NATO: zagrożenie dla Ameryki [OPINIA]
Niegdyś, w oczach większości konserwatywnych polityków i wyborców w USA, Sojusz Północnoatlantycki był filarem światowego porządku. Dziś jest dla nich balastem, a nawet zagrożeniem - pisze dla Wirtualnej Polski Marek Magierowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Gdy Tulsi Gabbard otrzymała nominację na stanowisko Dyrektor Narodowego Wywiadu, środowisko radykalnych konserwatystów spod znaku MAGA było zachwycone. Była kongresmenka z Hawajów stanowiła dla nich uosobienie ideału: niegdyś Demokratka, nawrócona na trumpizm, izolacjonistka, wierna hasłu "America First".
Z drugiej strony wielu liberalnych polityków, ekspertów i dziennikarzy wyrażało swoje zdumienie: jak to możliwe, iż osoba tak dalece "odurzona" rosyjską propagandą, powtarzająca narrację Kremla w sprawie wojny na Ukrainie, siejąca dezinformację o amerykańskich "laboratoriach produkujących broń biologiczną", broniąca Edwarda Snowdena (byłego pracownika agencji NSA, który uciekł do Moskwy) ma nadzorować wszystkie instytucje zajmujące się działalnością wywiadowczą?
Byli też tacy, którzy podchodzili do jej kandydatury pragmatycznie: owszem, poglądy Gabbard na Rosję można uznać za co najmniej kontrowersyjne, czym innym są jednak kampanijne slogany, a czym innym kierowanie wywiadem. Owi "symetryści" przekonywali, iż Gabbard szybko zrozumie swoją nową rolę, i gdy zacznie się wczytywać w niejawne raporty, rychło zmodyfikuje swój światopogląd.
Ten optymizm okazał się mocno na wyrost. W jednym z opublikowanych tweetów Gabbard oskarżyła NATO i Unię Europejską o torpedowanie wysiłków prezydenta Trumpa na rzecz pokoju w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, celowe dążenie do eskalacji i "wciągnięcia USA w militarną konfrontację z Rosją". Stwierdziła również, iż według ocen amerykańskiego wywiadu, Kreml chce uniknąć "większej wojny z NATO".
Moglibyśmy oczywiście uczepić się doboru słów, zapytać, co tak naprawdę oznacza sformułowanie "larger war with NATO" i czy w takim razie Władimir Putin nie wyklucza "mniejszej wojny" z Sojuszem. Moglibyśmy rozważać, dlaczego w jej tweecie NATO występuje de facto jako "zewnętrzna", obca organizacja, zagrażająca bezpieczeństwu narodowemu Ameryki, choć przecież Stany Zjednoczone są jej członkiem. Moglibyśmy się zastanowić, dlaczego wsparł ją na portalu X Elon Musk, oraz dlaczego tak entuzjastycznie zareagował na jej tekst Kirił Dimitriew, specjalny wysłannik Putina ("Przyznajmy, iż plan pokojowy prezydenta Trumpa jest atakowany przez wojennych podżegaczy w USA, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej, którzy dążą do wojny z Rosją (…) i zarabiają na dostawach broni").
Czytaj również: MAGA myśli tak jak Tucker Carlson. Polska miłość do tego ruchu to czysta głupota [OPINIA]
Zjawisko jest jednak szersze i nie ogranicza się do twitterowych duserów między szefową Narodowego Wywiadu a doradcą prezydenta Rosji. Przypomnijmy, iż w sławetnym 28-punktowym "planie pokojowym" mowa jest m.in. o tym, iż Stany Zjednoczone będą mediatorem między… NATO a Rosją. W Narodowej Strategii Bezpieczeństwa Sojusz Północnoatlantycki jest wymieniony pięciokrotnie, lecz ani razu w pozytywnym kontekście.
Dwa tygodnie temu republikański kongresman Thomas Massie przedłożył na Kapitolu projekt ustawy, przewidujący wyjście USA z NATO, argumentując: "NATO to relikt zimnej wojny (…). Sojusz został utworzony po to, aby przeciwstawić się Związkowi Sowieckiemu, który rozpadł się wszak ponad 30 lat temu. Od tego czasu członkostwo USA w NATO kosztowało amerykańskich podatników biliony dolarów".
Oczywiście, ustawa nie ma najmniejszych szans na przegłosowanie, choć w Kongresie jest grupa Republikanów, którzy podzielają zdanie Massiego i głoszą je publicznie. Problem polega na czym innym: ani Donald Trump, ani J.D. Vance, ani Marco Rubio, ani Pete Hegseth nigdy jednoznacznie nie skrytykowali tego typu działań i takiej retoryki. Duża część wyborców MAGA jest już mentalnie poza NATO, tym samym jasna deklaracja: "Nie, nie mamy zamiaru wyjść z Sojuszu" byłaby dla nich - z punktu widzenia polityki wewnętrznej - dość ryzykowna. Jeśli już się taka zdarzy (np. Marcowi Rubio, podczas kwietniowej wizyty w Brukseli), po stwierdzeniu "pozostaniemy w NATO", niezmiennie pojawia się słowo "ale", po czym następuje litania warunków.
Przez ostatnich kilka lat percepcja NATO w umysłach wielu prawicowych polityków i wyborców w USA zmieniła się w sposób znaczący. Od organizacji, która była filarem i gwarantem światowego porządku, poprzez sojusz, który zaniedbuje wydatki na zbrojenia i kosztuje amerykańskich podatników "biliony dolarów", aż do grupy państw, które - ramię w ramię z Unią Europejską - "torpedują politykę prezydenta Trumpa".
Władimir Putin, Kirił Dimitrijew, Siergiej Ławrow, Aleksander Dugin, Władimir Sołowjow i Margarita Simonjan muszą być pijani ze szczęścia. I zadowoleni z rozłożonej na lata, ale świetnie zrealizowanej, operacji z gatunku psychologii społecznej.
Dla Wirtualnej Polski Marek Magierowski
Marek Magierowski, dyrektor programu "Strategia dla Polski" w Instytucie Wolności, ambasador RP w Izraelu (2018-21) i Stanach Zjednoczonych (2021-24), były wiceminister spraw zagranicznych. Autor książki "Zmęczona. Rzecz o kryzysie Europy Zachodniej" oraz powieści "Dwanaście zdjęć prezydenta".