Trwa ładowanie...
d1e7zut

Lokalna wojna Pakistan-Indie z użyciem broni nuklearnej pochłonęłaby miliardy ofiar na całym świecie

• Nawet lokalna wojna nuklearna może pogrążyć świat w chaosie
• Zagrożenie takim konfliktem między Pakistanem i Indiami jest realne
• Wymiana jądrowa tylko tych dwóch państw wywołałaby nuklearną zimę
• W najgorszym scenariuszu głód spowodowałby śmierć nawet 2 mld ludzi
• W tym kontekście niepokój budzi rozbudowa sił nuklearnych przez Pakistan
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pakistańskie taktyczne pociski balistyczne Nasr, zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych
Pakistańskie taktyczne pociski balistyczne Nasr, zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych (AFP, Fot: AAMIR QURESHI)
d1e7zut

Nie trzeba wcale trzeciej wojny światowej, by zginęły miliardy, a ludzkość na lata pogrążyła się w chaosie. Wystarczy konflikt regionalny, w którym użyty zostanie dosłownie ułamek światowego arsenału jądrowego. Skutki byłyby katastrofalne dla całego globu i scenariusz ten wcale nie jest tak odległy, jak może się nam z pozoru wydawać.

Świat stanął w obliczu takiej groźby całkiem niedawno, bo ledwie kilkanaście lat temu. Niewiele brakowało, by na przełomie 2001 i 2002 roku doszło do zbrojnej konfrontacji między dwoma "świeżo upieczonymi" mocarstwami nuklearnymi - Pakistanem i Indiami. Do kryzysu doszło po zamachu na parlament w Nowym Delhi, przeprowadzonym przez wspieranych przez Islamabad separatystów kaszmirskich. Tylko dzięki usilnym działaniom dyplomatycznym społeczności międzynarodowej z USA na czele i nieudolnej mobilizacji indyjskich wojsk udało się uniknąć najgorszego.

Wtedy oba kraje dysponowały łącznie kilkudziesięcioma głowicami nuklearnymi, dziś ich arsenały są kilkakrotnie większe. Symulacje przeprowadzone przez fizyków i klimatologów pokazują, że nawet stosunkowo ograniczona wymiana uderzeń jądrowych mogłaby doprowadzić do gwałtownego ochłodzenia Ziemi, co w najskrajniejszym przypadku kosztowałoby życie dwa miliardy ludzi.

d1e7zut

Zima nuklearna

W 2009 roku autorzy publikacji zatytułowanej "Local nuclear war, global suffering" ("Lokalna wojna nuklearna, globalne cierpienie"), który ukazał się na łamach magazynu "Scientific American", wyliczyli, że detonacja "ledwie" 100 bomb, z której każda miałaby siłę tej zrzuconej na Hiroszimę, skończyłaby się dla nas tragicznie. Eksplozje i pożary wyniosłyby do atmosfery miliony ton sześciennych dymów i pyłów, które przesłoniłyby Słońce, wywołując efekt nuklearnej zimy. Średnia globalna temperatura na co najmniej kilka lat obniżyłaby się o 1,25 stopnia Celsjusza (a w niektórych regionach nawet o kilka stopni). Klimat wróciłby do względnej równowagi dopiero po dekadzie.

1,25 stopnia tylko z pozoru wydaje się być niewielką zmianą, bo skutki tak gwałtownego ochłodzenia byłyby katastrofalne. Nie skończyłoby się jedynie na spadku temperatury, bo symulacje pokazują również zmniejszenie średnich opadów globalnie o 10 proc. oraz poważne nadwątlenie ochronnej warstwy ozonu przez wyniesione w stratosferę tlenki azotu. Ponadto mniejsza ilość światła słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi w negatywny sposób odbiłaby się na procesie fotosyntezy.

(fot. WP)

Powyższe anomalie byłyby katastrofą dla światowego rolnictwa. Dla przykładu, zbiory kukurydzy i soi w USA spadłyby nawet o jedną piątą. O tyle samo spadłaby efektywność upraw ryżu w Chinach, a pszenicy nawet o połowę. Tak gigantyczna klęska nieurodzaju wywołałaby globalną panikę i zagroziła egzystencji od jednego do dwóch miliardów ludzi, przede wszystkim w najbiedniejszych rejonach świata i krajach uzależnionych od importu żywności. Głód zebrałby śmiertelne żniwo na niespotykaną dotąd skalę, a świat pogrążyłby się w odmętach chaosu.

d1e7zut

Tykająca bomba w Azji Południowej

Dziś sytuacja na subkontynencie indyjskim wydaje się być w miarę ustabilizowana, co nie zmienia faktu, że nadal jest to jeden najbardziej zapalnych punktów świata. Relacje Indii i Pakistanu naznaczone są wrogością i podejrzliwością. Oba kraje dzieli burzliwa historia, konflikt o Kaszmir i trzy stoczone wojny, nie licząc pomniejszych incydentów zbrojnych, do których nieustannie dochodzi na wspólnej granicy nawet dziś. Jeśli w dającej się przewidzieć przyszłości gdzieś na świecie miałoby dojść do wojny z użyciem broni nuklearnej, to właśnie tutaj.

