Trwa ładowanie...

Miller "zamieszkał" w Sejmie. Były premier zaskakuje i naraża się na krytykę ze strony SLD. "Zachowuje się jak rzecznik PiS". Chwedoruk: polityk lewicy nie może być po stronie KOD-u

• Miller zachowuje się jak poseł i często pojawia się w Sejmie
• Były premier broni w mediach decyzji PiS
• Politycy SLD krytykują ostatnie wypowiedzi szefa SLD
• Poseł Cymański broni Millera: widać, że nie chce być na posyłki u Petru
• Zdaniem politologa szef SLD zachowuje się jak na polityka lewicy przystało

Share
Miller "zamieszkał" w Sejmie. Były premier zaskakuje i naraża się na krytykę ze strony SLD. "Zachowuje się jak rzecznik PiS". Chwedoruk: polityk lewicy nie może być po stronie KOD-u
Źródło: WP, Fot: Łukasz Szełemej
d1u5wqs

Nie jest już posłem, ale zachowuje się jakby wciąż zasiadał w parlamencie. Regularnie pojawia się w Sejmie, chętnie rozmawia z dziennikarzami, komentuje bieżące wydarzenia polityczne, nie odmawia wizyt w telewizyjnym studiu. Postępuje tak jakby od 25 października w jego życiu oraz formacji której przewodzi nic się nie zmieniło, mimo że zostało ona wywrócone do góry nogami. Leszek Miller, bo to o nim mowa, jest jednym z największych politycznych przegranych 2015 roku. To jego decyzje o wystawieniu Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich, a następnie wystartowaniu w wyborach parlamentarnych pod szyldem Zjednoczonej Lewicy, pogrążyły polskich socjaldemokratów i przyczyniły się do tego, że ludzi SLD nie ma dziś w Sejmie.

Do szczęścia, czyli ośmioprocentowego progu wyborczego dla koalicji, zabrakło ZLew niewiele - 0,45 proc. Po ogłoszeniu werdyktu Polaków, który wymiótł polską lewicę z parlamentu, wielu komentatorów polskiego życia politycznego zwracało uwagę na to, że gdyby SLD wystartowało samodzielnie, to niczym PSL prześliznęłoby się nad pięcioprocentowym progiem wyborczym. To co wydarzyło się 25 października miało być końcem pewnej politycznej epoki oraz początkiem emerytury przewodniczącego Sojuszu.

d1u5wqs

W SLD trwają właśnie wybory na przewodniczącego partii. Wśród kandydatów do walki o przywództwo nie ma byłego premiera. Jego nieobecności w tej potyczce nie należy jednak interpretować jako przejścia na emeryturę. Obserwując powyborczą działalność Millera trudno przypuszczać, że w polityce powiedział ostatnie słowo. Były premier mówi chętnie, dużo i zaskakująco. Jego wypowiedzi sprawiają, że niektórym działaczom SLD i parlamentarnej opozycji włosy stają dęba.

W czasie sporu o Trybunał Konstytucyjny Leszek Miller nie tylko nie wziął udziału w demonstracjach Komitetu Obrony Demokracji, na których obecni byli inni politycy lewicy, np. Barbara Nowacka, ale wręcz bronił decyzji Prawa i Sprawiedliwości. "PiS nie dokonuje zamachu stanu", "ze strony mediów zachodnich, zwłaszcza niemieckich, mamy do czynienia ze swego rodzaju histerią", "Rzepliński zachowywał się jak rasowy polityk Platformy" mówił w studiu telewizyjnym były premier. W innym wywiadzie stwierdził, że "demokracja w Polsce ma się dobrze", a w programie "Piaskiem po oczach" w TVN24 uderzył się w pierś i przyznał, że w Sejmie poprzedniej kadencji jego partia popełniła błąd głosując "za" ustawą PO-PSL dotyczącą wyboru sędziów TK.

Trybunał Konstytucyjny i reforma mediów, to nie jedyne tematy, w których Leszek Miller zgadza się z polską prawicą. Stanowisko szefa SLD jest tożsame również w sprawach międzynarodowych. Były premier wielokrotnie krytykował chociażby działania niemieckiego rządu w sprawie imigrantów, a Angelę Merkel oskarżył o ściągnięcie zagrożenia na Europę. Szef Sojuszu pozytywnie ocenił również niektóre społeczno-gospodarcze pomysły PiS, jak program 500+.

- Jak wiele osób w SLD szanuję Leszka Millera za jego dokonania, ale nie zgadzam się z tezami dotyczącymi PiS-u - mówi Wirtualnej Polsce jeden z czołowych polityków Sojuszu proszący o zachowanie anonimowości. I dodaje, że podobną opinię wyraża większość jego partyjnych kolegów. - W SLD panuje przekonanie, że demokracja jest zagrożona, a to co robi Prawo i Sprawiedliwość jest nie do przyjęcia. Dlatego wypowiedzi Millera uzasadniające działania PiS-u, są dla elektoratu lewicy niezrozumiałe - wyjaśnia rozmówca WP.

d1u5wqs

- Nie wiem, może szef na stare lata chce zmienić partyjne barwy? - zastanawia się inny polityk partii. Po czym dodaje, że to pytanie jest żartem. - Nie potrafię racjonalnie wyjaśnić dlaczego Leszek Miller zachowuje się jak rzecznik PiS. Dla mnie jego ostatnie wypowiedzi stoją w sprzeczności z zasadami jakie wyznawał przez lata - mówi były poseł SLD. A jego partyjny kolega dodaje. - Dobrze, że aktywnie udziela się w mediach, bo dzięki temu głos lewicy jest słyszany, ale nie może być tak, że występuje tam w roli rzecznika Kaczyńskiego czy Szydło - żali się wpływowy polityk Sojuszu.

