Kuria w Kielcach pod lupą. Ksiądz pisał do uczennicy
Ksiądz Robert, duchowny z kieleckiej diecezji, znalazł się w centrum kontrowersji po zgłoszeniach dotyczących jego zachowania wobec nastolatek. Choć sprawa trafiła do prokuratury, śledztwo utknęło z powodu trudności w ustaleniu miejsca pobytu pokrzywdzonej. Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza".
Ksiądz Robert, który przez lata pełnił funkcje duszpasterskie w Kielcach, zaskoczył wiernych swoim niespodziewanym urlopem. Co się za nim kryło? Kulisy sprawy opisuje "Gazeta Wyborcza". Mimo że decyzja o jego odsunięciu była już podjęta w lipcu 2024 r., zgłoszenie dotyczące niestosownych wiadomości wysyłanych do nastolatki wpłynęło dopiero w październiku.
Duchowny ma długą historię pracy za granicą, a jeszcze niedawno był misjonarzem. Powrócił jednak przedwcześnie do Polski z powodu pandemii.
Jak czytamy, kielecka kuria poinformowała, że otrzymała zgłoszenie dotyczące księdza Roberta, które następnie przekazano prokuraturze. Działanie to miało na celu zapewnienie transparentności i zgodności z obowiązującymi przepisami kanonicznymi. To wówczas duchowny został wysłany na urlop, z którego już powrócił.
Śledztwo stoi w miejscu
Śledztwo prokuratury w Kielcach jest prowadzone pod kątem artykułu 200a paragraf 1 Kodeksu karnego, ale jego postęp jest utrudniony z racji pobytu pokrzywdzonej za granicą. Jednym z głównych dowodów w sprawie są wiadomości sprzed dekady, które ksiądz miał wysyłać do gimnazjalistki.
Z informacji "GW" wynika, że chodzi o kobietę, która mieszka w Niemczech. W październiku 2024 r. zgłosiła kieleckiej kurii, że dekadę wcześniej dostawała od księdza Roberta niestosowne wiadomości, których treść dołączyła do zawiadomienia - podaje gazeta. Chodzi o czasy, gdy ksiądz Robert był wikarym i pracował w kieleckim gimnazjum, a ona była jego uczennicą.
Duchowny stanowczo zaprzecza oskarżeniom, tłumacząc, że jego konto mogło zostać zhakowane. Pomimo tych wyjaśnień nadal odprawia msze i angażuje się w działalność duszpasterską.
Nie jedyna sprawa
W tle tej sprawy pojawia się również wątek innej znajomości internetowej księdza Roberta z 17-latką - informuje "Wyborcza".
- To była znajomość internetowa. Ona miała wtedy 17 lat. Zaprosiła mnie do znajomych na Facebooku, myślałem, że znamy się z pielgrzymki. Porozmawialiśmy. Owszem, były dowcipy, jakieś głupie żarty na tle seksualnym, że "jest seksi", ale tylko tyle. Ona po bodaj dwóch latach przedstawiła screeny rozmów. Stwierdziła, że to dowód na niewłaściwe zachowanie księdza. Kontakt internetowy z nią był znikomy, ale biskup uznał, że to na tyle poważne, że powinienem po prostu pójść na urlop - mówi w rozmowie z "GW".
Na pytanie dziennikarza, dlaczego wysyłał takie wiadomości nastolatce, ksiądz odpowiada, że "zgubiła go jego otwartość".
Choć taka komunikacja według prawa kanonicznego może być interpretowana jako niestosowna, to jednak nie zawsze spełnia kryteria przestępstwa w polskim prawie karnym.
Wyborcza przypomina też, że to kolejna sprawa z diecezji kieleckiej, którą zajmuje się prokuratura.
Źródło: kielce.wyborcza.pl