Gdyby nie arsenał jądrowy, Pakistan w konflikcie z Indiami stałby na przegranej pozycji. Potencjał militarny, terytorialny, ludnościowy i gospodarczy ma niewspółmiernie mniejszy od potężniejszego sąsiada. Indusi przeznaczają na obronność kilka razy więcej pieniędzy, od lat są największym importerem uzbrojenia na świecie i intensywnie modernizują swoją armię. Aby zniwelować tę przewagę, Islamabad stawia na intensywny rozwój broni jądrowej. - Pakistan ma bardzo aktywny program nuklearny, zarówno w kategoriach broni strategicznej, jak taktycznej. Szczególnie ten drugi trend wydaje się dość mocno niepokojący - wskazuje w rozmowie z Wirtualną Polską Rafał Ciastoń, ekspert Fundacji Amicus Europae i znawca tematyki azjatyckich zbrojeń.

Tempo rozbudowy pakistańskiego arsenału doprawdy jest imponujące. Według niektórych raportów za 10 lat Pakistan pod względem liczby głowic nuklearnych może ustępować tylko dwóm największym potęgom w tej kategorii - USA i Rosji. Co gorsza, Islamabad - w przeciwieństwie do Indii - nigdy nie wyrzekł się prawa do użycia broni jądrowej jako pierwszy. - Pakistan nie może się posunąć do tego, aby zdeklarować politykę "no first use", bo straciłby w tym momencie podstawowe narzędzie odstraszania w stosunku do Indii. Prawdopodobnie Islamabad nigdy tego nie zrobi i nie ma w tym nic zaskakującego. Takie są zasady gry - uważa Ciastoń.

d1e7zut

"Użyj albo strać"

Jakby tego było mało, z punktu widzenia Pakistanu uwikłanie się w produkcję taktycznej broni jądrowej oznacza dopuszczenie możliwości, że również ograniczony, konwencjonalny atak ze strony Indii może spotkać się z nuklearną retaliacją. Pociski Nasr (mogące przenosić głowice o sile do 5 kiloton TNT) są przypisane do pakistańskich jednostek frontowych. Dyslokowane są blisko granicy z uwagi na ich niewielki zasięg, wynoszący zaledwie 60 kilometrów. Zachodzi więc ryzyko, że w razie militarnej konfrontacji może dojść do sytuacji określanej przez specjalistów terminem "use it or lose it" ("użyj albo strać"), czyli użycia tej broni wbrew wcześniejszym intencjom, z obawy jej utraty na rzecz nacierającego wroga.

- Taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy - potwierdza Ciastoń. - Niemniej jednak, w przypadku jakichś posunięć militarnych ze strony Indii, pakistańscy przywódcy również musieliby trzymać nerwy na wodzy, bo zdawaliby sobie sprawę z tego, że użycie broni jądrowej spowodowałoby nuklearną odpowiedź Hindusów. Indie co prawda deklarują politykę "no first use", ale stanowczo powtarzają, że nie zawahają się sięgnąć po ten arsenał w odpowiedzi na atak jądrowy na ich wojska na własnym terytorium oraz gdziekolwiek one by się nie znalazły. Taka wymiana byłaby niekorzystna dla Pakistanu i oni doskonale zdają sobie z tego sprawę - podkreśla ekspert.

Intensywne zbrojenia atomowe Islamabadu nie uszły uwadze społeczności międzynarodowej. Na przestrzeni ostatniego roku w zachodniej prasie, zwłaszcza amerykańskiej, pojawiały się liczne głosy o potrzebie wypracowania porozumienia nuklearnego z Pakistanem, który ograniczy rozbudowę jego potencjału do "rozsądnych" rozmiarów. W chwili obecnej jest to jednaj raczej niewykonalne zadanie.

- Wydaje się, że próby wywarcia nacisku na Islamabad mogą odnieść skutek dopiero wtedy, gdy uzna on, że ma tych głowic wystarczająco wiele, by zrównoważyć strategiczną dysproporcję sił w stosunku do Indii. Myślę, że dla Pakistanu będzie to poziom co najmniej 300-400 sztuk - ocenia Ciastoń. Dziś pakistański arsenał jądrowy szacowany jest na 120-130 głowic.

d1e7zut

Podziel się opinią

Share

d1e7zut

d1e7zut
Więcej tematów