Baronina, szefa ośrodka analitycznego AG Da Vinci w Kijowie, zaostrzenie walk rzeczywiście może być początkiem większej ofensywy, lecz ze strony prorosyjskiej.

- Do takiej ofensywy prędzej czy później dojdzie, chociaż najprawdopodobniej będziemy mieć do czynienia z kampanią "lokalną", a nie szeroko zakrojoną próbą zagarnięcia nowych obszarów "Noworosji". Rosji na taki krok nie stać. Kremlowi zależy na trwałej destabilizacji Ukrainy, dlatego co jakiś czas musi zaostrzać konflikt - mówi WP Baronin.

Co z ewakuacją

d1784kq

Zaognienie walk wokół Mariupola znów stawia pytanie o ewakuację mieszkających tam Polaków, którzy liczą na pomoc polskiego rządu w wyjeździe do Polski. Tym bardziej, że żyją oni także w podmiejskich miejscowościach, które najczęściej znajdują się pod ostrzałem rosyjskiej artylerii. - Jedna rodzina naszych rodaków mieszka w Sartanie, a dwie inne tuż obok, w Tałakowce. Mówią, że przy każdym ostrzale siedzą w piwnicy - relacjonuje Andrzej Iwaszko.

Jak mówi, choć dzięki pomocy organizacji i polskiego konsulatu w Charkowie sytuacja materialna nie jest najgorsza, to wszyscy boją się o własne życie.

- Żadna pomoc materialna nie zastąpi nam bezpieczeństwa. Tym bardziej, że my tu żyjemy na walizkach od ponad roku, ciągle słysząc huki artylerii i spodziewając się najgorszego. Niektórzy nie wytrzymują tego nerwowo - mówi lider organizacji polonijnej. Mimo to, polski MSZ nie zdecydował się przeprowadzić ewakuacji mariupolskich Polaków, tak jak uczynił to w przypadku tych z Doniecka i jego okolic. Zdaniem MSZ, który powołuje się na stanowisko władz ukraińskich, sytuacja w nadmorskim porcie nie jest na tyle zła, by wymagała ewakuacji. Ministerstwo zapewnia jednak, że jeśli do ataku na miasto dojdzie, to jest w stanie zabrać miejscowych rodaków w ciągu 72 godzin.

- Wygląda na to, że rząd czeka tylko na tragedię. Brak im rozeznania w tutejszej sytuacji. Prezydent Duda niejednokrotnie w kampanii mówił o wsparciu dla Polaków ze wschodu. Chcielibyśmy w końcu zobaczyć to wsparcie - mówi Iwaszko. Dodaje, że brak działań polskich jest tym dziwniejsza w kontekście decyzji rządu o przyjęciu dwóch tysięcy uchodźców z Erytrei i Syrii. - Ja ich rozumiem i nie mówię, że nie powinno się im pomagać. Ale nam też grozi bezpośrednie niebezpieczeństwo. To wygląda jakby rząd pomagał innym, a nie mógł pomóc rodakom - dziwi się działacz.

d1784kq

Zobacz: Separatyści ostrzelali przedmieścia Mariupola

d1784kq

Podziel się opinią

Share
d1784kq
d1784kq
Więcej tematów