Sarna zauważa, że wielu rodziców popełnia błąd przy zwracaniu dziecku uwagi, posługując się sformułowaniami dla niego niezrozumiałymi i abstrakcyjnymi. – Hasło „nie wolno” jest pojęciem abstrakcyjnym, podobnie jak „to boli”, w przypadku, gdy dziecko nigdy nie było bite. Maluch nie jest w stanie wyobrazić sobie, że kogoś coś boli i przyrównać tego wyobrażenia do katalogu dostępnych sobie emocji – mówi ekspertka. W przypadku zaatakowania przez dziecko najlepiej powiedzieć mu „nie wolno”, odsunąć od siebie i natychmiast wymierzyć karę. Przy czym trzeba dziecku jasno wytłumaczyć, za co zostało ukarane, bo część rodziców błędnie zakłada, że jest to dla malucha oczywiste. Zdarza się, że przeprosiny dziecka mają w takich sytuacjach charakter manipulacyjny. Wie, czego się od niego oczekuje, więc przeprasza, nie mając jednak zamiaru nic z tym zrobić. Wychowanie jest to często długi i żmudny proces, w którym za każdym razem trzeba dziecku powtarzać, za co wymierzana jest kara. Do drugiej grupy agresorów zaliczają się
osoby powyżej 15. roku życia. Agresja pojawia się u nich często dlatego, że sami doświadczyli jej jako dzieci. Zdaniem Sarny zasada postępowania wobec starszych agresorów jest identyczna jak w przypadku maluchów. – Jeżeli damy się wpuścić w spiralę bezsilności, że ten 17-letni byk mnie tłucze, więc co ja, słabsza matka, mogę, to z góry jesteśmy na straconej pozycji. Tak naprawdę to my jesteśmy silniejsi, bo mamy władzę i nikt jej nam nie odbierze – mówi psycholog. Pytana o przyczyny, dla których wielu rodziców boi się poprosić w takim przypadku o pomoc opiekę społeczną czy policję, odpowiada, że przyczyn jest kilka. Po pierwsze, odzywa się w nas wewnętrzne poczucie, że to jest nasze dziecko i mamy je chronić, a nie karać. Po drugie, policja wciąż kojarzy się wielu osobom, co jest typowe dla państw byłego bloku socjalistycznego, z instrumentem opresyjnym, a nie kimś, kto stoi na straży prawa. Trzecie źródło, i może najważniejsze, to fakt, że wiele osób nie potrafi pójść na policję i publicznie przyznać się do
tego, że nie potrafili wychować własnego dziecka. W wielu przypadkach jest to, zdaniem ekspertki, kwestia przeformułowania w głowie zasad, że nie idziemy na policję po to, żeby skarżyć na dziecko, ale robimy to dla jego i naszego własnego dobra.