Kontrowersyjna aukcja. Ujawniają, jakie przedmioty wystawiono
Wśród dokumentów wystawionych na aukcji w Neuss było ponad 20 materiałów dotyczących więźniów obozu koncentracyjnego na Majdanku. Rzeczniczka Państwowego Muzeum na Majdanku stwierdziła, że tego typu aukcja to "forma handlowania tragiczną historią ofiar drugiej wojny światowej".
Najważniejsze informacje:
- Niemiecki dom aukcyjny anulował licytację pamiątek i dokumentów po więźniach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Majdanku oraz ofiar zbrodni katyńskiej dokonanej przez sowietów.
- Ponad 20 dokumentów dot. więźniów Majdanka wystawiono na aukcji w Neuss.
- Na sprzedaż wystawiono pamiątki związane z Katyniem.
Dom Aukcyjny Felzmann w Neuss planował sprzedaż prywatnej kolekcji związanej z niemieckimi zbrodniami podczas II wojny światowej. Przeciwko aukcji zaprotestowali Międzynarodowy Komitet Oświęcimski oraz polskie władze.
Reagując na sytuację, rzecznik prezydenta RP, Rafał Leśkiewicz, wyraził nadzieję na odzyskanie dokumentów i zaapelował o ich powrót do Polski. Wicepremier Radosław Sikorski poinformował, że oferta sprzedaży zniknęła z internetowej strony aukcyjnej po interwencji polskiej ambasady oraz rozmowach z niemieckimi władzami.
W wyniku reakcji polskich władz licytacja została anulowana. Dom Aukcyjny zdjął ją ze strony internetowej, nie zamieścił jednak żadnego wyjaśnienia czy komentarza.
Były ambasador RP: upadek Putina może wywołać rozpad Rosji
Wśród dokumentów wystawionych na aukcji był list więźnia z Auschwitz "o bardzo niskim numerze" do adresata w Krakowie. Cena wywoławcza miała wynieść 500 euro. Diagnozę lekarską z obozu koncentracyjnego Dachau, dotyczącą przymusowej sterylizacji więźnia, wyceniono na 400 euro. Karta z kartoteki Gestapo z informacją o egzekucji żydowskiego więźnia w getcie Mackheim w lipcu 1942 r. miała mieć cenę wywoławczą 350 euro. W katalogu znajdował się też antyżydowski plakat propagandowy oraz gwiazda Dawida z obozu koncentracyjnego Buchenwald.
Muzeum na Majdanku: sprzedaż tego rodzaju pamiątek bulwersująca
Na aukcji wystawiono m.in. ponad 20 dokumentów dotyczących więźniów obozu na Majdanku. Jak informuje rzeczniczka Państwowego Muzeum na Majdanku Agnieszka Kowalczyk-Nowak, te materiały powinny znajdować się w muzeach dokumentujących historię nazistowskich obozów koncentracyjnych.
- Sprzedaż tego rodzaju pamiątek na aukcjach i różnych portalach internetowych jest bulwersująca z wielu powodów - stwierdziła Kowalczyk-Nowak. Podkreśliła, że jest to "forma handlowania tragiczną historią ofiar drugiej wojny światowej".
- Nie wiemy, do kogo ostatecznie te pamiątki trafiają, czy kiedykolwiek badacze bądź historycy będą mieli do nich dostęp, czy nabywcy będą w stanie zapewnić im odpowiednie warunki przechowywania i czy wśród nich nie znajdą się np. neonaziści – powiedziała rzeczniczka.
Jej zdaniem, gdyby takie materiały trafiły do muzeum, to mogłyby rzucić światło na nieznane dotychczas fakty dotyczące Majdanka i losów jego ofiar. - Zostałyby też szerzej udostępnione publiczności w ramach prezentowanych wystaw czy projektów edukacyjnych i stanowiłyby źródło wiedzy dla osób, które poszukują informacji o losach swoich bliskich – dodała.
Na sprzedaż wystawiono pamiątki związane z Katyniem
Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych poinformował w niedzielę, że na sprzedaż wystawiono również pamiątki związane z ofiarami zbrodni katyńskiej, a wśród nich znalazły się między innymi telegram jeńca Umińskiego z obozu w Starobielsku oraz koperta listu jeńca Jana Leszczyńskiego z obozu w Ostaszkowie.
Szef UdSKiOR skierował w związku z tym do domu aukcyjnego list protestacyjny, którego treść opublikowano na stronie Urzędu. Zażądał wycofania tych przedmiotów z aukcji i przekazania ich do właściwych placówek muzealnych w Polsce.
"Jako Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Rzeczypospolitej Polskiej jesteśmy przeciwni handlowi tego typu pamiątkami, także pozostawionymi przez bliskich zamordowanych w 1940 roku przez sowiecki reżim. Dokumenty takie są częścią rodzinnej i narodowej pamięci. Ich właściwym miejscem są domy rodzin Ofiar lub – jeśli taka jest wola bliskich – zbiory muzeów. W tym wypadku Muzeum Katyńskiego w Warszawie lub Muzeum Ofiar Sybiru w Białymstoku" - napisał Lech Parell.
Co zamierzają zrobić polskie władze?
Ministra kultury Marta Cienkowska zapowiedziała wyjaśnienie, skąd pochodzą pamiątki po ofiarach obozów koncentracyjnych, które miały być wystawione na aukcji w Niemczech. Zapewniła także, że jeśli okaże się, że są autentyczne, to Polska nie będzie ich kupować, tylko je odzyska.
Poinformowała, że MKiDN jest już w kontakcie z "właściwymi instytucjami". "Oczekujemy pełnej dokumentacji, żądamy dostępu do wszystkich materiałów dotyczących pochodzenia tych przedmiotów i będziemy dążyć do ich jak najszybszego zabezpieczenia i zwrotu do Polski" - zadeklarowała.