Trwa ładowanie...
d4nbwer

"Mój syn zostanie zamknięty w domu". Matka chorego dziecka oburzona pomysłem MEN

Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt, który likwiduje możliwość organizowania nauczania indywidualnego dzieci w szkołach. Uderzy to w dzieci niepełnosprawne, które zostaną pozbawione możliwości integracji z rówieśnikami. Jeśli projekt wejdzie w życie, zapłacimy za to wszyscy.
Podziel się
"Mój syn zostanie zamknięty w domu". Matka chorego dziecka oburzona pomysłem MEN
(PAP, Fot: Radek Pietruszka)
d4nbwer

Nina Harbuz, Wirtualna Polska: Mój nauczyciel angielskiego nosił koszulkę z napisem "I speak polish. What's your superpower?". Jaką supermoc ma pani syn?

Marta Iwanowska-Polkowska – psycholog, coach: Mój syn ma zespół Aspergera. Oznacza to, że ma trudności w rozumieniu i wyrażaniu emocji, kontaktach z ludźmi, ale jest ponadprzeciętnie inteligentny. Ma supertalenty i specyficzne zainteresowania. Potrafi bez zająknięcia wymienić wszystkie gatunki dzięciołów mieszkające w Polsce i bardzo dobrze umie je narysować. To są umiejętności, za które poza nami w domu nie jest chwalony przez wiele osób, nawet nie zawsze doceniany jest za to, w jakich ilościach i w jakim tempie pochłania książki, bo przecież nie czyta kanonu lektur tylko fantasy. Sam z siebie potrafi wstać o 5-6 nad ranem i czytać. W ten sposób w ciągu roku przeczytał wszystkie części Harry'ego Pottera i kończy już "Baśniobór".

Do jakiej szkoły chodzi pani syn?

d4nbwer

Do zwykłej podstawówki, w której w czasie lekcji towarzyszy mu nauczyciel wspierający.

A jeśli projekt Ministerstwa Edukacji Narodowej, likwidujący możliwość organizowania nauczania indywidualnego dzieci w szkołach, zostanie przyjęty, to co się zmieni w życiu pani syna?

Jest ryzyko, że zostanie zamknięty w domu, tak jak inne dzieci z niepełnosprawnościami. Dla mojego syna będzie to oznaczać, że straci kontakt z rówieśnikami, a to właśnie w kontaktach społecznych ma największe trudności i żeby je przezwyciężać, musi mieć możliwość doświadczania ich. Dla mnie będzie się to równać z koniecznością zrezygnowania z pracy. Stracę w ten sposób dochody, które wydawane są na bieżące zajęcia terapeutyczne i wyrównawcze dla syna, oszczędności, które być może będą potrzebne w przyszłości, bo na ten moment nie wiem, czy mój syn będzie całkowicie niezależny finansowo, i oczywiście własną emeryturę. A wszystko tylko po to, żebym mogła kilka razy w tygodniu otwierać drzwi do naszego mieszkania nauczycielom.

Domyśla się pani, po co taka zmiana?

Przypuszczam, że ten pomysł zrodził się też po to, żeby ratować sytuację zwalnianych w wyniku reformy edukacyjnej nauczycieli. Ci, dla których zabraknie miejsc w placówkach, będą wysyłani na nauczanie indywidualne.

d4nbwer

Przeczytaj też jak Szefowa MEN zaparkowała na miejscu dla osób niepełnosprawnych

To może wyśle pani syna do szkoły integracyjnej?

Po pierwsze mój syn bardzo dobrze czuje się w grupie rówieśników neurotypowych, czyli, mówiąc prościej, choć mniej elegancko, takich, którym nic nie dolega i mieszczą się w szeroko rozumianej normie. Już prawie trzy lata edukacji realizuje w szkołach publicznych i chciałabym, by trud jego socjalizacji nie został teraz zniweczony. Jego praca, ale też praca nas, rodziców, jego nauczycieli, pedagogów, nauczyciela wspierającego i terapeutów poszła by na marne. Dodatkowym problemem jest to, że szkół integracyjnych nie ma wiele, są przepełnione i nie znajdzie się miejsce dla wszystkich. Od kilku lat, dzięki kampaniom społecznym, idziemy w dobrym kierunku, zaczynamy oswajać niepełnosprawności, a w naszym kraju to szczególnie ważne. Polakom brak jest tolerancji dla niepełnosprawności psychicznych i emocjonalnych. Znacznie łatwiej zaakceptować nam czyjąś ułomność fizyczną, bo to budzi współczucie i chęć pomocy.

Czy rodzice dzieci z trudnościami w rozwoju społecznym i emocjonalnym chętnie sięgają po wsparcie specjalistów i terapeutów?

Powiedziałabym, że z dużą rezerwą a czasem wręcz z niechęcią. Dla wielu z nich wiąże się to z ogromnym wstydem, poczuciem winy i koniecznością przyznania się przed samym sobą, że nie dają sobie rady z własnym dzieckiem. Nowy pomysł rządu stygmatyzuje dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Dzieli uczniów na tych "normalnych" i tych, z którymi jest "coś nie tak".

d4nbwer

I jakie mogą być tego konsekwencje?

Takie, że rodzice takich dzieci nie będą iść do specjalistów po orzeczenia o nauczaniu specjalnym czy o niepełnosprawności, żeby tylko nie stracić miejsca w "normalnej" szkole, przez co te dzieci nie będą wspierane w rozwoju. Gdyby ktoś chciał to przeliczyć na pieniądze, to po kieszeni dostaną wszyscy – rodzice takich dzieci, bo będą musieli zrezygnować z pracy i zostać w domach, same dzieci, bo starcą szansę na wszechstronny rozwój, a cytując "Rejs" zapłacimy też my wszyscy - społeczeństwo, bo zamiast przygotowywać osoby z trudnościami do funkcjonowania w normalnym życiu i stwarzać im jak najlepsze możliwości, żeby w przyszłości mogły podjąć pracę zawodową, odcinamy je od świata i niewykluczone, że wiele z nich skazujemy na renty, które są opłacane z naszych podatków.

d4nbwer

Podziel się opinią

Share

d4nbwer

d4nbwer
Więcej tematów