Bardziej zrozumiałe dla działaczy Sojuszu są wypowiedzi byłego premiera na temat kwestii uchodźców. - W tej sprawie głosy w partii są podzielone. Większość uważa, że ten temat należy wspólnie rozwiązać. Wiele osób jest zdania, że Merkel samodzielnie podjęła decyzję, z której zaczęła się nieudolnie wycofywać. Leszek Miller od początku stał w kontrze to działań niemieckiej kanclerz, co popierała duża część członków naszej partii - mówi czołowy polityk SLD.

Lidera Sojuszu broni natomiast Tadeusz Cymański, poseł Solidarnej Polski wchodzącej w skład klubu parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. - To, że mówi podobnym językiem nie oznacza, że jest w PiS-ie czy go popiera. Po prostu nasz program 500+ i wsparcie dla rodzin powinno zasługiwać na szacunek prawdziwego lewicowca - wyjaśnia rozmówca WP. W jego ocenie Leszek Miller być może zrozumiał błędy z przeszłości.

- Od lewicy zawsze oczekiwałem, że będzie wypowiadać się bardziej społecznym językiem. SLD spory akcent położyło na sprawy światopoglądowe, np. na walkę z kościołem. Na dalekim miejscu był bezrobotny, emeryt, pacjent czy student, za co zapłacili wysoką cenę w ostatnich wyborach - mówi Cymański.

d1u5wqs

Polityk PiS nie zgadza się również z tym, że Miller powinien krytykować PiS w sprawie sporu o TK. - Krytyka na żądanie jest żałosna. Były premier jest inteligentnym człowiekiem i pamiętam, kto zaczął ten spór. A poza widać, że nie zamierza uprawiać prymitywnej polityki i nie chce być na posyłki u pana Petru czy Schetyny - stwierdza Cymański.

Postawy Millera broni również politolog dr hab. Rafał Chwedoruk. - Dlaczego Miller miałby bronić Merkel skoro sam był partnerem Gerharda Schrodera, którego partia należy do europejskich socjalistów, czyli politycznych przeciwników obecnej kanclerz Niemiec - mówi WP politolog UW. Chwedoruk zwraca uwagę na to, że były premier w swoich poglądach nie różni się od innych polityków europejskiej lewicy.

- Najbardziej Merkel krytykował premier Słowacji Robert Fico. Ten lewicowy polityk stojący na czele rządu naszych południowych sąsiadów sądzi się z Komisją Europejską w sprawie narzucania kwot uchodźców. Sceptyczna w tej kwestii jest również czeska partia socjaldemokratyczna. Poglądy partii lewicowych na ten temat różnią się w poszczególnych częściach Europy - tłumaczy rozmówca WP.

Chwedoruk nie widzi również powodów dla których Miller powinien uczestniczyć w działaniach w obronie demokracji. - Usytuowanie się ludzi lewicy po stronie KOD-u to jakieś kuriozum. Najtęższym politologicznym głowom trudno byłoby to wyjaśnić, zarówno w wymiarze ideologicznym jak i praktyki. Polityk lewicy nie może być po tej samej stronie co Leszek Balcerowicz czy Roman Giertych - mówi politolog UW. I przypomina, że lewica wypadła z parlamentu właśnie wtedy, kiedy dokonała zwrotu w kierunku wyborców liberalnych i zajęła się sprawami światopoglądowymi.

d1u5wqs

- Miller pokazuje, że należy do polityków, którzy potrafią przegrać z klasą. Nie rzuca piorunami na lewo i prawo oraz nie obraża się na cały świat - tłumaczy ekspert UW. Zdaniem politologa były premier umiejętnie przeobraził się w niezależnego publicystę. - Tą drogą poszedł kiedyś Jan Maria Rokita. Choć można zgadzać się lub nie z ich poglądami, trudno odmówić im przekory oraz wiedzy - często nieformalnej, której większość obserwatorów nie ma - potrzebnej komentatorowi - mówi Chwedoruk. I dodaje, że Miller na politycznym aucie radzi sobie znacznie lepiej niż Aleksander Kwaśniewski czy Lech Wałęsa.

Wątpliwości dotyczących przyszłości byłego premiera po wybraniu nowego szefa Sojuszu, nie ma wpływowy polityk SLD, z którym rozmawiało WP. - Kocha kamerę. Myślę, że będzie często gościł w studiach telewizyjnych i komentował wydarzenia polityczne - tłumaczy polityk partii. Pytanie tylko czy jego wypowiedzi można będzie utożsamiać ze stanowiskiem całej formacji? - To będzie jego głos prywatny. Wielkie wyzwanie czeka natomiast nowego szefa partii, żeby swoją narrację i pomysł przebić do opinii publicznej, tak aby to on był słyszany, a nie komentator Leszek Miller - tłumaczy rozmówca WP. I zaznacza, że nie będzie to łatwe zadanie. Wszystko wskazuje na to, że były premier, który mawiał, że "mężczyznę poznaje się po tym jak kończy", jeszcze nie zamierza wycofać się z życia publicznego.

d1u5wqs

Podziel się opinią

Share
d1u5wqs
d1u5wqs
Więcej tematów